Tag Archives: książki o borderline

468 – koniec końców

Właśnie ostatecznie zakończyłam wszystkie prace nad „Terapią u Doktorka”. Książka jest w wersji ostatecznej. Czeka spokojnie na dysku na wydanie.
Znów pojawiła się jakaś pustka. Żałoba po procesie twórczym. Jednak fakt, że czekają mnie poprawki części trzeciej, przynosi ulgę.
I w końcu, nareszcie siądę do beletrystyki. Obiecuję to sobie.

458 – maraton

U Mrówczyńskich w domu maraton czytania. Na tapecie „Samobójstwo na raty”. Czytanie, poprawianie. Kreślenie i dopisywanie.

Na terapii się rozgadałam. W końcu. Po dwóch latach się otworzyłam. Terapeuta też to widzi. Mówię swobodnie, o wszystkim, co przyjdzie mi do głowy. Jest lepiej.

Samopoczucie w normie. Stany depresyjne w remisji. Myśli o żyletce i samobójstwie – brak. Teraz tylko tego nie spieprzyć…

457 – koniec!

Postawiłam ostatnią kropkę w „Samobójstwie na raty” i napisałam wstęp. Pierwszy etap prac zakończony. Plik wysłany do wydawnictwa w celu wyceny.
Wciąż czekam na pewną bardzo ważną informację dotyczącą wydania „Terapii u Doktorka”.

Czas leci powoli i leniwie. Cierpliwie dążę do tego, co sobie zaplanowałam. Tylko smutek wciąż. I podenerwowanie. Skąd, dlaczego? Chcę już jutrzejszej sesji. Może jakoś ułożę sobie to wszystko w głowie.

Wiosno, wróć!

456 – no i stuknęła mi trzydziestka

Jak spędziłam dzisiejszy dzień? To do przewidzenia – pisząc. Za punkt honoru postawiłam sobie ukończenie czwartej książki właśnie dziś. No dobra, zostało mi „tyci, tyci” do skończenia – uzupełnienie okresu pierwszej hospitalizacji.
Udało mi się zamknąć w około 700 stronach. Nie jest więc aż tak źle.

A już niedługo, mam nadzieję, postawię swoją książkę na półce.

454 – to tylko przeszłość

Jestem z książką na wydarzeniach sprzed trzech lat. Emocje, które pojawiają się podczas redagowania tej treści powodują ogromny smutek. Jest mi siebie żal – tak bardzo cierpiałam. A nieporadne próby leczenia tylko pogarszały ten stan.

Za dwa dni moje urodziny. Tak bardzo cieszę się na ten dzień! Wcześniej był najgorszym w roku. Teraz to moje święto.
Tak wiele się zmieniło w ciągu tych 36 miesięcy…

452 – wieści z frontu

Do redakcji zostało mi 55 stron A4 „Samobójstwa na raty”. Pół miliona znaków za mną. Nie wiem, co robić, bo wychodzi na to, że książka będzie miała ponad 800 stron. Jak wydać taką cegłę? Co robić, co robić…

Nadal budzę się o szóstej i od razu siadam do pracy. Pisanie sprawa, że chce mi się żyć. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Całe siły zaangażowałam w pisanie. Mam nadzieję, że się na tym nie przejdę. Ale ja muszę, muszę to robić. Inaczej życie nie ma sensu.

Arypiprazol mnie ustabilizował. Czasem szarpią mną nerwy lub chce mi się płakać, ale nie jest to patologiczne. Nastrój dalej w dolnych rejonach normy lub wręcz na granicy. Ale jest bezpiecznie.

451 – mówcie mi: mistrz

Mistrz złego osadzenia w rzeczywistości.
Dostałam jakiś czas temu od Teściowej mleczko do ciała. Wszystko super – zapach, konsystencja, poziom nawilżenia skóry. Umyłam się nim tylko raz – w ogóle nie chciało się pienić. Dziś znów po nie sięgnęłam. Zaczęłam namydlać ręce i brzuch. Coś mnie nagle tknęło. Czytam etykietkę.
Sposób użycia: niewielką ilość wmasować w ciało.
Taa… usiłowałam się myć balsamem do ciała. Jestem zajebiście ogarnięta. Że facet myje włosy odżywką, zamiast szamponem, nikogo nie dziwi. Ale żeby kobieta myła się kremem?

Z „Samobójstwem na raty” jestem na październiku 2013 roku. Zostało mi kilka miesięcy – do pierwszej wizyty u pierwszego psychoterapeuty w wakacje.
Dobijam do 500 stron drukowanej książki. Szacuję, że dojdzie jeszcze ze 100. Piszę, kurde, cegłę.

436 – terapia borderline: aktywność

Terapeuta wielokrotnie powtarzał mi, jak ważna jest aktywność w profilaktyce stanów depresyjnych. Zgadzałam się z nim, ale nic z tego nie wynikało. Nie miałam siły na nic.
– Ten arypiprazol aktywizuje. Wstaję skoro świt, cały czas coś robię. Dużo piszę. Kuchnia nigdy nie była tak czysta! Ale żeby nie było tak kolorowo, wciąż ten pieprzony smutek. Mam ochotę płakać, ale nie umiem. I to poczucie rozżalenia nie wiadomo czym.
– Myślę, że te emocje związane są z przeszłością. A to, że jest pani aktywna sprawia, że stan depresyjny się nie pogłębia.

Niby tak. Choć z drugiej strony te emocje są coraz silniejsze. Może to przez trzecią część Młodego boga? Napiszę pół strony i chcę tylko iść spać. Albo leżeć, słuchać smutnej muzyki i płakać. I ciąć, nade wszystko ciąć!
– A kiedy się pani ostatni raz pocięła?
– Bo ja wiem… W styczniu?
I nie chce tego robić. Nie chcę. Mam już wystarczająco oszpecone ciało…