837 – pierwsze wystąpienie publiczne

Nie uwierzycie. W piątek miałam pierwsze wystąpienie publiczne! Mało tego, po początkowej ogromnej tremie, nieco się wyluzowałam i całkiem dobrze rozmawiało mi się z Magdą (Magdalena Skuza-Singh, szefowa Polskiego Towarzystwa Terapii Dialektyczno-Behawioralnej). Rozmawiałyśmy o moich autobiograficznych książkach. Miało to trwać dwadzieścia minut i poruszyć jeszcze inną problematykę, a wyszło na to, że rozmowa objęła połowę zakładanych tematów i wydłużyła się do ponad pół godziny. Nie bez znaczenia dla mnie było, że Magda prowadziła mnie niejako za rękę, zadając odpowiednie pytania. Prawie nie musiałam zaglądać do konspektu. Jestem jej za to wdzięczna. Planujemy również nagrać rozmowę, w której poruszymy wszystkie zagadnienia, które umieściłam w konspekcie.

Pytacie mnie o możliwość obejrzenia mojego wystąpienia na II Konferencji PTDBT ON-LINE „Jak wspierać osoby wrażliwe emocjonalnie?”. Mam dla Was dobrą wiadomość – będzie ono udostępnione na YouTube w ciągu dwóch, trzech tygodni. Jak tylko zostanie opublikowanie, od razu je tu udostępnię.

——————

Do końca dnia w piątek i pół soboty leciałam jak petarda na emocjach z konferencji. Nic nie mogło mi popsuć nastroju – miałam siłę, energię, radość, poczucie dumy i spełnienia. Jednak popołudniu wszystko poszło w łeb. W jednej chwili dopadł mnie niezrozumiały dla mnie smutek i poczucie beznadziei. Kurwa, czy te huśtawki kiedyś się skończą?

——————

A tak w ogóle mam szalony weekend. Wczoraj dwie godziny w pracy i, co prawda, byliśmy potem nad rzeką, ale dziś… Sześć godzin w pracy, sprzątanie, gotowanie. W efekcie usiadłam sobie dopiero po dwudziestej. Padam na pysk. Zmęczył mnie ten weekend okropnie. A miałam zacząć drugą turę edycji i korekty „Granic obłędu”. No, nic. Mam nadzieję, że uda mi się to w tygodniu.

827 – powrót do rzeczywistości

Urlop, urlop i po urlopie. Niestety.

Spędziliśmy u cioci na wsi dwa tygodnie. Upał nie dawał wytchnienia, dlatego też byliśmy na rowerach tylko kilka razy. Szkoda, miałam nadzieję, że uda mi się zrzucić kilka kilogramów.

Ciocia prowadzi dom tymczasowy dla chorych i starych jamników. Kilkanaście psów nie dawało nam się nudzić.

Pokochałam jednego z psiaków – młodziutką suczkę Fizię, znalezioną przez ciocię przy autostradzie.Biedna nie ma jednego oczka. Tak bardzo chciałam ją zabrać do domu, adoptować. Niestety, Mrówek powiedział kategoryczne „nie”. Stwierdził, że prędzej zgodzi się na dziecko niż na psa. Ehh. Tak okropnie tęsknię za posiadaniem pieseła. Pan M. też uważa, że powinnam takowego posiadać. Ale upór Mrówka jest zbyt duży, nie do przełamania.

Wciągnęłam nosem opowieści psychoterapeutyczne Yaloma „Kat miłości”. Kolejny autor otrzymał ode mnie etykietkę „ulubiony”.

Udało mi się dokończyć pierwsze czytanie, korektę oraz edycję „Granic obłędu”. Przenoszę teraz poprawki na wersję elektroniczną.

Jutro do pracy… tak bardzo mi się nie chce.

Na szczęście również jutro i pojutrze mam sesje. Bardzo brakowało mi terapii i stęskniłam się za panem M. Mam mu tyle do opowiedzenia. Po tych dwóch spotkaniach w poniedziałek i wtorek znów przerwa w terapii. Aż do początku września, bo tym razem terapeuta znów wyjeżdża.

A tu, mój kochany Fiziulek na spacerze.

826 – już tuż, tuż!

Ciągnę resztkami sił, ale już tuż, tuż! Jeszcze tylko dziś i ze cztery godziny jutro i urlop! Długo wyczekiwany i odkładany od czerwca urlop. Nareszcie!

W pierwszym tygodniu jedziemy w odwiedziny do cioci na wieś. Rodzice, co prawda, mieszkają w tej samej miejscowości, jakiś kilometr od cioci, jednak się z nimi nie spotkamy. W związku z epidemią mama izoluje się od wszystkich, nie wychodzi z domu, a pracuje zdalnie. W końcu jest po dwóch nowotworach, ma jedno płuco – boi się, oboje z ojcem się boją i ja to rozumiem.

Na wsi zamierzamy jeździć na rowerach i ogólnie aktywnie spędzić ten czas. A ja oczywiście obiecałam sobie, że skończę pierwsze czytanie i nanoszenie poprawek na „Granice obłędu”. Dotarłam do, bodajże, 46. strony. Ale takie czytanie to nie robota. Kilka stron raz na kilka dni. Więcej czasu nie udaje mi się wygospodarować. Ostatnio dużo pracuję zawodowo.

Muszę, potrzebuję tego wolnego. Żeby się zatrzymać, odpocząć, zając sobą i swoimi sprawami.

Ostatnią sesję miałam 23 lipca. Następne dwie 17 i 18 sierpnia. A po nich znów przerwa aż do września. Mija tydzień bez terapii. Na razie jakoś się trzymam, nie jest źle. Ale jak będzie potem? Zobaczymy.

Na czwartkowej sesji pan M. stwierdził, że całkiem dobrze znoszę przerwy w terapii. Cóż, szczególnie jak w tym czasie mam urlop, hehe. Ale brakuje mi tych spotkań, rozmów.

Ostatnimi czasy iskrzy między mną a panem Mrówkiem. Oboje łatwo wybuchamy i naprawdę niewiele trzeba do awantury. Jest między nami dużo złości, z którą nie do końca umiemy sobie poradzić. Wzajemne pretensje, uszczypliwości, drobne złośliwości i zbyt duże, raniące słowa. Tak ogólnie jakoś się dogadujemy, ale ten stan rzeczy jest daleki od pożądanego.

Jeśli chodzi o kwestie wydawnicze – wysłałam drugi raz „Dwa słowa” do wydawnictw. Tym razem zmieniłam treść wiadomości, która teraz bardziej przypomina list motywacyjny niż zwykłe poinformowanie o przesłaniu propozycji wydawniczej. Doczekałam się nawet odpowiedzi od jednego z dużych wydawnictw, napisanej przez człowieka z Działu Literatury Polskiej oprócz standardowej zwrotki od autorespondera (choć w obu przypadkach treść wiadomości była taka sama). Oznacza to (mam nadzieję), że moja propozycja została przyjęta do przeczytania, a nie z góry odrzucona, jak wcześniej.

Wkurzam się na Empik, bo zamawiają po kilka egzemplarzy moich książek i wiecznie są przez to niedostępne do zakupu online. „Uśpionej” w wersji papierowej nie mają od kilku miesięcy, z „Autoterapią” i „Młodym bogiem” wcale nie jest dużo lepiej.

No, coż, Kochani, chyba tyle u mnie. Dajcie znać, jak u Was. Jak mijają Wam, wakacje? Ja tymczasem wracam do pracy.

Trzymajcie się i nie dajcie się!

825 – „Granice obłędu” doczekały się opisu

Pierwszy opis „Granic obłędu”

Osadzony w izolatce aresztu śledczego Ted zawzięcie milczy. Jest dwudziestosiedmioletnim przyszłym psychiatrą, podejrzanym o brutalne zamordowanie pewnej celebrytki.
W Polsce jest tylko jedna osoba, z którą chce rozmawiać – Wera Larsen, światowej sławy psychiatra i psychoterapeutka, która prowadzi prywatną klinikę psychiatryczną. Dlaczego wybrał właśnie ją?
W ośrodku Larsen od wielu miesięcy leczy się nastoletnia Jasmina. Dziewczyna jest głęboko zaburzona i opiera się terapii. Czy ktoś znajdzie sposób, by jej pomóc?
Pewnej listopadowej nocy dzwoni telefon Larsen. To człowiek stojący na moście i grożący, że popełni samobójstwo. Czy kobieta go uratuje?
Pan Zygmunt zostaje siłą zamknięty w klinice Wery. Pewnego dnia w odwiedziny przychodzi do niego syn Marcin, który przypadkiem poznaje Jasminę. Co wyniknie z tego spotkania?
Czy Larsen udowodni niepoczytalnosc Teda? A może sprawi, że zostanie uznany za niewinnego? I kim była zamordowana celebrytka?
Odpowiedzi na te i inne pytania oraz jeszcze więcej zagadek w najnowszym thrillerze psychologicznym „Granice obłędu”.

UWAGA! SZUKAM WYDAWCY!

Szukam wydawnictwa dla swoich dwóch thrillerów psychologicznych: napisanych rok temu „Dwóch słów” oraz będących na etapie edycji i korekty autorskiej „Granic obłędu”.

Po szczegóły oraz z propozycjami piszcie na

mrowka@anka-mrowczynska.com

822 – przeczucie

Nie wiem… mam dziwne przeczucie graniczące z pewnością, że nie zostało mi wiele życia. Resztki swojego czasu na tym padole łez marnuję na pogoń za mamoną, którą się zawsze brzydziłam. Żeby kupić to, żeby było stać na tamto. Tak, jakby rzeczy materialne miały jakieś znaczenie.

Wolałabym poświęcić tę resztkę czasu na to, co jest naprawdę ważne i wartościowe – Sztukę. Zapisać swoich myśli i meandrów wyobraźni jak najwięcej się da. Pozostawić po sobie coś, co uważam za najcenniejsze – życie wewnętrzne wraz ze wszystkimi myślami, wspomnieniami, wyobrażeniami czy marzeniami. Wraz z rodzącymi się wiecznie obrazami przeżyć bohaterów. Wymyślonych przecież, a tak żywych, tak moich, zrodzonych z kooperacji mojej świadomości i podświadomości.

Na mnie linia mojej rodziny się kończy. Nie będę miała dzieci, więc ta gałąź drzewa genealogicznego uschnie wraz z moją śmiercią. Nie będzie potomków, którzy mogliby sięgnąć po moje utwory. Ale może kiedyś… kiedyś ktoś je odkurzy. Odkryje dla świata. I dzięki temu da im oraz mnie nowe życie.

821 – przebieram nogami, bo…

„Granice obłędu” są na finiszu!

Wstałam dziś przed siódmą i zaczęłam pisać ostatni rozdział. Koło ósmej zachciało mi się spać, a że nie chciałam potem tracić czasu w ciągu dnia na drzemki, poszłam jeszcze się przekimać.

Teraz siedzę w pracy przy PC-ie. Mam jednak ogromną ochotę włączyć laptopa, położyć go na biurku obok monitora i zamiast pracować, kończyć przygody Marcina, Jess, Larsen i Teda. Przebieram nogami, by skończyć pisać! I to nie jest hiperbola, hehe.

Nastrój ostatnio kapryśny. Raz marudny, raz płaczliwy, raz złośliwy. I nie wiem, czemu. Denerwuję się na siebie za to, że taka jestem. Że uprzykrzam życie Mrówkowi, choć nic złego mi nie robi i zdecydowanie nie zasługuje na takie traktowanie.

Jeszcze pół rozdziału, tylko pół rozdziału, tłumaczącego, co tak właściwie się stało w tej historii.

Mam szczerą nadzieję, że Wam się spodoba. No, i że uda mi się znaleźć wydawcę…

820 – „Guru”, czyli nowa powieść, nowa przygoda

Wczoraj praktycznie cały dzień przespałam. Czułam się tragicznie, więc lorazepam pomógł też przespać wieczór i prawie całą noc.

Jest 5:55 a ja siedzę z laptopem na kolanach i testuję nową technikę pisania – od razu na komputerze. Napisałam całe 795 znaków nowej powieści. Trochę mi dziwnie nie czuć długopisu w palcach i papieru pod dłonią, tylko uderzać bezdusznie w klawisze.

Musi się coś zmienić. Czuję, że musi się w moim życiu coś zmienić, bo to skończy się źle. Szczegóły jednak pozostawię dla siebie.

Co z „Granicami obłędu”, zapytacie? Czekają. Zostało mi jakieś 20-30 tysięcy znaków do napisania. Kilka rozdziałów. Jednak cały czas myślę nad najlepszym zakończeniem. Oczywiście pomysł na to, jak zakończyć losy Teda, Jess, Marcina i Larsen już mam i miałam od początku. Tylko chcę to zrobić w sensowny sposób, żeby trochę dłużej potrzymać Was w napięciu, a nie wyłożyć kawę na ławę od razu.

Dziwny to czas.

Jeszcze tydzień do sesji. Prawie trzy tygodnie bez spotkań z panem M. Powoli wariuję. I choć psychiatra w środę stwierdził, że czas powoli odchodzić od cyca (czytaj zakończyć terapię), to ja wciąż nie jestem na to gotowa. Zbyt wiele spraw nie zostało przerobionych. Zbyt wiele niewiadomych kryję sama przed sobą.

819 – i nagle nastał spokój

Obudziłam się dziś w neutralnym nastroju. Po wczorajszej tragedii nie ma śladu. No, takie jednodniowe kryzysy to ja rozumiem.

W kolejce do psychiatry trochę pisałam. Przygoda z „Granicami obłędu” dobiega końca. Jeszcze tylko kilka rozdziałów.

Wzięłam rano do ręki nowy zeszyt. Na okładce kamper na tle błękitnego nieba. Iście wakacyjny obrazek. Na trzeciej stronie (gdyż pierwsze dwie zawsze zostawiam na notatki) zapisałam takie oto dwa zdania:

„Była najbrzydszą dziewczyną w szkole. Przynajmniej tak twierdzili jej rówieśnicy, którzy na każdym kroku uświadamiali jej to w niewybrednych słowach.”

Tak, to początek nowej powieści. Świeżutki pomysł, na razie bez żadnych szczegółów. Zdradzę Wam tylko jeszcze, że roboczy tytuł to „Guru”.

817 – już nie mogę; to przez nogę i dalej mogę!

Gdyby to było takie proste, nie?

Mam dziś słaby dzień. Do tego stopnia, że musiałam się wspomóc lorazepamem w dawce dwa i pół miligrama.

Jutro psychiatra. Kończą mi się leki. Dobrze, że się z nim spotkam, bo terapię miałam w zeszły wtorek, a następna sesja dopiero trzeciego lipca.

Trochę u mnie działo w ciągu mojego milczenia tutaj.

Odważyłam się porozmawiać z panem M. o naszej relacji. Czyli zrobiłam to, czego tak bardzo się bałam i tak długo to odkładałam. I co? Okazało się, że jak już zaczęłam mówić, to jakoś to poszło.

Nie pamiętam, czy wspominałam… Obłęd zyskał nowy i ostateczny tytuł „Granice obłędu”. Zostały mi do przepisania na kompie trzy rozdziały. Szacuję, że po przeniesieniu tych rozdziałów na wersję elektroniczną, książka będzie miała ok. 345 tysięcy znaków. Co da jakieś 260-270 stron wydanej książki. Przede mną napisanie kilku ostatnich rozdziałów. Szacuję, że ostateczna wersja tego thrillera będzie dobiegać do 300 stron.

Niestety wciąż nie znalazłam wydawcy na „Dwa słowa”, choć kilka wydawnictw było zainteresowanych, jednak ostatecznie się rozmyśliły. No cóż. Może to jeszcze nie jej czas?

Żal rozstawać mi się z procesem pisarskim Granic obłędu. Bardzo związałam się z tymi postaciami. Za to w głowie majaczą mi dwa pierwsze zdania nowej powieści…