Category Archives: przemyślenia

591

Terapeuta dziś stwierdził, że zachowujemy się z Mrówkiem w stosunku do siebie trochę psychopatycznie. Może…

Jakiś czas temu przypadkiem zgłosiłam się do eliminacji do tegorocznej Pracowni Prozy organizowanej przez Biuro Literackie. Myślałam, że wysyłam po prostu propozycję wydawniczą. Dziś przyszedł mail. Mój thriller „Uśpiona” został doceniony. Dostałam zaproszenie na warsztaty literackie jako jedna z 20 osób na 130 zgłoszeń.
Sukces? Może. Ja nie potrafię się z tego cieszyć. A na warsztaty nie jadę. Jestem pierdolonym dzikusem, który boi się ludzi.
„Czuję się jak przegrany śmieć” cytując Zeusa.
Czuję, że psychicznie i emocjonalnie zgniłam.

590 – smutek

Mrówek jest na mnie zły. Nie wiem, za co. Jak zwykle zresztą. I konia z rzędem temu, kto powie mi, które z nas ma rację.
Smutek. Nieodparty. Wszechogarniający. Nie do zatrzymania.
Choć piękna noc. Gwiazdy. Rechot żab.
Otula mnie smutek. Jak natrętna mgła.

589 – racjonalna autokrytyka

Siedzimy wieczorem i oglądamy film. Zapytałam o coś Mrówka.
– Nie – odpowiedział.
A ja już.
Odpowiedział z krytyką w głosie, na pewno uważa, że jestem głupia. Już nastrój w dół, dziwne poczucie wstydu i winy.
Ale zaraz.
Przecież takie doszukiwanie się drugiego dnia to domena osób z pogranicza.
Głęboki wdech i racjonalna autokrytyka.
Nastrój uratowany.

588

Siedzimy we czwórkę przy stole. Ja z Mrówkiem i mama z tatą. Rozmawiamy, śmiejemy się. Jest bardzo miło.
Nagle pojawia się smutek i odwraca moją uwagę. I już wyłączam się z rozmowy.
Obserwuję rodziców. Widzę te same schematy, co u nas.
Skąd ten smutek? Przez chwilę zdawało mi się, że coś przeczuwam. Ale bańka prysła.
Widzę siebie w mamie. Dziwne uczucie. Widzę w ich relacji podobieństwa do naszej. Nie wiem, czy się cieszyć, czy smucić. Jestem zagubiona. Mętlik w głowie.
A przecież jest dobrze.

586 – granice mojego „ja”

Wczoraj sporo myślałam. Doszłam do ważnego wniosku. Przez izolowane się i uciekanie we własny świat, mocniej czuję granice mojego „ja”. Częste wrażenie rozpływania się i bycia pochłoniętą przez innych, równoważę postawieniem grubej kreski między „ja” i „świat”.
Odizolowanie się od tego, co na zewnątrz pozwala mi czuć się sobą i nie utracić siebie. Bo przecież moja tożsamość rozpada się w palcach.

585 – urlop!

Uff… Udało mi się dobrnąć do piątku. Marzyłam o weekendzie. I doczekałam się!
Mało tego. Mamy z Mrówkiem wolny cały tydzień. Urlopie witaj!
Jedziemy do moich rodziców na wieś. Mają dom pod lasem. Zamierzam ten czas spędzić aktywnie – pisząc. Hehe, żartuję. Będziemy jeździć na wycieczki rowerowe. (Ale zeszyt i długopis oczywiście biorę!)

Ostatnio nie pisałam. Jakoś nie miałam do tego głowy. Zupełnie zapomniałam o blogu. Za to „Bestseller” ma już 19 rozdziałów.

Miłego odpoczynku wszystkim!

582 – kryzys

Wczoraj było źle. Mrówek sie na mnie obraził i nie odzywał do mnie.
A ja?
Siedziałam, płakałam i chciałam się pociąć. W jednej chwili cały świat stracił na znaczeniu. Wszystko stało się bezsensowne. Myślałam tylko o żyletce, a właściwie o nożyku do tapet.
Właśnie o tym pisałam ostatnio. Wystarczy niewielki impuls, żeby wszystko stanęło na głowie.

580 – żal

Patrzę na swoje ręce i jest mi siebie żal. Minęły cztery lata leczenia. Kiedy przypomnę sobie, w jakim stanie byłam w kwietniu 2014, nie mogę uwierzyć, że przeszłam taką zmianę.
Nie pocięłam się od sierpnia. Zaczynam mieć obawy. Przez 16 lat mojej autoagresywnej „kariery” jeszcze nigdy nie udało mi się wytrzymać roku. Teraz mamy osiem miesięcy. Nie chcę tego zniszczyć!
Odkąd się leczę, nie próbowałam się zabić. To jest największy sukces, gdyż ja życie kocham! Wcale nie chcę umierać. Czasem po prostu ból był nie do zniesienia. Nie widziałam innego wyjścia. Teraz je dostrzegam.
Warto się leczyć i warto spełniać swoje marzenia! Życie mamy tylko jedno. Trzeba jak najlepiej wykorzystać ten czas.