Tag Archives: autoagresja

609 – niebo płacze

Dziś znów niebo płacze deszczem. Jak i coś we mnie łka.
A jednak przepełnia mnie szczęście. Długopis zapełnia kolejne kartki maleńkimi literkami. Tworzy się „Bestseller”.
Dziś znów śnił mi się koszmar. Obudził o piątej nad ranem. Fajka i chwila uspokojenia. Powrót do niespokojnego snu.
Tak bardzo kocham życie! Jest we mnie smutna radość. Szczęście tańczy z rozpaczą.
Och, wspomnienia, dajcie żyć! Odejdźcie!
Mija rok bez samookaleczeń. Lecz im bliżej sierpnia, tym większy przymus by to zniszczyć. Głupi umyśle, podporzadkuj się woli.

604 – terapia borderline: po przerwie

Przed sesją łyknęłam Lorafen. Nie byłam w stanie iść tam na trzeźwo. Nudności, zawroty głowy, drżenie rąk. Wiedziałam, że w takim stanie opuszczę to spotkanie.
Po chwili milczenia w końcu się przełamałam.
– Pierwsze dwa tygodnie to była masakra.
– Dlaczego?
– Źle się czułam. Miałam myśli samobójcze, chciałam się ciąć.
– A jakie emocje pani towarzyszyły?
– Złość – odpowiedziałam po chwili.
– Na co?
– Na… pana…
– Dlaczego? – Ciągnął temat, choć nie chciałam już o tym rozmawiać.
– Bo… Bo źle się czułam, a pana nie było.
– I co w związku z tym?
– Poczułam się opuszczona.
– Ja myślę, że potrzebowała pani rozmowy z kimś, kto pani nie zaatakuje. Potrzebowała pani rozmowy w poczuciu bezpieczeństwa – dodał pod koniec sesji.
Tak, miał rację. Potrzebowałam go. Nie było się czego bać na tej sesji. Mówiłam i płakałam. Znów się bardzo otworzyłam. Było tak, jakby tej przerwy w ogóle nie było.
To uświadomiło mi jedno. Jest o niebo lepiej ze mną. Ale przede mną jeszcze długa droga do wyzdrowienia.

598 – terapia borderline: urlop terapeuty

Tydzień temu miałam ostatnią sesję. Kolejna dopiero 9 lipca.
Do tej pory dobrze znosiłam wyjazdy terapeuty. Teraz nie potrafię sobie poradzić. Potrzebowałabym co najmniej dwie sesje w tygodniu. Mam ochotę do niego zadzwonić i wypłakać się przez telefon. Wiem, rozumiem, że on też musi odpocząć. Tylko, dlaczego akurat teraz? Kiedy mam taki kryzys? Nie umiem sobie poradzić sama.
Myślę o żyletce. W sierpniu minie rok bez autoagresji, a ja nie mogę przestać myśleć o cięciu.
Dziś wzięłam Lorafen. Nie pomógł. Tylko nieznacznie stłumił emocje, na chwilę.
Próbuję się ratować pisaniem i przepisywaniem na komputerze „Bestselleru”. Tę postać się zabija, tamtą torturuje. Ale to pomaga tylko w nieznacznym stopniu.
Potrzebuję sesji. Potrzebuję terapeuty…

597 – terapia borderline: bliskość, seks i psychopatia

To była niezwykle udana sesja. Już od progu zaczęłam wesoło opowiadać, jak dobrze idzie mi pisanie i jaka jestem szczęśliwa.
– A jak pani rozumie to, że tak bardzo interesuje panią psychopatia?
Zamyśliłam się.
– Hmm… Zawsze interesowała mnie ludzka psychika, szczególnie jej mroczne zakamarki, że tak to określę. Ale może też dlatego, że jestem całkowitym przeciwieństwem psychopaty.
– A może dlatego, że jakaś nieuświadomiona część pani nim jest?
To pytanie było, jak wymierzenie policzka. Ja? Psychopatką? Jednak, gdy zaczęłam się nad tym głębiej zastanawiać, doszłam do wniosku, że może rzeczywiście jakiś maleńki kawałek mnie posiada cechy psychopatyczne.
I wtedy nagle, niespodziewanie terapeuta wypalił:
– I kiedy jest pani w takim stanie, również nie ma ochoty na seks z Mrówkiem?
Zaprzeczyłam głową i od razu posmutniałam.
– Przeszkadza pani, że nie ma ochoty na zbliżenia?
– Bardziej… nie wiem… poczułam smutek – wydukałam.
Tym razem rozmawiałam na ten temat, choć robiłam dłuższe przerwy, a na pytania terapeuty odpowiadałam z opóźnieniem. Nie popędzał mnie jednak.
Od słowa do słowa, temat zszedł na ciało.
– Bo wie pan, ja tak naprawdę nigdy nie pogodziłam się z tym, że mam ciało. Może głupio to zabrzmi w ustach ateistki, ale zawsze chciałam być bytem bezcielesnym. Nie czuję związku emocjonalnego ze swoim ciałem.
– Nie zgodzę się z tym twierdzeniem. Ma pani z nim emocjonalny związek. Tylko te emocje są negatywne. Można to było zaobserwować choćby wtedy, gdy się pani krzywdziła.
Nigdy w ten sposób o tym nie pomyślałam. Zamyśliłam się na chwilę.
– Myśli pan, że to podwojenie mojej wagi było autoagresją?
– Bardzo możliwe.
– A wie pan, dlaczego zaczęłam się obżerać?
– Nie – pokręcił głową.
– To było w szpitalu. Ważyłam 45 kilogramów i chciałam się ukarać za to, że nie jestem wystarczająco szczupła…

580 – żal

Patrzę na swoje ręce i jest mi siebie żal. Minęły cztery lata leczenia. Kiedy przypomnę sobie, w jakim stanie byłam w kwietniu 2014, nie mogę uwierzyć, że przeszłam taką zmianę.
Nie pocięłam się od sierpnia. Zaczynam mieć obawy. Przez 16 lat mojej autoagresywnej „kariery” jeszcze nigdy nie udało mi się wytrzymać roku. Teraz mamy osiem miesięcy. Nie chcę tego zniszczyć!
Odkąd się leczę, nie próbowałam się zabić. To jest największy sukces, gdyż ja życie kocham! Wcale nie chcę umierać. Czasem po prostu ból był nie do zniesienia. Nie widziałam innego wyjścia. Teraz je dostrzegam.
Warto się leczyć i warto spełniać swoje marzenia! Życie mamy tylko jedno. Trzeba jak najlepiej wykorzystać ten czas.

554 – chaos

Ten ostatni tydzień, środowa i dzisiejsza sesja, koniec menstruacji, nagła i drastyczna zmiana poglądu na bycie rodzicem, płaczliwość, myśli samobójcze i skręcający żołądek przymus samookaleczeń rozwaliło mnie na łopatki.
Siedzę, płaczę i chcę zniknąć.
Nie podchodzić zbyt blisko i nie denerwować, proszę.

553 – terapia borderline: zjazd

Od zeszłej sesji nie mogę dojść do siebie. Poruszenie tematu seksu sprawiło, że zamknęłam się w sobie i uruchomiły się stare mechanizmy. Cały czas jest mi smutno, to wręcz rozpacz. Łzy cisną się do oczu, myśli samobójcze pchają w głowę a przymus autoagresji daje się we znaki.
Na myśl o jutrzejszej terapii jest mi niedobrze. Nie chcę tam iść. Mam ochotę napić się przed sesją, jak wtedy, gdy bałam się powiedzieć o czymś ważnym i przychodziłam pod wpływem.
Trzymajcie jutro za mnie kciuki. Mam nadzieję, że nie ucieknę spod gabinetu.

537 – terapia borderline: oni się znają!

Dziś miałam sesję w środku nocy, bo o 9:15 to ja się przewracam na drugi bok i śpię dalej.
Co ciekawe, byłam dziś bardziej aktywna niż zwykle. Terapeuta też to zauważył.
– Jest pani bardziej w kontakcie niż zazwyczaj. Wczesna godzina pani służy.
– Niee – pokręciłam głową. – Jak wrócę do domu, idę spać – i już nie mogłam się doczekać otulenia kołdrą.
Opowiadałam coś o „Samobójstwie na raty”.
– A dlaczego zrezygnowała pani z poprzedniej terapii? – zagaił.
Zaczęłam mu opowiadać o tym, co mi przeszkadzało w tamtym terapeucie. Nie omieszkałam pożalić się też na jego wykluczenie mnie z sesji, gdy się potnę.
– Płaciła pani za te opuszczone spotkania?
– Nie.
I tak od słowa do słowa. Nagle okazało się, że mój terapeuta zna Doktorka!
– To nie jest zły terapeuta. Znam złych, ale on się do nich nie zalicza – powiedział z przekonaniem.
– Nie mówię, że był zły. Po prostu… Nie przypasował mi.

526 – kim jestem?

Nicością jestem. Nie ma we mnie nic. Otchłań unicestwiająca wszystko.
Zarabianie, żeby wydawać. Choć bez wydawania też się żyło. Tworzyło się…
Chwycić za żyletkę i wyrwać się z tej pustki. Choć na chwilę.
Od dawna już nie piszę.

Niechaj pasie brzuchy nędzny filistrów naród!

Choć ciało wciąż oddycha, ja umarłam.

476 – schemat

Schemat jest wciąż, codziennie taki sam. Wstaję o ósmej. Do dziesiątej piszę rozdział „Majki”. Po czym dopada mnie bezsens. Ni zdania więcej, ni życia we mnie. Sytuację poprawia spacer, kontakt z naturą. Jednak, mimo wszystko, plączą się we mnie myśli samobójcze. Autoagresywne przymusy powodują smutek. I nie wiem, jak z tym walczyć. Nie mam siły. Brak mi umiejętności.
Lecz następnego dnia znów wstaję rano by pisać. I znów przez dwie godziny czuję, że żyję.