Tag Archives: autoagresja

476 – schemat

Schemat jest wciąż, codziennie taki sam. Wstaję o ósmej. Do dziesiątej piszę rozdział „Majki”. Po czym dopada mnie bezsens. Ni zdania więcej, ni życia we mnie. Sytuację poprawia spacer, kontakt z naturą. Jednak, mimo wszystko, plączą się we mnie myśli samobójcze. Autoagresywne przymusy powodują smutek. I nie wiem, jak z tym walczyć. Nie mam siły. Brak mi umiejętności.
Lecz następnego dnia znów wstaję rano by pisać. I znów przez dwie godziny czuję, że żyję.

469 – byłoby w porządku

I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie te cholerne przymusy autoagresywne. Ból w nadgarstku, ból na ramieniu. Koszulka delikatnie ociera się o skórę, a w środku skręca, że czuję dotyk bawełny, zamiast metalu.
– Musimy być przygotowani na to, że to będzie wracać. Nie chodzi o to, żeby się pani nie chciało. Tylko o to, żeby umiała pani nad tym zapanować i nie poddać się temu.
Tak, wiem. Terapeuta ma rację. Wyobrażam sobie, że przychodzę na sesję i muszę przyznać się, że znów upadłam. To trochę otrzeźwia. Przypomina o tym, co dla mnie ważne. Że od stycznia nie naruszyłam ciągłości skóry i jestem z tego zadowolona. Że tyle razy się powstrzymywałam, choć chciało się bardzo. I powtarzam sobie, że dam radę. Bo przecież tego chcę. Tego pragnę. Do tego dążę.
Mrówczyńska, musisz wytrzymać!

464 – autoagresja

W domu żyletek brak – z wiadomych względów. Jednak kioski kuszą posiadanymi fragmentami metalu. Wystarczy przecież tylko podjeść, poprosić i zapłacić. I cały misterny plan obróci się wniwecz. Dlatego tak ważna jest ta silna wola, która ostatnio jest słaba. Czy zbyt słaba, by przeciwstawić się przymusom?
Próbuję ją umacniać. Rozmawiam o tym na sesji. Powtarzam, jak mantrę, swoje dążenia do zdrowia.
Wytrzymaj, Mrówczyńska, wytrzymaj!
Deprecjonowanie tego, co dla mnie najważniejsze – książek. Lewa ręka dopina ostatni guzik, ale prawa rozpina te dolne. Nieudolnie próbuję je zsynchronizować. Nieskutecznie? To się okaże.
Za półtorej godziny terapia. Muszę wylać z siebie cały syf. I znów iść do przodu z podniesioną głową. Nie zwracać uwagi na przeciwności. Być pewną swego. Walczyć o siebie i o to, czasem znienawidzone, życie.

460 – skoro jest dobrze, czemu jest źle?

Mrówczyńska, mam do siebie pytanie. Dlaczego, skoro jest dobrze, to jest źle? Czy ty nie potrafisz się tak po prostu cieszyć z życia?
Zobacz. Masz kochającego partnera. W końcu żyjecie z sobą w zgodzie i miłości. Jesteś aktywna. Masz do wydania dwie kolejne książki. Zamierzasz wrócić do pisania „Majki”. Na sesjach się otworzyłaś i w końcu rozmawiasz z terapeutą swobodnie. Masz dobre relacje z rodziną. Nawet nastrój jest w miarę dobry. Więc o co ci chodzi? Skąd te myśli samobójcze? Skąd ten przymus cięcia? Skąd te cisnące się do oczu suche łzy?
Mrówczyńska, ja już naprawdę nie mam do ciebie siły…

459 – terapia borderline: górka

Żywo opowiadałam o ostatnich wydarzeniach.
– To chyba dość dobry okres w pani życiu, prawda?
– W zasadzie tak. Ale wolę tego nie mówić na głos, żeby nie zapeszyć. Bo wie pan, jak jest za dobrze…
Roześmiał się.
– A ciąć się dalej pani chce?
– Powiedzmy, że nie.
Właśnie. Ta cholerna autoagresja. Kiedy się chce – wkurzam się na siebie. Kiedy się nie chce – czegoś mi brakuje. Pieprzone uzależnienie. Cholerstwo trzyma się mnie od 15 lat. Ale nic to. Trzeba zmądrzeć. Wyleczyć blizny, walnąć tatuaż na nadgarstku i dalej iść przez życie z podniesioną głową.

458 – maraton

U Mrówczyńskich w domu maraton czytania. Na tapecie „Samobójstwo na raty”. Czytanie, poprawianie. Kreślenie i dopisywanie.

Na terapii się rozgadałam. W końcu. Po dwóch latach się otworzyłam. Terapeuta też to widzi. Mówię swobodnie, o wszystkim, co przyjdzie mi do głowy. Jest lepiej.

Samopoczucie w normie. Stany depresyjne w remisji. Myśli o żyletce i samobójstwie – brak. Teraz tylko tego nie spieprzyć…

450 – lorazepam

Lorazepam we krwi. Nastał względny spokój. Wyciszenie.
Gorąca kąpiel, optymistyczne mantry w myślach:
– Będzie dobrze. Nie musi być źle. Będzie lepiej. To zależy od ciebie.
Napisane trzy strony książki. Trudno było się zmotywować, gdy w tyle głowy słychać nieustający krzyk:
– Skacz! Uciekaj!
Skakać w śmierć? Uciekać od życia? Przecież nie tego chcę!
Kolejny zbrojny konflikt wewnętrzny. Moje „Ja” nie mają skrupułów. Chcą liczyć trupy przeciwnika.

443 – psychiatra

Zaraz po sesji miałam wizytę u psychiatry. Wezwał mnie na dywanik na dzisiaj. Okazało się, że chciał zobaczyć na własne oczy w jakim jestem stanie. Takie pójście do kontroli. Jak stwierdził, tragedii nie ma. Hehe, oczywiście, że nie ma. Trzymam się kurczowo życia. Daję z siebie wszystko, żeby doceniać każdy dzień. Każdą minutę, gdy ćwierkają ptaki, święci słońce, a ja siedzę z kawą na balkonie. Każdą napisaną stroną książki. Odwalam naprawdę kawał trudnej roboty – walki samej z sobą (a raczej objawami chorobowymi).
Arypiprazol podniesiony do 10mg. Oprócz tego, bez zmian.
Psychiatrze wydaje się, że ten silny przymus cięcia i zły nastrój, spowodowane są poprawieniem mojego stanu. Paradoksalne, ale w przypadku osób z pogranicza to typowy objaw. Zresztą to samo uważa terapeuta. A ja? Podpisuję się pod tym obiema rękami. Też myślę, że to nie kwestia chemii, a tych pieprzonych, chorych schematów, przez które nie mogę normalnie żyć. Co mnie do szewskiej pasji doprowadza!
Mam brać leki, chodzić na terapię, raz na tydzień kontrolować się skalą depresji Becka, żeby zaobserwować dynamikę wahań nastroju i kryzysów. Owszem, często robiłam sobie różne testy, ale nigdy regularnie. Nie wiem, czy sobie w końcu tego nie odpuszczę.

Po przyjściu do domu, z chęcią wypełniłam test znaleziony na internecie. I co?
Doktorze! Oni mi tu piszą, że mam ciężką depresję! A wydawało mi się, że wynik będzie diametralnie inny. Przecież byłam pewna, że zaznaczam takie odpowiedzi, jak ludzie zdrowi. A tu taki zonk. No cóż. Nie wpadajmy w panikę.
Mam energię. Napisałam 90 stron A4 „Samobójstwa na raty”, co daje jakieś 200 stron drukowanej książki.
Będzie dobrze. Musi być.