Tag Archives: borderline leczenie

719 – terapia borderline: brak przełomu

Dziś nie wzięłam Lorafenu przed sesją. Stwierdziłam, że muszę to przeżyć bez znieczulaczy. Efekt? Nie przeczytałam listu.
Kiedy siadłam w fotelu, znów nie potrafiłam się ruszyć ani nic powiedzieć. Jednak nie przemilczałam całej sesji. Coś tam mówiłam, choć z wielkim trudem. Pan M. zadawałam pytania, a ja próbowałam na nie odpowiadać, choć szło mi różnie.
Przełomu nie było. Niemniej jednak, spotkanie nie należało do całkiem nieudanych.

717 – nie no, serio?

Jest piątek wieczór.
Powinnam mieć już napisany list na poniedziałkową sesję. A ja? W zupełnym proszku. Nie napisałam jeszcze ani jednego zdania. Nie mogę się za to zabrać, bo nie potrafię siebie przekonać, że go przeczytam. Wydaje mi sie to nierealne.
Mam przed oczami siebie wchodzącą do gabinetu. Ale czy trzymam w ręce list, by go przeczytać? Nie.
Czy wyjąć go przed wejściem, po wejściu? Złożyć na pół? A może na cztery? Lub nie składać kartki wcale, by była nieskazitelna?
Dlaczego ja zawsze rozmyślam o takich pierdołach?
Nie mam napisanego listu, którego odczytanie zapowiedziałam. Więc głupio byłoby się teraz wycofać i iść na sesję bez niego.
Zatem może nie iść wcale?

Jak ja to kocham…

716 – SMS do terapeuty

Dzień po tej milczącej sesji zdobyłam się na odwagę i napisałam do terapeuty.
„Panie M, znów się pocięłam. Czuję się tragicznie. Na sesji znów nie byłam w stanie nic powiedzieć, choć tak bardzo chciałam normalnie rozmawiać. Potrzebuję rozmowy z Panem, bo chyba wybuchnę. Tylko nie wiem, jak mam się przełamać. Czy mogłabym napisać to, co chcę powiedzieć i przeczytać na sesji? Może to pomoże mi się otworzyć ponownie…”

Zgodził się.
Teraz mam jeszcze większe obawy niż miałam. Odliczam dni. Muszę jeszcze raz napisać ostatni list.
Tylko… Jak ja go przeczytam?

715 – terapia borderline: kolejna przemilczana sesja

Stresowałam się tą sesją od tygodnia. Czułam silny przymus, by się pociąć. Jednak tego nie zrobiłam.
A siadając w gabinecie… zupełnie wyparowały mi z głowy wszystkie myśli. Znów siadłam nieruchomo, wpatrzona w swoje paznokcie.
– Nie chce pani ze mną rozmawiać? – Zagadnął terapeuta.
– Chcę… – szepnęłam.
– Jeśli nie wnosi pani żadnego materiału, ja nie mogę pani pomóc.
Tak, wiem. Wiem, że nie domyśli się, o czym myślę i co mnie gryzie.
Jednak nie potrafiłam przełamać milczenia. Układałam sobie w głowie dwa-trzy zdania, ale nie potrafiłam otworzyć ust, by je wypowiedzieć.
Czuję się beznadziejnie. Przez te trzy tygodnie brakowało mi terapii, a kiedy już na niej byłam, zmarnowałam szansę na rozmowę.
Jestem na siebie wściekła. Jeszcze bardziej chce mi się ciąć. I boję się, jak cholera, że tej relacji nie da się już naprawić…

713 – powrót na terapię

W poniedziałek sesja po trzech tygodniach przerwy.
Z jednej strony bardzo się boję i nie chcę tam iść. Z drugiej… Bardzo brakuje mi spotkań z panem M. Mam ochotę wejść do gabinetu, rzucić się na kolana i płacząc, błagać o wybaczenie. Za tego SMS, którego wysłałam. I za wcześniejsze zerwanie terapii przez SMS. Wiem, że pan M. nie jest na mnie zły. Ale mam poczucie winy i wstydu, że znów działałam impulsywnie.

710 – weno, wróciłaś!

Tak, to prawda! Wena sobie o mnie przypomniała, zatęskniła to i wróciła!
Zaczęłam dziś pisać dziewiąty i dziesiąty rozdział Bohemy. Jednego jest więcej niż pół, drugiego jedna trzecia. A tym razem rozdziały będą dłuższe niż zazwyczaj – rozkręcam się, hehe.
Pomysły wpadają mi do głowy jak szalone. Mam sporo materiału do napisania kilku rozdziałów. Tylko, weno, nie odchodź!
Bo wena to taka franca, co lubi przepadać bez wieści, a ty zostajesz sam i zastanawiasz się, czy kiedykolwiek wróci? Znacie to? Nienawidzę.
Wizja następnej sesji za prawie trzy tygodnie uspokaja mnie. To jeszcze sporo czasu na dogłębne przemyślenie sprawy i znalezienie rozwiązania.
Oczywiście po wczorajszej, przemilczanej sesji nie omieszkałam znów impulsywnie wysłać SMS do pana M. Co jest ze mną nie tak, że zawracam chłopu głowę poza gabinetem? Strasznie się o to na siebie wkurwiam i jednocześnie mam poczucie wstydu i winy. Przejebane.
I tym miłym akcentem narazie żegnam się z Wami.
Do poczytania!

709 – terapia borderline: kryzys w relacji

Od dwoch sesji przeżywam poważny kryzys relacji z panem M. Dziś kolejną sesję przemilczałam. Nie potrafiłam odezwać się słowem.
Siedziałam nieruchomo i gapiłam się na swoje dłonie, bawiłam paznokciem. Chciałam, żeby sesja skończyła się jak najszybciej.
Zapłaciłam i wyszłam z gabinetu bez pożegnania się.
Następna sesja 7 stycznia. Za trzy tygodnie. Będę miała dużo czasu na przemyślenie, czy dalsza terapia ma sens…

708 – dobry psychiatra nie jest zły

Pan T. to mój psychiatra. Znamy się od pierwszego kwietnia 2014 roku.
Trafiłam do niego zupełnie przypadkiem. Przez niefortunną pomyłkę rejestratorki. Otóż zapomniała do mnie zadzwonić, że lekarka, do której byłam umówiona na ten dzień, zmieniła godziny przyjmowania. A to, wiecie, wszystko na NFZ. Termin przepadł, a że byłam pierwszy raz, na następny musiałabym czekać znów dwa-trzy miesiące.
Pani rejestratorka tak się przejęła, że poszła zapytać pana T., czy mnie nie przyjmie. I zgodził się.
Teraz leczę się u niego prywatnie.
W dniu, kiedy napisałam do pana M., że przerywam terapię, wieczorem odezwałam się do pana T.
Chwilę popisaliśmy aż przekonał mnie, że chęć przerwania terapii jest normalną częścią procesu. To między innymi po rozmowie z nim, napisałam do pana M., że będę normalnie na sesji.
Pan T. wyciągał mnie z niezłych bagien. Albo podczas spotkania, albo przez telefon. Taki psychiatra, to dobre dopełnienie do psychoterapeuty.

706 – terapia borderline: zakończenie terapii

Wczoraj napisałam do terapeuty, że rezygnuję z terapii. Po odpowiedzi pana M., że porozmawiamy o tym na następnej sesji, wysłałam kolejnego. Że chcę zniszczyć naszą relację i nie chcę więcej przychodzić.
Dziś już to jakoś przetrawiłam. Ten silny lęk przed bliskością. Doszłam do tego, że chciałam zniszczyć tę relację i zakończyć terapię, bo przestraszyłam się, że mogę się bardziej zbliżyć do pana M.
Nawał emocji i chęć zniszczenia były tak silne, że się pocięłam. Dziś tego żałuję.
Teraz już się nie boję. Idę w poniedziałek na sesję. Już zaczęłam pisać kolejny list. Tym razem ja go przeczytam. Albo opowiem, co w tym liście napisałam, jeśli pan M. nie będzie chciał, żebym czytała.

Walczę dalej!

705 – terapia borderline: list i milczenie

Rano wzięłam Lorafen, bo nie mogłam sobie już poradzić ze stresem i lękiem. Przed wyjściem na sesję zwymiotowałam z nerwów.
Kiedy weszłam do gabinetu, usiadłam na samym skraju fotela. Jakbym była przygotowana w każdej chwili na ucieczkę. Milczenie.
– Źle się pani czuje?
– Nie – odparłam po chwili. – Jestem zdenerwowana.
– Czym?
I wtedy ten wybuch emocji. Pozytywnych i negatywnych. Jedna wielka kotłowanina skrajnych odczuć.
W końcu się przełamałam.
– Chciałabym, aby to pan przeczytał – powiedziałam, wręczając mu list.
– A pani nie może?
– Wolałabym nie…
Wciąż siedziałam na skraju fotela, oparta łokciami o kolana, włosy spuszczone na twarz, ręce splecione i skubanie paznokcia. Przed oczami ciemno. W głosie całkowita pustka. Nerwowe wyczekiwanie. Odwrócił stronę. A więc jest w połowie. Coraz większy lęk, jak zareaguje.
– Czyli na ostatniej sesji poczuła się pani zaatakowana, skrytykowana.
– Tak – szepnęłam.
Dalej milczenie.
– Nie chce się pani ze mną rozmawiać?
– To nie tak. To stres.
Cisza.
– Takie przeżywanie relacji jest wynikiem pani zaburzenia – dodał po chwili.
To też wiedziałam.
– Dla nas ważne jest, aby pani mówiła wszystko, o czym pomyśli.
I to nie było nowością.
Siedziałam tak skostniała, nie ruszając się, nie przełykając nawet śliny. Chciało mi się płakać. Chciałam, żeby pan M. zaczął rozmawiać. A on milczał, jak ja. Poczułam się odrzucona.
– Widzimy się za tydzień – padło niespodziewanie, bo straciłam poczucie czasu.

Po wyjściu z gabinetu czułam się paskudnie. Dalej się tak czuję. Po przemyśleniu kilku spraw, napisałam sms do terapeuty.

„Panie M., to jest bez sensu. Myślałam, że ten list coś zmieni, a ja zamknęłam się jeszcze bardziej. Ja się nigdy tak zupełnie nie otworzę, chyba nawet przed Panem. Nie potrafię. Więc wątpię, by dalsze sesje miały jakiś sens”.

Po kilkunastu minutach przyszła odpowiedź:
„Porozmawiamy o tym za tydzień”.

Mam ochotę się skrzywdzić. I coś zniszczyć.