Tag Archives: książki o borderline

517 – coś dobrego

Terapeuta często pyta, czy robię dla siebie coś dobrego. Ostatnio był z tym duży problem. Cały czas wypełniała mi praca zawodowa. Od dawna nie piszę. Może po prostu potrzebuję przerwy?
Dziś jednak postanowiłam zrobić dla siebie coś naprawdę dobrego.
Rosnąca sprzedaż, dobre recenzje i mnóstwo pytań od Was o wersję papierowe moich książek dały mi motywację i kopa.
Dziś w końcu usiadłam i wysłałam e-maile do trzech wydawnictw specjalizujących się w literaturze psychologicznej.
I czekamy…
Autorskich praw majątkowych dalej nie chcę oddawać, co stanowi duży problem. Gdyby nie to, już dawno te trzy tytuły stałyby na półkach księgarń. No cóż. Może jednak w końcu się uda?

516 – rekomendacja „Autoterapii” w magazynie „Charaktery”

Rozmawiała Autorka z Mrówczyńską

W świecie, gdzie coraz trudniej o bliskość, gubimy tę najważniejszą, podstawową – relację z samym sobą. Książka pokazuje, jak drogą starć, kłótni i przeprosin można tę relację odbudować.

Anka Mrówczyńska – lub po prostu Mrówka, jak pisze o sobie na swojej stronie – od lat boryka się z zaburzeniami osobowości borderline, z nasiloną autodestrukcją, nawrotami depresji i tendencjami samobójczymi, czego nie tylko nie ukrywa, ale wręcz czyni tematem swoich książek. Do tej pory ukazał się cykl Młody bóg z pętlą na szyi, a teraz Borderline: Autoterapia. Autorka pokazuje umysł osoby z zaburzeniem borderline jako gabinet psychologiczny.
Okładka W Borderline opiekuńczy „Psycholog” i spragniona ciepła „Mrówczyńska” prowadzą rozmowę terapeutyczną, którą sarkastycznie komentuje „Autorka”. Pojawiają się również poboczne postaci, obrazujące stany umysłu osoby z borderline. Każdy rozdział opowiada o innym aspekcie zaburzeń – o złości, smutku, niskim poczuciu wartości, autoagresji.
Dużą wartość książki jest język. Bywa on szorstki, np. „Łapiesz za żyletkę i heja! Chlastasz się jak idiotka!„. Jednak z mojej perspektywy lekarza psychiatry jest to adekwatne odzwierciedlenie sposobu, w jaki pacjenci z rozpoznaniem borderline wyrażają się i myślą na swój temat. Czytelnik z borderline może poczuć się w świecie książki Mrówczyńskiej swojsko i przy okazji dowiedzieć się czegoś na temat mechanizmów działających w tym zaburzeniu – samopotępienia, autoagresji, problemów z ekspresją złości, nadmiernej reakcji na krytykę. Wyjaśnienia oferowane przez postać „Psychologa” są wypowiadane łagodnie i ciepło, w sposób czytelny i zgodny ze współczesnymi teoriami psychologicznymi. Natomiast „Autorka” wrzeszcząca na „Mrówczyńską” dosadnie obrazuje to, co psychologowie nazywają kierowaniem złości na siebie albo krytycznym superego.
Czytelnik jest świadkiem samooskarżeń, zmiennych nastrojów oraz prób samoukojenia, które ścierają się ze sobą nieustannie. Żywość języka sprawia, że książkę czyta się lekko i szybko, a jej ogólny wydźwięk jest pozytywny. Mrówczyńska pokazuje bowiem, jak metodą starć, kłótni i przeprosin buduje się relację z samym sobą.
Jak dowodzą badania, głównym czynnikiem leczącym w psychoterapii – niezależnie od nurtu, w jakim terapeuta pracuje i jakich narzędzi używa – jest relacja z drugim, rozumiejącym człowiekiem – terapeutą. Jak pisze sama Autorka, książka nie zastąpi terapii, może jednak ułatwić zwrócenie się po profesjonalną pomoc terapeutyczną.

Autor: Katarzyna Szaulińska

Źródło rekomendacji: Magazyn psychologiczny „Charaktery” 9/2017, charaktery.eu

515 – pierwsza sesja od prawie miesiaca

Okropnie się bałam. Paraliżujący lęk kazał nogom zawrócić. Nie dotrzeć do gabinetu.
A jednak. Nie było tak źle. Mówiłam. Opowiadałam, czasem robiąc dłuższe przerwy.
– Jest pani smutna?
– Tak, chyba tak.
– Pomyślała pani o czymś?
– Nie. Tak po prostu. Bez racjonalnego powodu.
Bałam się, że będzie, jak na początku spotkań. Że będzie skrępowanie, wstyd, blokada. Ale nie było. A przynajmniej nie o takim nasileniu, jakiego się spodziewałam.
– Czyli były to trudne trzy tygodnie?
– Oj, tak.

Nastrój poprawiła mi za to lektura rekomendacji mojej „Borderline: Autoterapia, czyli…” w magazynie „Charaktery”. Otrzymałam zgodę na zamieszczenie jej u siebie. Zrobię to na dniach, dziś padam na pysk po pracy.

507 – „Terapia u Doktorka”

Jak wspominałam, tydzień temu była premierą „Terapii u Doktorka”. Dziś e-booka można kupić również w Empiku.

Serdecznie zapraszam!

Młody bóg z pętlą na szyi. Terapia u Doktorka – KUP TERAZ w Empiku

„Młody bóg z pętlą na szyi. Terapia u doktorka” Anki Mrówczyńskiej to wspomnienia z pierwszej psychoterapii indywidualnej. Książka zawiera zapis 27 spotkań z terapeutą, które odbyły się na przestrzeni 10 miesięcy.

„Terapia u doktorka” jest znakomitym uzupełnieniem części pierwszej “Psychiatryk”, który polecany jest przez czołowe magazyny i portale psychiatryczne oraz psychologiczne nie tylko studentom studiów medycznych i psychologicznych, ale i wszystkim specjalistom zajmującym się szeroko pojętą ochroną zdrowia psychicznego. W “Terapii u doktorka” znajdziemy pogłębioną wiedzę na temat życia Autorki, przyjrzymy się objawom zaburzeń oraz poznamy przyczyny, dla których Anka przerwała współpracę z terapeutą. Choć początkowo go idealizowała, pewne sytuacje sprawiły, że go zdewaluowała i definitywnie zerwała relację przez SMS.

Jak przebiega leczenie osoby z zaburzeniem osobowości z pogranicza? Na jakie problemy musi być przygotowany terapeuta podczas sesji? Czego może spodziewać się pacjent? Na te i inne pytania znajdziemy odpowiedź w najnowszej książce Anki Mrówczyńskiej.

468 – koniec końców

Właśnie ostatecznie zakończyłam wszystkie prace nad „Terapią u Doktorka”. Książka jest w wersji ostatecznej. Czeka spokojnie na dysku na wydanie.
Znów pojawiła się jakaś pustka. Żałoba po procesie twórczym. Jednak fakt, że czekają mnie poprawki części trzeciej, przynosi ulgę.
I w końcu, nareszcie siądę do beletrystyki. Obiecuję to sobie.

458 – maraton

U Mrówczyńskich w domu maraton czytania. Na tapecie „Samobójstwo na raty”. Czytanie, poprawianie. Kreślenie i dopisywanie.

Na terapii się rozgadałam. W końcu. Po dwóch latach się otworzyłam. Terapeuta też to widzi. Mówię swobodnie, o wszystkim, co przyjdzie mi do głowy. Jest lepiej.

Samopoczucie w normie. Stany depresyjne w remisji. Myśli o żyletce i samobójstwie – brak. Teraz tylko tego nie spieprzyć…

457 – koniec!

Postawiłam ostatnią kropkę w „Samobójstwie na raty” i napisałam wstęp. Pierwszy etap prac zakończony. Plik wysłany do wydawnictwa w celu wyceny.
Wciąż czekam na pewną bardzo ważną informację dotyczącą wydania „Terapii u Doktorka”.

Czas leci powoli i leniwie. Cierpliwie dążę do tego, co sobie zaplanowałam. Tylko smutek wciąż. I podenerwowanie. Skąd, dlaczego? Chcę już jutrzejszej sesji. Może jakoś ułożę sobie to wszystko w głowie.

Wiosno, wróć!

456 – no i stuknęła mi trzydziestka

Jak spędziłam dzisiejszy dzień? To do przewidzenia – pisząc. Za punkt honoru postawiłam sobie ukończenie czwartej książki właśnie dziś. No dobra, zostało mi „tyci, tyci” do skończenia – uzupełnienie okresu pierwszej hospitalizacji.
Udało mi się zamknąć w około 700 stronach. Nie jest więc aż tak źle.

A już niedługo, mam nadzieję, postawię swoją książkę na półce.