886 – w cierpieniach się rodzi

„Sen”

Na zmęczone oczy, najprostszy lek.
Ciemność, głuchość i sen.
Lecz bezsenne usta nieustannie szepcą:
„Błagam, nie odchodź! Zostań tu ze mną!”
Na wyczerpany stan emocjonalny
Najlepszy lek sprawdzony.
Łóżko, Lorafen i kilka łyków wódki.
I, proszę, nie marudź, że znów autodestrukcja.
Połóż się przy mnie, odprowadź w sen.
I nigdy, przenigdy nie opuszczaj mnie.

Podziel się!

884 – „Zadławienie”

„Zadławienie”

Halo! Proszę pana!
Stanął mi wiersz w poprzek gardła!
Ugrzązł jak ość z wigilijnego karpia.
Nijak przełknąć się nie daje.
Chleb, przerzutnia, metafora – próbowane.

Halo! Halo, proszę pani!
Stanął mi wiersz w poprzek gardła!
Przecisnął jeden wers, niczym nóżkę na zwiady.
Czy jest po co, by przeciskał się cały?

Halo! Halo, proszę pana!
Stanął mi wiersz w poprzek gardła!
I ni wejść, ni wyjść nie może.
Proszę, niech się ktoś zlituje i mi tu pomoże!

Podziel się!

883 – poezjo moja, wróciłaś?

„Jedna łza”

Czasem, gdy jest tak cicho i boleśnie,
Siada i płacze, a przy tym bezgłośnie gra
Na ostrzach i swoich łzach.
Ubrana w zbyt przewiewną sukienkę,
Mimo chłodu lodowatych oczu innych.
I wspomnienia powracają,
I spojrzenia omiatają jej udręczoną twarz.
A w dłoniach krwiste paciorki,
Co kiedyś podczas zabawy,
Poturlały się z maminych korali,
Lecz ona wcale nie była zła.
A dziś tak ciemno.
Dziś jest tak pusto,
Że po policzku płynie jedyna łza.

Podziel się!

881 – obca twarz

„Obca twarz”

Staje przed lustrem,
lecz w odbiciu obca twarz.
Gdyby oczy były zwierciadłem duszy,
jej ciało ziałoby pustką.
Ni to chłop, ni to baba.
I choćby przyglądać się godzinę – nie,
żadnych rysów twarzy nie posiada.
Przed chwilą czekoladowa kąpiel,
Miękka piana otulała.
Teraz resztki zanikają,
Tak delikatne, jak pajęcze sieci.
Spogląda w lustro po raz drugi.
Próbuje dojrzeć cień człowieczeństwa.
Lecz pusto.
Wargi zaciśnięte,
obciążniki w kącikach ust, ciągną je w dół.
Niemy krzyk.
Suchy płacz.
Gdyby ciało zechciało być jak to, co kryje.
Uschłe, martwe, z pętlą na szyi.

Podziel się!