Category Archives: przemyślenia

660 – sens znów poszedł się…

Sens znów poszedł się jebać. I chyba nie ma zamiaru wracać.
Napisałam dziś kawałek rozdziału i zamknęłam zeszyt.
Jest mi smutno. Łzy cisną się do oczu. Mrówek powtarza, że piszę pierdoły i chyba mu uwierzyłam. Znów zastanawiam się nad porzuceniem pisania. Szkoda czasu. Mam z tego marny grosz i nic więcej. Powinnam skupić się na pracy i zarabianiu pieniędzy, którymi tak gardzę.
Brak sesji od miesiąca daje się we znaki. We wtorek terapia. Nareszcie…

657 – nadchodzi…

Czyżby nadchodził kolejny kryzys? Jest mi źle i smutno od wczorajszego popołudnia.
Zaczęłam wątpić w sens pisania. Siedzę od siódmej trzydzieści nad zeszytem i napisałam jedno zdanie. Po co mam pisać? Przecież tyle ludzi wydaje książki. Na co komu kolejne?
Deszcz wygrywa smutną melodię na parapecie. Pogoda dostroiła się do mojego samopoczucia. Słońce nie wypala melancholii.
Sensie życia… gdzie jesteś?

649 – leń

Tak bardzo nie chce mi się dziś pracować. Wczoraj wypiłam kilka piw i mam kaca. Odzwyczaiłam się od alkoholu.
Najchętniej położyłabym się spać.

Próbuję nie myśleć, że sesja dopiero w przyszłą środę, ale jest to trudne. Chciałabym już być w gabinecie i porozmawiać z panem M. Bardzo mi tego brakuje…

Dwa pierwsze tygodnie września mamy urlop. Jedziemy do moich rodziców. Będziemy jeździć na rowerach, chodzić po lesie, może znajdziemy jakieś grzyby?

Niech już będzie tydzień później, a najlepiej dwa.

638 – mama

Dziś zostałyśmy z mamą same w kuchni. Robiłyśmy sałatkę. Nagle zapytała mnie o coś dotyczącego terapii. Odpowiedziałam.
– Nie denerwuje cię albo nie czujesz się zakłopotana, kiedy pytam o takie sprawy?
– Nie – odezwałam stanowczo acz miło. I zgodnie z prawdą.
Od słowa do słowa zaczęłam jej czytać fragmenty notatek z tego bloga dotyczących terapii. Była ciekawa, jak taka sesja wygląda.
Przesłałam też rodzicom „Borderline: Autoterapia, czyli…” (wydawca mi chyba wybaczy 😉 ). Myślę, że są już dość przygotowani.
– Wiesz… Ja bardzo cierpiałam, no myślałam, że już nigdy nie będziemy miały dobrych relacji. Że już zawsze będziesz traktowała mnie jak wrogą.
– Ale teraz mamy dobre relacje. To najważniejsze, pamiętaj.
– Tyle razy myślałam, co zrobiłam źle…
Wtedy zaczęłam jej tłumaczyć w jaki sposób powstaje borderline. Chyba udało mi się ją przekonać, że to nie jej wina. Że na to nałożyło się wiele czynników.

637 – na wsi

Jesteśmy od kilku godzin na wsi. Nie chciałam jechać, ale chyba dobrze zrobiłam. Nie chcę być bucem i siedzieć sama w pokoju.
Męczy mnie to trochę. Rozmawiam, śmieję się. Ale to tak bardzo wykańcza.
Kocham rodziców. Dobrze mi z nimi. Ale teraz najchętniej poszłabym spać.

Na fb pytałam, czy chcecie abym zaczęła pracę nad czwartą częścią „Młodego boga…”. Byłby to dziennik, który prowadziłam w trakcie terapii u pana S. Chcecie?

636 – weekend na wsi

Na weekend jedziemy do moich rodziców. Normalnie bym się cieszyła – las, świeże powietrze, ukochany pies. Ale coś mnie blokuje. Do tego stopnia, że nie mam ochoty jechać.
Wolałabym zostać w domu. W pokoju z zamkniętymi zasłonami. Z pustką we łbie i kotłowaniną emocji.
Muszę się jakoś z tego stanu wygrzebać. Jakoś się otrząsnąć. A póki co, dołączyły myśli, że autodestrukcja wcale nie jest zła. Że autoagresja nie szkodzi. Co za głupie myśli. Racjonalność odeszła precz. A ja zostałam sama, bez broni.

635 – wyimaginowana choroba

Powiedziałam szefowi, że jestem chora. Skłamałam.
Przez cały tydzień przepracowałam cztery godziny. Godzina przy kompie, pięć w łóżku z płaczem.
Obiecałam, że w przyszłym tygodniu wszystko nadrobię. Tylko jak?
Z tymi myślami samobójczymi, przymusami autoagresywnymi, cisnącymi się do oczu łzami? Wszechogarniającym bezsensem?
Jak mam się zebrać w kupę? Możecie powiedzieć „przestań się nad sobą użalać i zacznij tyrać fizycznie, to przejdzie ci depresja”. A gówno prawda. Harowałam fizycznie a objawy tylko się nasilały.
Mam siłę tylko leżeć w łóżku, a i to mnie męczy. Męczą mnie myśli. I przymusy. I ta nieodparta chęć powieszenia się, choć nie po to, by umrzeć, a skrzywdzić się. Jak kiedyś. Nie podwieszałam się od trzech lat. Dzieki pomocy pana M. Wiem, że bardzo bym go tym zawiodła…

633 – mam myśli

Mam myśli. Jestem prawie pewna, że to skutek uboczny nowego antydepresanta. Wcześniej też występowały, owszem. Ale były to raczej ich zarysy. Teraz pojawiają się całymi zdaniami. A nawet dłuższymi fragmentami.
Bez obaw. Nie są tak silne. Da się je jeszcze ogarniać. Są zupełnie pozbawione mocy sprawczej.
Jest ciężko, co Wam będę pisać. Sami znacie te stany na własnej skórze.
W poniedziałek sesja. Potem? Nic nie wiem. Co będzie, to będzie. A my przetrwamy.
Trzymajcie się i nie dajcie się!

632 – niewdzięczność

Czuję się jak śmieć, nie nazasługujacy na nic.
Psychiatrą i psychoterapeuta robią wszystko, żebym się lepiej poczuła. A ja pracuje 2 godziny i z płaczem wracam do łóżka.
Nie tak powinno być. Powinnam im być wdzięczna. I jestem. Tylko nie umiem tego okazać.
Jest mi tak ciężko. Że chciałabym zniknąć. Ale nie zabić się. Po prostu. Wziąć urlop od życia.

631 – przełom?

Z utęsknieniem czekam na przełom. Na dzień, w którym wstanę i będzie chciało mi się żyć. Będzie chciało mi się wstać.
Wczoraj cały dzień przespałam. Po powrocie z terapii nie miałam siły na nic. Wstałam dopiero późnym popołudniem, żeby zrobić obiad. A i to wydawało się ponad moje siły.
Najgorsze jest to, że w takim stanie nie potrafię pisać. Bestselleru nie ruszyłam od jakichś trzech tygodni.
Postanowiłam dziś spróbować, choćby na siłę. Otworzyłam plik na komputerze i zeszyt. Napisałam „Gdy wybiła godzina dwudziesta trzecia” i siedzę z długopisem zawieszonym nad kartką.
Popijam czarną kawę z kardamonem i zastanawiam się nad sensem życia.
Kupiona wczoraj przed sesją żyletka leży w zamkniętym opakowaniu. Nie użyłam jej, choć ciągnie niemiłosiernie.
Zapytałam psychiatrę, czy będę mogła do niego pisać w razie potrzeby podczas jego urlopu (dziś wyjeżdża). Zgodził się, podobno nie będę przeszkadzać.
Trafiłam na wspaniałych specjalistów i czuję się niewdzięczna, że cały czas popadam w kryzysy. Że ich praca idzie na marne.
Czuję się paskudnie. Chciałabym zapaść w głęboki, nieprzerwany sen.