748 – ofiacjalna diagnoza

Na ostatniej sesji pan M. zapytał mnie, jaką mam diagnozę od psychiatry.
– Szczerze mówiąc, nie wiem. – Przyznałam.
– To leczy się pani od pięciu lat i nie wie, na co? – Zdziwił się terapeuta.
Po przyjściu do domu napisałam do psychiatry.
Moja oficjalna diagnoza to osobowość chwiejna emocjonalnie z dekompensacjami glównie depresyjnymi.
Postanowiłam, że w końcu, po czterech latach, zapytam pana M. o to, jak on mnie zdiagnozował. Uwierzcie mi, to dla mnie bardzo trudne. Dlaczego? Żebym to ja wiedziała…

747 – terapia borderline: izolacja

Całą sesję rozmawialiśmy o mojej izolacji i braku potrzeby rozmowy. Pan M. powiedział, że zachowuję się jak osoba autystyczna, ale nią nie jestem. W przeciwnym razie cały czas byłabym wyizolowana.
Największym problemem jest to, że nie czuję potrzeby rozmowy i kontaktu. Wystarcza mi, gdy ktoś jest obok.
Terapeuta uważa, że jest to związane z ogromnym lękiem. Lękiem tak silnym, że mózg się przeciąża i fizjologicznie nie daje rady. Dlatego milczę i mam pustkę w głowie oraz zapominam, o czym była mowa.

743 – terapia borderline: izolacja

Dziś na sesję szłam z konkretnym problemem – izolacją.
Ostatnimi czasy między mną a Mrówkiem była normalna rozmowa, śmiech i zero izolacji. Aż znów zamknęłam się w sobie.
– Najgorsze jest to, że tego nawet nie zauważyłam. Dopiero Mrówek mi o tym powiedział, jak już był na mnie zły o to. Nie chcę się izolować. A mam wrażenie, że nie mam na to żadnego wpływu.
– Pani nie jest autystyczna, czyli to nie jest kwestia sposobu działania pani mózgu. – Zauważył pan M. – To są reakcje obronne na lęk.
– Ja wiem… Jeszcze rozumiem, że kiedyś tak było. Kiedy nienawidziłam życia. Ale teraz? Przecież je kocham i jestem szczęśliwa.
– No właśnie. Tego lęku już nie ma, ale reakcje pozostały, prawda?
– Denerwuję się na siebie, bo Mrówek odbiera to jako ignorancję i obojętność. A nie jest to moją intencją.
– Pani Aniu, zdaje się pani bezradna wobec tych mechanizmów. Ale to nie jest prawda. Przełamanie ich wymaga od pani wysiłku i aktywności. To da się zrobić.
Wiem. Przecież to wiem. Jednak słowa terapeuty zmotywowały mnie do działania. Nie dam się! O nie! Nie pozwolę, by stare nawyki przejmowały nade mną kontrolę i rozwalały mi związek. Po moim trupie!

742 – frustracja

Ostatnio pan M. uświadomił mnie, że bardzo źle znoszę frustrację. Mam bardzo niski próg odporności na nią.
Kiedy tylko pojawia się jakiś problem, od razu chcę rezygnować i uciec. Czy to rzucić pracę, czy w myśli samobójcze lub przymusy autoagresywne.
Zdecydowanie muszę nad tym pracować. Przecież nie mogę za każdym razem sięgać po Lorafen, jak zrobiłam to dzisiaj.
Tak dużo już przepracowałam, zmieniłam. Ale wciąż jest wiele do zrobienia. A mnie znów towarzyszy lęk, przed zakończeniem terapii. Dlaczego?
– Co jeszcze chciałaby pani w sobie zmienić? – Zapytał niespodziewanie pan M. na ostatniej sesji.
Początkowo wpadłam w panikę, bo nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Jednak po chwili zastanowienia, przypomniałam sobie.
– Na pewno tę niechęć przed seksem. Niestabilność, która wciąż jest.
– Nieumiejętność znoszenia frustracji. – Dodał terapeuta.
Przytaknęłam i nie umiałam znaleźć nic innego. I wtedy pojawił się kolejny lęk – przed zakończeniem terapii.

737 – terapia borderline: seks!

Na dzisiejszej sesji stało się coś nieprawdopodobnego! Ale zacznijmy od początku.
Kilka dni temu powiedziałam Mrówkowi, że brakuje mi romantyzmu. Zripostował to szybko:
– A mnie brakuje seksu.
Postanowiłam wtedy, że poruszę ten temat na sesji. Jak część z Was wie, to dla mnie bardzo trudny temat. Bałam się, że nie dam rady. A jednak!
Powiedziałam panu M. o tym, że Mrówkowi brakuje seksu.
– A pani? – Zapytał.
– Mnie nie. – Odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Rozmawialiśmy o moich doświadczeniach. O tym, że seks kojarzy mi się z czymś nieprzyjemnym a nawet z gwałtem.
– Nawet rozmowa na ten temat jest dla pani trudna, prawda? Mogliśmy to zaobserwować niejednokrotnie na sesji.
– To prawda… – Przyznałam.
Jednak, mimo oporów i trudu, dałam radę. Całą sesję przegadaliśmy o seksie! Nie mogę uwierzyć, że mi się udało.

735 – terapia borderline: smutek

Na początku sesji opowiedziałam panu M. o targach. Potem przyznałam, że wczoraj pojawił się smutek i nie wiem, skąd.
– A czy to nie jest normalne, że czasem się on pojawia? – Zapytał.
– Chyba jest…
– No właśnie, a pani na siłę próbuje znaleźć jego przyczynę.
Nigdy nie pomyślałam o tym w ten sposób. Że smutek nie musi mieć konkretnej przyczyny. I że jego pojawienie się nie zwiastuje nadchodzącej katastrofy.
– Ten smutek ma swoje źródła w dzieciństwie, dotyczy tego, co było. Bo nie ma konkretnej przyczyny w teraźniejszości, prawda? – Pan M. powtarzał to wiele razy.
Ale ja wciąż z uporem maniaka doszukuję jego przyczyn. Jakbym nie potrafiła zaakceptować, że smutek jest normalną emocją, która pojawia sie co jakiś czas także u zdrowych osób.

727 – terapia borderline: obojętność

Do gabinetu weszłam w dobrym nastroju.
– Od jakichś trzech tygodni dobrze się czuję – powiedziałam, a pan M. się uśmiechnął.
– Wygrzebała się pani z dużego kryzysu, prawda?
– Oj, tak.
Rozmawialiśmy o różnych sprawach. Skakałam z tematu na temat. Aż uchwyciłam się wspomnień z dzieciństwa.
– Boję się, co będzie, jak rodzice przeczytają Samobójstwo na raty.
– Dlaczego?
– Bo po przeczytaniu Psychiatryka rodzice stwierdzili, że część z moich wspomnień nie miała miejsca. A ja chciałabym wiedzieć, co jest prawdą… Czy to możliwe, że sobie to wymyśliłam? – Zadałam pytanie retoryczne.
– Czyli zaczyna pani wątpić w swoją prawdę?
– Trochę tak. Zawsze chciałam, żeby ktoś stanął z boku i powiedział mi, jaka jest prawda. Kto ma rację.
– Być może pani dzieciństwo nie było aż tak złe, jak pani pamięta?
– Ale ja nie twierdzę, że było złe. Mam też ogromną ilość dobrych wspomnień. Wiem, że rodzice mnie kochali i kochają i chcieli dla mnie jak najlepiej. Nie zakładam ich złej woli. Twierdzę po prostu, że były wydarzenia, które mnie bardzo zraniły.
– Może podać pani jakiś przykład?
– Kiedy miałam sześć czy siedem lat, byliśmy z rodzicami na wakacjach na polu namiotowym. Poznałam tam kolegę. Jego ojciec przyniósł raki. Bardzo chciałam zobaczyć, jak się je przyrządza. A rodzice w tym czasie chcieli, żebyśmy poszli na spacer. Zostałam jednak z kolegą. Kiedy wrócili, podbiegłam do nich. I usłyszałam, że mam iść do nowej rodziny, bo nie jestem już ich córką. Czy to możliwe, że sześciolatka sobie to wymyśliła? Albo kiedy byłam niegrzeczna i nie chciałam się uspokoić, rodzice udawali, że dzwonią do domu dziecka, żeby mnie zabrali.
– To bardzo brutalne słowa. Takie podejście ujawnia się w pani dorosłym życiu. Kiedy jest pani obojętna w stosunku do Mrówka i izoluje się, jest pani wtedy w stosunku do niego agresywna.
– No ja to wiem, teraz. Ale kiedy taka jestem, nie dostrzegam tego.
Pan M. uważa, że ranię, bo byłam raniona. Gdzie więc leży prawda? Czy moje wspomnienia są tylko moim wymysłem? Czy rodzice po prostu nie chcą pamiętać tych złych chwil? Czy kiedyś się tego dowiem?

725 – psychiatra

We wtorek tydzień temu byłam u psychiatry. Przepisał mi naltrekson. To taki metadon, na uzależnienie od opioidów. W małych dawkach (do 5mg) działa przeciwlękowo. Ja dostałam dawkę uderzeniową 25mg.
– Powinno to spowodować wyrzut serotoniny do mózgu – skwitował pan T.
Nie czułam za bardzo jego działania aż do dzisiaj. Czuję tę serotoninę! W końcu! Mam dobry dzień!

Co poza tym?
Siedzę nad Psychiatrykiem. Dostałam skład do akceptacji. Jestem na 156 stronie na 370. Masakra… Wolałabym pisać Dwa słowa! Ten nowy thriller psychologiczny.

724 – terapia borderline: znów w związku

Znów weszłam do gabinetu rozpromieniona. Spóźniłam się kilka minut.
– Pisałam i straciłam poczucie czasu – uśmiechnęłam się do pana M.
– Od rana?
– Tak. Trochę się pozmieniało – zaczęłam, mając na myśli sytuację w domu.
– Tak?
– Zeszliśmy się – powiedziałam z uśmiechem od ucha do ucha. – W tamten wtorek wieczorem długo rozmawialiśmy. Choć właściwie to Mrówek mówił… – zaczęłam relacjonować wydarzenia sprzed tygodnia.
– Cieszy się pani? – Spytał w końcu, gdy skończyłam opowieść.
– Bardzo! I znów poczułam ulgę. Najpierw ulga, że się rozstaliśmy, a teraz, że się zeszliśmy.
– Ja myślę, że ta ulga może być spowodowana tym, że zobaczyła pani, że może żyć bez Mrówka. Bo od jakiegoś czasu wyglądało to tak, że Mrówek nie chce z panią być, a pani jest na nim uwieszona i nie wyobraża sobie życia bez niego.
– Wiem – przyznałam.
To była dobra sesja.

721 – terapia borderline: rozstanie

O tym, że rozstałam się z Mrówkiem, pan M. dowiedział się od razu w sobotę, z SMS-a. Jednak chyba nie spodziewał się, w jakim nastroju przyjdę na sesję. Byłam rozpromieniona.
– Widzę, że nastrój się pani zmienił – zaczął.
Opowiedziałam mu o cierpieniach zeszłego tygodnia, pijaństwie i cięciu. Potem o tym, jak się rozstaliśmy.
– Chyba pani ulżyło, że w końcu zostało to nazwane, prawda?
– Bardzo!
– Ja tak myślę, że te ostatnie problemy w terapii to była zapowiedź tego. Że chciała się pani rozstać, ale nie ze mną, tylko z Mrówkiem.
Przyznałam, że jest to całkiem możliwe. A więc znowu projekcja!

Cóż mam Wam napisać. To było burzliwe jedenaście lat. Ale tak będzie lepiej dla nas obojga.