841 – energiczny smutek

Ostatni czas owocował przeważnie dobrym, acz bardzo niestabilnym, nastrojem. Towarzyszyła mi sinusoida o dużej amplitudzie. Za to siła i energia – rozsadzały od środka. Mało śpię, wstaję o świcie i od razu siadam do pracy. Zawodowe programy zamykam po ośmiu godzinach. Odkąd mam działalność, nigdy tyle nie pracowałam. Nasiloną niestabilność emocjonalną trzymałam na smyczy. Naprawdę, dawało się ogarnąć te wahania. Fakt, że w jednej chwili byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie, a minutę później łzy były dowodem na to, jak bardzo cierpię. Ale nie poddawałam się temu, nie brnęłam w to, nie pozwalałam sobie na zagrzebanie się w smutku i rozpaczy. … Czytaj dalej

Podziel się!

827 – powrót do rzeczywistości

Urlop, urlop i po urlopie. Niestety. Spędziliśmy u cioci na wsi dwa tygodnie. Upał nie dawał wytchnienia, dlatego też byliśmy na rowerach tylko kilka razy. Szkoda, miałam nadzieję, że uda mi się zrzucić kilka kilogramów. Ciocia prowadzi dom tymczasowy dla chorych i starych jamników. Kilkanaście psów nie dawało nam się nudzić. Pokochałam jednego z psiaków – młodziutką suczkę Fizię, znalezioną przez ciocię przy autostradzie.Biedna nie ma jednego oczka. Tak bardzo chciałam ją zabrać do domu, adoptować. Niestety, Mrówek powiedział kategoryczne „nie”. Stwierdził, że prędzej zgodzi się na dziecko niż na psa. Ehh. Tak okropnie tęsknię za posiadaniem pieseła. Pan M. … Czytaj dalej

Podziel się!

826 – już tuż, tuż!

Ciągnę resztkami sił, ale już tuż, tuż! Jeszcze tylko dziś i ze cztery godziny jutro i urlop! Długo wyczekiwany i odkładany od czerwca urlop. Nareszcie! W pierwszym tygodniu jedziemy w odwiedziny do cioci na wieś. Rodzice, co prawda, mieszkają w tej samej miejscowości, jakiś kilometr od cioci, jednak się z nimi nie spotkamy. W związku z epidemią mama izoluje się od wszystkich, nie wychodzi z domu, a pracuje zdalnie. W końcu jest po dwóch nowotworach, ma jedno płuco – boi się, oboje z ojcem się boją i ja to rozumiem. Na wsi zamierzamy jeździć na rowerach i ogólnie aktywnie spędzić … Czytaj dalej

Podziel się!

818 – jak trwoga, to do bloga

Tak to już ze mną jest. Potrafię tu milczeć dłuższy czas. Ale gdy coś się dzieje… Pierwsza myśl: napisać na blogu. Co tu będę dużo mówić. Jest źle. Bardzo źle. Przespałam prawie cały dzień, a każda pobudka sprawiała, że jeszcze bardziej nie chciało mi się żyć. Obudziłam się w parszywym nastroju i z każdą godziną było coraz gorzej. Lorazepam pomógł mi się uspokoić, ale nie poradził sobie z nasilającymi się myślami samobójczymi i autoagresywnymi. Dla własnego bezpieczeństwa i ciągłości skóry, od dłuższego już czasu nie mam w domu żadnych żyletek. Ale klamek z mieszkania się przecież nie pozbędę… Pierwszy raz … Czytaj dalej

Podziel się!

810 – złość

Dziś nie umiem sobie poradzić ze złością. Z całą nawałnicą złości. Złości, która wręcz przeistacza się w agresję. Już obdarzyłam jednego z bohaterów Obłędu traumatycznych dzieciństwem pod postacią okrutnego i agresywnego ojca. Opisałam znęcanie się nad chłopakiem. To jednak pomogło tylko na chwilę. Patrzę na blizny na nadgarstku i mam ochotę pociąć się jeszcze mocniej. Ale nic z tego. Nie ma żyletek i nie będzie autoagresji. To postanowione. Znacie jakieś dobre sposoby na porażenie sobie z takim nawałem złości, kiedy to macie wrażenie, że zaraz wybuchniecie? Chodzi oczywiście o sposoby konstruktywne, nie autodestrukcyjne.

Podziel się!

800 – Amsterdam i powrót do tego, co było

Byliśmy przez tydzień w Amsterdamie. Wycieczka super, sporo zwiedziliśmy, a wieczorami relaks w kofikach. Ale żeby nie było za dobrze… Powrót do codzienności i pracy uruchomił lawinę minionych, zaleczonych w psychiatryku stanów. I tak, znów – myśli, przymusy, łzy i ucieczka w sen. Między nami nie jest dobrze. Terapia zintensyfikowana do dwóch sesji w tygodniu. Mam tyle do powiedzenia panu M., ale nie zawsze mi to wychodzi. Znów stagnacja, obojętność i brak zainteresowania własnym losem. Izolacja, niechęć do ludzi, trudności w utrzymywaniu relacji. Jednym słowem, po chwilowej przerwie, wróciło to, co było.

Podziel się!

780 – zaniedbanie przez niepisanie

Ostatnimi czasy bardzo zaniedbałam to swoje miejsce w sieci. A to dlatego, że czułam się dobrze. Jak nietrudno się domyślić, teraz nie jest najlepiej. W Sylwestra gnębił mnie smutek. Czy to za sprawą końca roku? A może raczej zakończenia prac nad Dwoma słowami? Żałoba po procesie twórczym i tak dalej. No, wiecie… W Nowy Rok weszłam z nową dawką energii i dobrego nastroju. Przekonana, że to będzie mój rok! Że będę wyciskać życie jak cytrynę. Że osiągnę niejeden sukces – bliżej nieokreślony. Za to dziś… mam poczucie końca. Znów. Smutek przebił się przez tę cienką skorupkę pozytywnego nastawienia. Bezczelnie wystawił … Czytaj dalej

Podziel się!

779 – happy new year 2020!

Na wstępie chciałabym Wam, Kochani Czytelnicy, życzyć wszystkiego najlepszego w 2020 roku! Niech lata 20. będą dla Was okazją do spełniania marzeń. Tylko pamiętajcie, marzenia same się nie spełniają, trzeba samemu o to zadbać. Dawno nie pisałam. Opowiem trochę, co u mnie. Byliśmy z Mrówkiem na urlopie we Włoszech prawie dwa tygodnie. Zakochaliśmy się w Sycylii. Na pewno tam wrócimy! Do Polski przywiozłam całą masę pozytywnych wrażeń i, co ważniejsze, inspiracji. Także nowa książka w drodze! Zostałam zaproszona do napisania artykułu o emocjach, zachowaniach i relacjach społecznych osób cierpiących na borderline, przez Redaktora Naczelnego nowego kwartalnika dla specjalistów ochrony zdrowia … Czytaj dalej

Podziel się!

768 – produktywnie!

To był zdecydowanie produktywny dzień! Wstałam o jedenastej, w końcu się wysypiając. Trochę poczytałam Fitzka. Potem zaczęłam pisać Dwa słowa. Dwie strony A4 rękopisu moim maczkiem, kratka pod kratką, więcej! Czyli prawie trzy strony A4 wydruku komputerowego. Potem Mrówek zagonił mnie do sprzątania. Co za brak zrozumienia dla artystów panuje w tym domu! Hehe. A na koniec zrobiłam canneloni dla Mrówka, a dla siebie lasagne z tofu i pieczarkami. Mniam! Teraz nadszedł czas na zasłużony odpoczynek. Piwko i jakiś dobry film lub serial. A co!

Podziel się!