Category Archives: terapia borderline

630 – terapia borderline: kryzys i nienawiść

– O czym pani myśli? – spytał w końcu terapeuta, gdy siedziałam kilka minut po wejściu do gabinetu, wpatrzona w swoje dłonie.
Jeszcze chwilę milczałam.
– Wczoraj długo ze sobą walczyłam, żeby wyrzucić żyletkę. Ale w końcu to zrobiłam – rozpłakałam się. – Przed wyjściem tutaj pokłóciłam się z Mrowkiem. Powiedział, że jestem raczyskiem, które nawet świętego by wykończyło. Kiedy wyszłam z domu, kupiłam drugą. Nie mogłam się powstrzymać.
– Dawno nie była pani w tak złym stanie, prawda?
Przytaknęłam głową nie potrafiąc otworzyć ust.
Całą sesję płakałam.
– Nienawidzę siebie.
– Mówi to pani w taki sposób, jakby ta nienawiść była racjonalna a nie wynikiem pani zaburzenia.
– Krzywdzę ludzi.
– A robi to pani świadomie?
– Nie…
Po chwili zmieniłam temat.
– Gdyby nie ten Lorafen, powiesiłabym się. Czuję silny przymus.
– To ciecie i powieszenie, jakby miało być karą. Za to, że ma pani problemy i się źle czuje. Pani Aniu, ale wie pani, że to minie? To zawsze mija.
– Ja sie tylko zastanawiam jaki jest w tym wszystkim sens. Dobrze się czuć, żeby potem znów…
– Dlatego się pani leczy, prawda?
Przytaknęłam.

To była dla mnie kolejna bardzo trudna sesja. Na swój sposób trochę oczyszczająca, ale to raczej zasługa łez.
Następne spotkanie w poniedziałek.

Po przyjściu do domu nie usiadłam do pracy. Poszłam spać. Teraz robię obiad i znów idę się położyć. Nie mam siły żyć. Nie mam siły oddychać.

629 – po terapii

Jak wiecie, Pan M. namówił mnie na zrobienie pierwszego kroku i wyrzucenie żyletki.
Trochę się opierałam, myśląc, że jeszcze jeden ostatni raz.
W końcu połamałam ją i wyrzuciłam. Byłam z siebie dumna.
No i tu wkracza wszędobylskie „ale”.
Ale nie byłabym sobą, gdybym w tej chwili tego nie żałowała. Aż mnie w dołku ściska. Po co ja to zrobiłam?
No tak. Bo chcę z tym skończyć
Pan T. w czwartek wyjeżdża. Jeszcze nie wiem, kiedy znów nie będzie terapeuty.
Ciężko to czas, oj ciężki.

628 – terapia borderline: po przerwie

Wiem, że lubicie wpisy z sesji. Ale nie tym razem. Jestem rozbita na łopatki.
Pan M. mnie nie odtracił, choć sugerował szpital.
Po jego namowie postanowiłam wyrzucić żyletkę i zacząć walczyć.
Jutro rano kolejna sesja.
Z gabinetu wyszłam zapłakana. Aż pani w sklepie zapytała, czy coś się stało. Owszem, stało się. Po raz kolejny muszę się dźwignąć z tego cholernego bagna.

627 – sesja

Dziś o 19:00 sesja. Jakoś minęły te dwa tygodnie, chodź nie wyszłam z nich cało.
Tak bardzo się boję, że pan M. mnie odtrąci. Że skrytykuje moje cięcie, w końcu napisał, żebym starała się wytrzymać. A ja nie dałam rady.
Boję się, że zrobi to, co poprzedni terapeuta. Pocięłaś się? Nie przychodź na sesję.
Od tygodnia jestem na Lorafenie. Inaczej nie dałabym rady. A mimo to jest we mnie ogromny lęk.

Próbuję skupić się na czytaniu „Uśpionej”, bo dostałam plik składu do akceptacji. Czytanie idzie mi bardzo wolno. Wciąż odpływam myślami. A przed sesją jeszcze praca…

Czuję, że od dzisiejszej sesji wiele zależy. Od reakcji pana M. na moją autoagresję. Czy przekreśli naszą trzyletnią relację? Jeśli mnie skrytykuje lub odrzuci, nie wyobrażam sobie dalszej współpracy z nim.

Pomóżcie… Tak bardzo się boję…

625 – na wsi

Jesteśmy u rodziców na wsi. Teraz siedzimy z ciocią i Mrówkiem w gabinecie. Mrówek ma zęba do zrobienia. Ja siedzę przy biurku i piszę tę notatkę.
Kiedy byłam mała, podbijałam cioci recepty. Lubiłam bawić się pieczątką.
Teraz mam łzy w oczach. Chcę juz być w domu. Wiem, że gdzieś tu w gabinecie są skalpele. Aż mnie ściska w dołku na myśl o tym. Kiedyś je podkradałam cioci. Ehh… Nie powinnam o tym wspominać.
Jestem dziś na trzech Lorafenach. Wciąż mi mało. Czuję się koszmarnie. Zaraz chyba wezmę kolejną tabletkę.
Byle do wtorku do dziewiętnastej. A potem do środy do dwunastej. Sesja jedna po drugiej. Może to coś da? Może odzyskam równowagę? Tylko błagam, panie M., niech pan nie wyjeżdża w zaraz po tych dwóch spotkaniach. Potrzebuję pana…

624 – psychiatra

Piszę SMSy z psychiatrą. Jest mi tak trudno. On we mnie wierzy, choć sugeruje szpital. Napisałam mu, że zobaczę jak będę się czuć po sesjach we wtorek i środę. Może terapeuta pomoże?
Napisałam mu, że teraz czuję się sobą. Kiedy sie tnę, mam przymus powieszenia. On na to, że to ściema. Zapytał, czy pamiętam co myślałam wcześniej. No jak to? Że ta szczęśliwa ja jest prawdziwa. Uświadomił mi, że obie są prawdziwe i żadnej nie można dyskryminować. Może…
A ja siedzę na łóżku i płaczę. Bo zupełnie nie wiem, kim jestem.

623 – odwiedziny

Dziś przymusowo zostaję wywieziona na wieś do rodziców. Nie chcę…
Pisałam wczoraj z ciocią. Już wiem, czemu Mrówek się do mnie nie odzywa. Dowiedział się przypadkiem, że się tnę. Nie śpi ze mną w łóżku. Czuję się zepchnięta na margines. Wszystkim tylko sprawiam problemy. Myślę sobie, że lepiej, gdyby mnie nie było. Rodzina nie miałaby takich zmartwień.
Trzecia dawka duloxetyny połknięta. 15 mg arypiprazolu również. I Lorafen do porannej kawy. Nie śpię od piątej. Próbuję przeglądać skład Uśpionej, który dostałam z wydawnictwa do akceptacji, ale nie mogę się skupić.
Zrobiłam pranie ręczne. A teraz siedzę na balkonie i gapię się w rosnącą obok akcację. Skaczą po niej ptaki. Takie wolne.
A ja zniewolona przez swoje przymusy. Spać się nie chce, choć chwilami oczy się kleją. Piję drugą kawę z kardamonem i mlekiem kokosowym. To jedyne co przyjmuję od trzech dni. No… I jeszcze Heniek bezalkoholowy. Gdybym wypiła normalne piwo, pochlastałabym się po całym ciele.
Rano prysznic i zabieg na skórze. Nie potrafię bez tego.
Terapeuto, wróć już!

622 – szpital?

A może trzeba było się zgodzić na psychiatryk, gdy proponował to psychiatra? Zyskalabym złudne poczucie bezpieczeństwa. A tak?
Jestem na 10mg Lorafenu a i tak się cały czas tnę i zapijam bezalkoholowym piwem. Leżę w łóżku i placzę. Nie mam sily żyć. Rodzina wyciąga mnie jutro na wieś. A ja nie chce odpowiedzin. Chce samotności i zaśnięcia na wieki.
Ale nie bójcie się. Nie zabiję ale. W końcu mam jeszcze tylko spraw do załatwienia, nie?
Terapeuta obiecał, że jeśli znajdzie wcześniejszy termin to mnie przyjmie. Chce juz być w gabinecie i moc się rozpłakać i wyrzucić to wszystko z siebie.
A Mrówek się do mnie nie odzywa…

618 – Lorafen

Dwa i pół miligrama Lorafenu krąży we krwi od rana. W końcu poczułam spokój i nie chce mi się płakać. Jestem spokojna i potrafię się skupić na pracy.
Jestem też na zwiększonej dawce arypiprazolu – piętnaście miligramów. Mam więcej siły.
Pisać dalej nie umiem, ale wymyślam sceny do „Bohemy”.
Byle ten tydzień szybko minął. Chcę, żeby był już ósmy sierpnia i sesja. Mam dużo do pogadania z terapeutą. Z jego strony też boję się odrzucenia. Mam w sobie ogromny lęk przed tym spotkaniem.
Dobrze, że mam swój mózgotrzep…

617 – spotkanie z psychiatrą

Bardzo sie denerwowałam przed wizytą. Nie wiem, dlaczego. Spodziewałam się krytyki albo odrzucenia, choć znam pana T. ponad 4 lata i nigdy nie zrobił nic, co sprawiłoby, żebym się tak poczuła.
– No i co to za tragedie się ostatnio dzieją, pani Aniu? – zaczął, gdy usiadłam w fotelu wpatrzona w swoje paznokcie.
– Znowu wszystko się posypało. Dwa miesiące latałam szczęśliwa, a teraz znów myśli samobójcze, przymus cięcia…
– Stało się coś w pani życiu?
– No skąd. Jak zwykle, samo się zjebało. Mam już tego dość. Dwa, trzy miesiące jest zajebiście, a potem znów…
– Pani Aniu, ale jest lepiej niż kiedyś. Kiedyś było albo źle, albo bardzo źle. Nie było takich długich okresów dobrego samopoczucia. Ten dół też minie. Zawsze to mija. Odwaliła pani kawał dobrej roboty na terapii.
Cóż na to mogłam powiedzieć. Może i miał rację?
– A kiedy wraca pani mistrz słowa? – zapytał, mając na myśli terapeutę.
– Za tydzień.
– No dobrze, to co, jakieś mózgotrzepy piszemy?
Pokiwałam głową.
Oprócz benzo zwiększył mi dawkę arypiprazolu do 15mg, czyli dwukrotnie. Wypisał też recepty na trzy różne antydepresanty. Mam pokombinować.
– I proszę następnym razem nie czekać aż tak pani zjedzie z nastrojem. Jak tylko coś się zaczyna dziać, proszę dawać znać. Lepiej wcześniej niż później – uśmiechnął się. – To będzie moja maksyma. Lepiej wcześniej niż później.
Wyszłam z gabinetu spokojniejsza. Mam być z nim w kontakcie, jak zwykle zresztą.
Zastanawiał się nad szpitalem, ale odmówiłam. Nie jest aż tak źle. Chyba…