Tag Archives: borderline objawy

593 – kłótnia

Kłótnia. Jego trzaśnięcie drzwiami. Powinnam się już przyzwyczaić, ale nie potrafię.
Łzy. Dużo łez. Zaprzeczenie pragnieniu życia. Autoagresywny przymus. Już dawno tak bardzo nie chciało mi się ciąć.
Kto ma rację? On? Ja? Nie ma nikogo, kto by to rozstrzygnął.
Jest pustka. I rozpacz. I smutek. I przeklinanie życia na ustach.

592 – terapia borderline

Miałam dziś nadrogramową sesję. Poprosiłam o nią, gdyż nie mogłam już ze sobą wytrzymać. Męczyłam się.
Dawno nie miałam tak udanego spotkania. Nie tylko mówiłam – rozmawiałam na trudne tematy.
Wzięłam na tapet relację z Mrówkiem. To, że moje samopoczucie, poczucie własnej wartości zależy od niego. Że gdy jest źle – chcę umierać. Gdy jest dobrze, nie porusza się trudnych tematów.
– To widać też na sesji, prawda? – zapytał terapeuta. – Gdy pojawia się coś trudnego, zaczyna pani milczeć. Jakby traciła pani ochotę na rozmowę i pracę nad sobą. Jakby nie była pani zainteresowana kontaktem.
To prawda. Gdy tylko dzieje się coś nie po mojej myśli – uciekam. Albo do innego pokoju albo z relacji. Zamykam się w sobie. Odcinam się.
– A jakby pani chciała reagować w sytuacji kłótni z Mrówkiem?
– Właśnie ja nie wiem, jak powinno się reagować.
– Powinno, powinno. Pani Aniu, o tym jak się powinno reagować można poczytać w książkach i znaleźć rady. Ja pytam, jak pani by chciała zareagować.
To nie było dla mnie łatwe pytanie. Reaguję, jak przerażone dziecko skarcone przez rodzica. Nie, jak dorosła osoba.
– A już dawno nie jest pani dzieckiem, prawda?
Przytaknęłam.
Chciałabym się zachowywać, jak dorosły człowiek.
– Problem w tym, że myślę co innego niż czuję. Racjonalnie nie chcę sobie pozwalać na obrażanie mnie, ale emocjonalnie się temu poddaję.
– I myśli pani, że da się to zmienić?
– No ja mam taką nadzieję! – roześmiałam się, choć był to prawie śmiech przez łzy.

Mieliście tak? Udało się Wam pokonać taki schemat?

591

Terapeuta dziś stwierdził, że zachowujemy się z Mrówkiem w stosunku do siebie trochę psychopatycznie. Może…

Jakiś czas temu przypadkiem zgłosiłam się do eliminacji do tegorocznej Pracowni Prozy organizowanej przez Biuro Literackie. Myślałam, że wysyłam po prostu propozycję wydawniczą. Dziś przyszedł mail. Mój thriller „Uśpiona” został doceniony. Dostałam zaproszenie na warsztaty literackie jako jedna z 20 osób na 130 zgłoszeń.
Sukces? Może. Ja nie potrafię się z tego cieszyć. A na warsztaty nie jadę. Jestem pierdolonym dzikusem, który boi się ludzi.
„Czuję się jak przegrany śmieć” cytując Zeusa.
Czuję, że psychicznie i emocjonalnie zgniłam.

590 – smutek

Mrówek jest na mnie zły. Nie wiem, za co. Jak zwykle zresztą. I konia z rzędem temu, kto powie mi, które z nas ma rację.
Smutek. Nieodparty. Wszechogarniający. Nie do zatrzymania.
Choć piękna noc. Gwiazdy. Rechot żab.
Otula mnie smutek. Jak natrętna mgła.

589 – racjonalna autokrytyka

Siedzimy wieczorem i oglądamy film. Zapytałam o coś Mrówka.
– Nie – odpowiedział.
A ja już.
Odpowiedział z krytyką w głosie, na pewno uważa, że jestem głupia. Już nastrój w dół, dziwne poczucie wstydu i winy.
Ale zaraz.
Przecież takie doszukiwanie się drugiego dnia to domena osób z pogranicza.
Głęboki wdech i racjonalna autokrytyka.
Nastrój uratowany.

582 – kryzys

Wczoraj było źle. Mrówek sie na mnie obraził i nie odzywał do mnie.
A ja?
Siedziałam, płakałam i chciałam się pociąć. W jednej chwili cały świat stracił na znaczeniu. Wszystko stało się bezsensowne. Myślałam tylko o żyletce, a właściwie o nożyku do tapet.
Właśnie o tym pisałam ostatnio. Wystarczy niewielki impuls, żeby wszystko stanęło na głowie.

581 – terapia borderline: czy to koniec?

Muszę przyznać, że coraz niechętniej chodzę na sesje. Lubię swojego terapeutę, nie w tym rzecz.
Wydaje mi się, że nie mam już żadnych problemów. Jestem szczęśliwa, od autodestrukcji trzymam się z daleka. Z optymizmem patrzę w przyszłość.
O czym mam więc rozmawiać na sesji?
Dziś troszkę mówiłam, ale większość czasu milczałam. Było mi z tym dobrze. Po prostu.
I już nawet nie obawiam się tego, że terapia może się już skończyć. Czuję się, jakbym była gotowa na ten krok. Czy nie pochopnie? Przecież, gdy nadejdzie kryzys, a nadejdzie, nie poradzę sobie sama.
I tu wkracza niebezpieczny mechanizm. Gdy siedzę w gabinecie, myślę sobie, że kryzys byłby dobry – miałabym o czym rozmawiać. Szybko odganiam ten pomysł. Ale on i tak się pojawia.

580 – żal

Patrzę na swoje ręce i jest mi siebie żal. Minęły cztery lata leczenia. Kiedy przypomnę sobie, w jakim stanie byłam w kwietniu 2014, nie mogę uwierzyć, że przeszłam taką zmianę.
Nie pocięłam się od sierpnia. Zaczynam mieć obawy. Przez 16 lat mojej autoagresywnej „kariery” jeszcze nigdy nie udało mi się wytrzymać roku. Teraz mamy osiem miesięcy. Nie chcę tego zniszczyć!
Odkąd się leczę, nie próbowałam się zabić. To jest największy sukces, gdyż ja życie kocham! Wcale nie chcę umierać. Czasem po prostu ból był nie do zniesienia. Nie widziałam innego wyjścia. Teraz je dostrzegam.
Warto się leczyć i warto spełniać swoje marzenia! Życie mamy tylko jedno. Trzeba jak najlepiej wykorzystać ten czas.

575 – terapia borderline

U obecnego terapeuty jestem od prawie trzech lat. W tym czasie było dużo wzlotów i upadków. Było ogromne zaangażowanie i obojętność. Potoki słów i nieprzerwane milczenie. Były problemy i ich rozwiązania.
A teraz?
Teraz znów mam opory przed sesją. Dziś zastanawiałam się czy iść na nią, czy nie. Chciałam sobie zrobić wagary. Nie z powodu poczucia bezsensu terapii, nie z lęku przed powiedzeniem czegoś.
Dziś, po raz kolejny, miałam totalną pustkę w głowie. Zupełnie nie wiedziałam, o czym mam mówić. Tak jest od jakiegoś czasu.
Mimo to, poszłam. Nie mówiłam zbyt wiele, ale odzywałam się, rozmawiałam.
I po sesji jestem zadowolona, że nie poszłam na łatwiznę. Że podjęłam ten trud i wypełniłam swój obowiązek. Nałożony przecież przez samą siebie.

568 – przegrana

Leży przede mną 7,5mg arypiprazolu. Patrzę na to pół tabletki, jak na największe zło i jedyny ratunek.
Nie mogę, nie potrafię już żyć z tą pieprzoną anhedonią. Nie mam już siły tak bardzo nie mieć sił, jak teraz.
– Jest pani obojętne, czy pani żyje – podsumował wczoraj terapeuta.
Tak, jest mi obojętne. Choć pragnienie pisania jeszcze nie zniknęło, mam wrażenie, że zaraz to nastąpi. Pochłonie mnie absolutna nicość. Brak emocji. Brak sił witalnych. A na końcu brak motywacji, by to zmienić.
Nie mogę na to pozwolić. Nie mogę dać się pochłonąć tej czarnej dziurze.
Arypiprazol – wróg i ratunek.