Category Archives: twórczość

497 – twórczy szał

Jestem w twórczym szale. Piszę całymi dniami. I znów czuję, że życie jest tak piękne! Znów uśmiecham się do siebie. Znów kładąc się spać, nie mogę się doczekać pobudki. A po pobudce od razu łapię za długopis i kartkę.
I boję się. Tak bardzo się boję co będzie, jak skończę. Jestem w 3/4 „Majki”. Pisanie nieuchronnie zbliża się do końca i, jak to bywa, zbliża się kolejny kryzys. Ale najpierw krótka i bardzo intensywna euforia.
Kiedy nie piszę, nie umiem sobie znaleźć miejsca. Nie potrafię się odnaleźć w rzeczywistości. I wraca bezsens i poczucie straty.
Aż znów złapię za długopis i kartkę. Nie mogę, nie chce w życiu robić nic innego!

492 – do przodu

I znów to pisanie ratuje mi życie. No… Może ratuje życie to za dużo powiedziane. Ale odwraca uwagę od negatywnych emocji. Smutku szczególnie.
Wczoraj dostałam do akceptacji skład „Terapii u Doktorka”.
Również wczoraj doszłam z pisaniem do połowy „Majki”.
Pojawiają się kolejne recenzje „Autoterapii”.
Na pisaniu i czytaniu mija mi życie. Takie życie to dobre i znośne życie.

476 – schemat

Schemat jest wciąż, codziennie taki sam. Wstaję o ósmej. Do dziesiątej piszę rozdział „Majki”. Po czym dopada mnie bezsens. Ni zdania więcej, ni życia we mnie. Sytuację poprawia spacer, kontakt z naturą. Jednak, mimo wszystko, plączą się we mnie myśli samobójcze. Autoagresywne przymusy powodują smutek. I nie wiem, jak z tym walczyć. Nie mam siły. Brak mi umiejętności.
Lecz następnego dnia znów wstaję rano by pisać. I znów przez dwie godziny czuję, że żyję.

475 – mindfuck

– Anka, najlepsze książki i filmy to takie, które robią ci całkowity mindfuck – rzekł poważnie Mrówek, chcąc doradzić mi w kwestii pisania.
Zgadzam się z nim w stu procentach. Dlatego, będąc w jednej trzeciej książki, wciąż nie wiem, kto kogo zabił, jak się to wszystko skończy i co się okaże na końcu. Prowadzę akcję „na czuja”. Sama siebie chcę zaskoczyć.
Martin powiedział, że są dwa rodzaje pisarzy: architekci i ogrodnicy. Architekci mają wszystko zaplanowane. Piszą zgodnie ze szczegółowym planem i konspektem. Ogrodnicy zaś zasiewają ziarna, obserwują, jak rosną i podziwiają kwiaty, opisując wszystko, co widzą. Niczego nie planują. Dają się ponieść fantazji.
Zdecydowanie zaliczam się do tej drugiej grupy. Pisanie, tak, jak czytanie, powinno być przygodą i podróżą w nieznane.

472 – pisanie

Od małego marzyłam, by żyć tysiącami żyć. Być wszystkimi i nikim. Być duchem pozbawionym ciała. Niemym obserwatorem świata. Tajemniczą siłą towarzyszącą innym w ich codziennościach. Bez konieczności życia własnego. I, co za tym idzie, bez wyroku śmierci.
Pisanie daje tę możliwość. Wcielanie się w postaci, przenoszenie w inne rzeczywistości. Gdyby tak można było pisać cały czas. I nie musieć przeżywać własnego życia.

470 – powrót

Powrót gdzie? A raczej – do czego? Ano do beletrystyki. Bardzo skromny – jednostronicowy. Ale to i tak cieszy. „Majka” ma nowy rozdział, a raczej jego szkic. Jestem zadowolona.
Tylko tak się zastanawiam, czy nie przesadziłam. Wykorzystuję swoje najgorsze koszmary do pisania książki. Zgodnie z sugestią terapeuty.

468 – koniec końców

Właśnie ostatecznie zakończyłam wszystkie prace nad „Terapią u Doktorka”. Książka jest w wersji ostatecznej. Czeka spokojnie na dysku na wydanie.
Znów pojawiła się jakaś pustka. Żałoba po procesie twórczym. Jednak fakt, że czekają mnie poprawki części trzeciej, przynosi ulgę.
I w końcu, nareszcie siądę do beletrystyki. Obiecuję to sobie.

458 – maraton

U Mrówczyńskich w domu maraton czytania. Na tapecie „Samobójstwo na raty”. Czytanie, poprawianie. Kreślenie i dopisywanie.

Na terapii się rozgadałam. W końcu. Po dwóch latach się otworzyłam. Terapeuta też to widzi. Mówię swobodnie, o wszystkim, co przyjdzie mi do głowy. Jest lepiej.

Samopoczucie w normie. Stany depresyjne w remisji. Myśli o żyletce i samobójstwie – brak. Teraz tylko tego nie spieprzyć…