Category Archives: twórczość

710 – weno, wróciłaś!

Tak, to prawda! Wena sobie o mnie przypomniała, zatęskniła to i wróciła!
Zaczęłam dziś pisać dziewiąty i dziesiąty rozdział Bohemy. Jednego jest więcej niż pół, drugiego jedna trzecia. A tym razem rozdziały będą dłuższe niż zazwyczaj – rozkręcam się, hehe.
Pomysły wpadają mi do głowy jak szalone. Mam sporo materiału do napisania kilku rozdziałów. Tylko, weno, nie odchodź!
Bo wena to taka franca, co lubi przepadać bez wieści, a ty zostajesz sam i zastanawiasz się, czy kiedykolwiek wróci? Znacie to? Nienawidzę.
Wizja następnej sesji za prawie trzy tygodnie uspokaja mnie. To jeszcze sporo czasu na dogłębne przemyślenie sprawy i znalezienie rozwiązania.
Oczywiście po wczorajszej, przemilczanej sesji nie omieszkałam znów impulsywnie wysłać SMS do pana M. Co jest ze mną nie tak, że zawracam chłopu głowę poza gabinetem? Strasznie się o to na siebie wkurwiam i jednocześnie mam poczucie wstydu i winy. Przejebane.
I tym miłym akcentem narazie żegnam się z Wami.
Do poczytania!

707 – papierowa niespodzianka!

Aa! Przez to całe zamieszanie z sesją nie przekazałam Wam najnowszych wieści!

Dogadałam się z Wydawnictwem i podpisujemy umowy na wydanie całego cyklu Młody bóg na papierze!

I, uwaga, uwaga, papierowy Psychiatryk będzie w księgarniach już w czerwcu! Planowo Terapia u Doktorka we wrześniu a Samobójstwo na raty w listopadzie 2019.
Cieszycie się?

704 – kolejne marzenie odhaczone!

Dziś spełniło się moje kolejne marzenie. Napisała do mnie studentka psychologii z informacją, że na zajęciach wykładowca polecił Młodego boga!
A ja marzyłam o tym, by kiedyś, gdy ktoś zapyta:
– Jakie książki o borderline polecasz?
– Poczytaj Mrówczyńską – odpowie ktoś.

Poza tym czytam Wzgórze psów Żulczyka i powoli piszę Listy do pana M.

Życie jest piękne, gdy o to zadbamy. Mówię Wam!

695 – po spotkaniu

Pytacie mnie, jak było na spotkaniu. Było super! Nie mogłam przestać się uśmiechać!
To nie było takie typowe spotkanie autorskie, na którym coś opowiadam, a ludzie zadają pytania. Po prostu podpisywałam książki.
Poznałam kilkoro z Was osobiście.
Zdążyła się też śmieszna sytuacja. Podeszła jakaś pani i zapytała po ile jest Autoterapia. Renata (redaktor prowadząca), powiedziała, że po 20 złotych. Na co ta pani:
– Borderline… Takie poważne zaburzenie i tylko 20 złotych?
Hehe.
Miałam być na stoisku godzinę, ale w sumie wyszło półtorej. Sprzedało się w tym czasie kilka moich książek.
Po spotkaniu poszłam z trójką Czytelników na piwo do baru literackiego. Było miło. Porozmawialiśmy, trochę się pośmialiśmy. Lepiej poznaliśmy.
Zdecydowanie muszę to powtórzyć!

I wiecie, co? Nie było się czego bać! Ani trochę! Jestem z siebie taka dumna! Mimo że na początku przeszłam koło stoiska nie mając odwagi przywitać się z załogą Wydawnictwa.

Nie mogę się doczekać, aż opowiem o tym sukcesie panu M.!

690 – wieści z frontu

Przychodzę, żeby Wam powiedzieć, że u mnie już dobrze. Od tygodnia jestem na sertralinie 250mg i to postawiło mnie na nogi.
Sporo pracuję i czytam. Z pisania na razie nici – brak weny czy czegoś tam. Myślę, jak dalej mają potoczyć się losy bohaterów i jakie piekło im zgotować, hehe.
Za sześć dni premiera „Uśpionej”! Nie mogę się już doczekać pierwszych recenzji, choć z drugiej strony bardzo się ich obawiam. Oby nie było, jak ostatnio…
Jedenaście dni do spotkania autorskiego, a mi już na samą myśl trzęsą się ręce. Bardzo chcę się z Wami spotkać, ale lęk przed ludźmi i rozmową mnie paraliżuje. Mam nadzieję, że nie obrazicie się, jeśli wezmę Lorafen? Chciałabym, abyśmy wszyscy dobrze się czuli podczas spotkania. A kto wie, może będą kolejne w innych miastach?
Znów zaczęłam się przestawiać ze wstawaniem. Już nie podrywam się o siódmej z łózka. Budzę się bliżej dziesiątej. Chodzę spać później. Chyba niezbyt mi to odpowiada… Lubiłam to poranne czytanie lub pisanie przed pracą.
Jeśli chodzi o „Bohemę”, nie mogę się jeszcze zdecydować, jaki gatunek to będzie. Na pewno psychologiczny, ale czy dramat, czy thriller? To się jeszcze okaże.

689 – byłam w ciąży!

Nie no, to był tylko sen. Pojebany sen.

Byłam w ciąży i wzięłam tabletkę wczesnoporonną. Ssałam ją w ubikacji. Nagle zaczęłam krwawić. Spanikowałam. Czyżby tabletka już zadziałała?
Poroniłam. Urodziłam sporego, martwego niemowlaka. Spojrzałam na tego zakrwawionego człowieczka ze łzami w oczach i wyszeptałam „Anulka”… To byłam ja! Urodziłam sama siebie!

Po przebudzeniu sporo na ten temat myślałam. Doszłam do wniosku, że ten niemowlak to moja twórczość. A tabletka to ten cały hejt i krytykanctwo. Jeśli będę je brać tak do siebie, stracę to, co dla mnie najcenniejsze.