878 – terapia borderline: burza po diagnozie

Na wczorajszej sesji się otworzyłam. Zadałam dwa pytania, z którymi nosiłam się bardzo długo.

Powiedziałam panu M., że zamierzam napisać czwartą część Młodego boga, wspomnienia z obecnej terapii. Zapytałam, czy ma coś przeciwko. Zaprzeczył.
– A czy pani miałaby coś przeciwko, żebym opowiadał o pani studentom na seminariach?
Zaprzeczyłam głową. Dlaczego miałabym się nie zgodzić?
Także z książką mamy dill. Ja piszę powieść, pan M. opowiada o mnie studentom.

Sprawy się bardzo skomplikowały, kiedy po kilku latach w końcu odważyłam się zadać pytanie o diagnozę. Przypomnę, że diagnozę borderline otrzymałam w 2014 roku, po blisko sześciu tygodniach pobytu na oddziale zamkniętym psychiatryka. Przyniosła mi ona ulgę, bo w końcu miałam czarno na białym, że te wszystkie problemy nie wynikają z mojego złego charakteru czy złej woli. Że jestem po prostu zaburzona i na niektóre swoje reakcje nie mam wpływu.
To właśnie z diagnozą pogranicznego zaburzenia osobowości zgłosiłam się do pana M. Nigdy jej nie kwestionował. Wraz z upływem czasu zapragnęłam dowiedzieć się, jaką diagnozę wystawiłby mi on. Mijały lata, a dla mnie było to pytanie nie do zadania. Aż do wczoraj. Jednak nie to spodziewałam się usłyszeć.
Pan M. zaczął mówić o chwiejności emocjonalnej z dużymi pokładami agresji. A u mnie w głowie natychmiastowa burza. Co tam burza! Nawałnica!

Po powrocie do domu, płakałam. Nie potrafiłam się otrząsnąć. Jakby ktoś odarł mnie z czegoś dla mnie ważnego.
Tak sobie myślę, że terapeuta dotknął czułego punktu. Takiego schowanego gdzieś głęboko. Dotarł do wepchniętych, zepchniętych w podświadomość bolesnych emocji. Stąd planowanie pokaleczenia ciała, gdy Mrówek pójdzie spać. Stąd również zaplanowanie powieszenia się, gdy wstanę rano, a mój partner będzie słodko spał.
Nie mogłam, nie chciałam dłużej wytrzymywać tego ogromnego cierpienia. W jednej chwili w swoich oczach stałam się oszustką i złym człowiekiem. Czując tak silny przymus zniszczenia czegoś dobrego, wypaliłam dwie tradycyjne fajki, choć od trzech tygodni nie miałam ich w ustach.

Minęła noc. Obudziłam się w neutralnym nastroju. Już nie chcę się ciąć ani zabijać. Choć wciąż łzy cisną mi się do oczu. Jednak najistotniejsza teraz jest dla mnie rozmowa z panem M. Chcę zrozumieć jego punkt widzenia i porozmawiać o tym, co się ze mną działo.

877 – będzie kontynuacja

Chwytam się wszystkich sposobów, by jakoś poradzić sobie z zakończeniem terapii. Na razie usiłuję przetrawić to racjonalnie. Zaakceptować. W sferze emocjonalnej nadal burza i wątpię, żeby to się szybko zmieniło.

Pisałam o tym na fanpage’u, ale Wy chyba jeszcze nie wiecie. Zdecydowałam, że będę kontynuować cykl „Młody bóg z pętlą na szyi”. W czwartej części zamierzam opisać swoje wspomnienia z obecnej terapii. Mam nadzieję, że pan M. nie będzie miał nic przeciwko. Kiedyś coś tam napomknęłam i nie protestował. Cieszę się na myśl o pisaniu tej książki, choć trudno jest mi z siebie wykrzesać optymizm.

828 – wystąpienie publiczne?!

Jeszcze Wam o tym nie pisałam i pewnie nie uwierzycie. Będę występować publicznie. Tak, to prawda. Osiemnastego września wezmę udział w konferencji „Jak wspierać osoby wrażliwe emocjonalnie?” organizowanej przez Polskie Towarzystwo DBT. Opowiem na niej o sobie i swoim pisaniu. Konferencja jest darmowa i odbędzie się online poprzez platformę Zoom. Aby wziąć w niej udział, wystarczy się zarejestrować korzystając z
tego linka.

Kiedy dostałam tę propozycję, zareagowałam z rezerwą. Początkowo nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogłabym wystąpić publicznie. Jednak wraz z upływem czasu, coraz bardziej się cieszyłam. Na następny dzień zgodziłam się. Jakaż wtedy zalała mnie fala samozadowolenia, podekscytowania i radości! Oczywiście nie trwało to zbyt długo. Pałeczkę szybko przejął lęk i złość na siebie, że podjęłam tak głupią i pochopną decyzję.

I nagle pojawiła się płaczliwość, poczucie bezsensu, a i myśli samobójcze o mnie nie zapomniały. Napisałam do psychiatry, jako że znów mam przerwę w terapii.

Myślę, że w pełni Pani podoła, jak zawsze. Ale najpierw się trzeba zgnoić… miłego procesu.

Odpowiedź pana T. była bezpośrednia. Właśnie za to go tak lubię i cenię – mówi zawsze prosto z mostu i nie traktuje mnie jak jajko.

Zaczęłam się zastanawiać nad jego słowami. Czyżbym rzeczywiście musiała się zgnoić przed domniemanym sukcesem? Dlaczego nic nigdy nie może pójść gładko, tylko uruchamiają się we mnie te cholerne autodestrukcyjne procesy? Po sugestii psychiatry, zaczęłam prowadzić dzienniczek emocji z założeniem, że to pomoże mi znaleźć odpowiedź, w którym momencie w moim myśleniu pojawia się zonk.

Na szczęście już jutro sesja. Tak bardzo nie mogę się jej doczekać. W wakacje miałam raptem kilka spotkań i nie ukrywam, że nie było łatwo. Ta przerwa utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że jeszcze nie jestem gotowa na samodzielne życie. Nie potrafię zapanować nad emocjami, myślami i zachowaniami. Tak często gubię się w gąszczu własnych przeżyć, że nie wiem, co myślę, co czuję i nawet, kim jestem.

Tak bardzo chciałabym nauczyć się panować nad własnym życiem. Czy mi się to kiedyś uda?

773 – obszerny wywiad dla Kulturalnerozmowy.pl

Gorąco zapraszam do lektury obszernego wywiadu, którego udzieliłam dla portalu KulturalneRozmowy.pl​. Tym razem poruszony został temat nie tylko mojej twórczości, ale i ogólnie osobowości chwiejnej emocjonalnie typu borderline.

Jak widzi i patrzy na świat oraz ludzi osoba z borderline? Czym charakteryzuje się borderline? Jak rozpoznać pierwsze symptomy? Jak rozpoznać osobę z borderline? Jak żyć z tym zaburzeniem?

Poznaj odpowiedzi na te, i wiele innych pytań!

https://www.kulturalnerozmowy.pl/2019/10/anka-mrowczynska-powierzchownie-jestem.html

766 – premiera „Terapii u Doktorka”!

Wczoraj była premiera „Terapii u Doktorka”, czyli drugiej części autobiograficznego cyklu książek o borderline „Młody bóg z pętlą na szyi”!

Jestem taka szczęśliwa!

Powoli zbieram się do rozwinięcia „Dwóch słów”, ale póki co, mam etap czytelniczy i pochłaniam książki innych autorów. Dziś zaczynam przygodę z Sebastianem Fitzkiem.

759 – spełnienie ogromnego marzenia

– Spełniłaś swoje marzenie! Zobacz, pięć lat czekałaś, aż weźmiesz do ręki swoją pierwszą książkę wydaną na papierze. Powinnaś być szczęśliwa! – Mówił Mrówek, trzymając w ręce Psychiatryk.
Kiwałam głową na potwierdzenie, ale zupełnie bez przekonania.
– Jestem z ciebie dumny!
Jego słowa, zamiast cieszyć, tylko mnie zasmuciły. Przecież tak dobrze wiem, jak bardzo zależało mi na tej książce. Na papierowym wydaniu dziennika, którego pisanie uratowało mi życie. I rozpoczęło moją przygodę z pisarstwem.
A jednak. Nie potrafię się cieszyć. Anhedonia szarogęsi się w mojej głowie. To takie przykre.
Drugi dzień po premierze rozpoczęłam na miejscu 47. w kategorii Psychologia Empiku. A ja? Patrzę na tę listę bestsellerów i chce mi się płakać. Czemu?