14 – szkoła

W sobotę rano mam pierwszy zjazd. Rozpoczęcie roku.
Co mi strzeliło do głowy, żeby w wieku dwudziestu ośmiu lat zaczynać naukę…
Patrzyłam na stronę studium. Podali tylko adres szkoły podstawowej, w której będą odbywały się zajęcia.
Panika.
Do której sali mam iść? Pytać się ludzi, których tam spotkam, czy są z tego samego kierunku? Czy nie wiedzą, gdzie odbędzie się inauguracja?
Stres mnie zżera. Jeszcze jest czas, żeby się wycofać.
Może tam w ogóle nie iść?
Tak bardo się boję. Ludzi. Nieznanego.
Na co mi to było…

Podziel się!

13 – upomina się

Często drapię blizny. Bardzo swędzą. Oczyma wyobraźni widzę jak zaczynają krwawić.
Tak. Chce mi się ciąć. Nieznośnie.
Trwam w abstynencji autoagresywnej od drugiego tygodnia lipca. Ciąży mi to.
Nie mnie. Tej chorej części mnie.
– Musi się pani nauczyć rozróżniać. Ta część pani, która jest połączona z autodestrukcją, to chora część pani. Ona nie chce się leczyć. A pani wciąż uważa ją za prawdziwą.
Tak trudno mi się z tym pogodzić. Byłam taka przez kilkanaście lat. Połowę życia. Czyli co, nie byłam sobą? Kierowała mną tylko choroba?
Już kilka razy planowałam, że następnego dnia pójdę po plaster do apteki. Że się potnę. Dziwny powód na odroczenie pocięcia. Skuteczny.
Waham się.
Przeczytałam Młodego boga. Żeby nanieść poprawki. Nakręciłam się.

Podziel się!

11 – oddech

Ostatnie tygodnie to był czas wytężonej pracy. Siedzieliśmy nad projektem codziennie do dwudziestej.
Teraz klient testuje. To czas poprawek. Chwila na złapanie oddechu.

Na terapii nie najlepiej się dzieje. Dwie ostatnie sesje praktycznie przemilczalam. Co się dzieje?
Czasem przychodzi mi coś do głowy. Jednak nie mogę się zdecydować, żeby to powiedzieć. Nie potrafię otworzyć ust. A kiedy już zbiorę w sobie siłę, by to zrobić – zapominam, co miałam na myśli.

Nie myślę o pisaniu. A co i rusz przychodzi mi do głowy scena do jednej z książek, które zaczęłam pisać. Takich rozgrzebanych pozycji mam pięć. O ile dobrze liczę. Nie zapisuję tych pomysłów. Szlifuję je w głowie. A potem odchodzą w czarną odchłań niepamięci. Szkoda?

Podziel się!

10 – sesja

– Zastanawiałam się, czy tu dziś przychodzić…
– Mhm.
– Bo… Jakoś nie wierzę, że mogę się zmienić. I nawet nie wiem czy chcę.
– Jak to pani rozumie?
– W środę miałam myśli samobójcze i poczułam się prawdziwą sobą.
– Że pojawiła się ta siła niszczenia siebie?
– Blizny bledną. Chciałabym nowe.
– Są dla pani ważne?
– Tak.
– Dlaczego?
– Bo można ich dotknąć.
– I co to daje?
– Są namacalnym dowodem bólu wewnętrznego. To daje złudne poczucie kontroli.
– Wie pani, po to się tu spotykamy, żeby dotknąć tego bólu. Przyjrzeć mu się. Żeby go złagodzić. Skontrolować.
Milczałam. Długo.
– Zdaje sobie pani sprawę z tego, że jest pani teraz agresywna?
Zaprzeczyłam głową.
– No właśnie. To jest dla pani pewnie trudne, że o tym mówię. Jest pani agresywna milcząc, bo niszczy pani coś dobrego. Dialog między nami.
Dalej milczałam.
– Jestem złym człowiekiem.
– Zrobiła pani coś złego?
– Cały czas ranię. Rozczarowuję.
– Robi to pani świadomie? Chce pani tego?
– No nie.
– No właśnie. To nie wynika z faktu, że jest pani zła. To wynika z pani zaburzeń psychicznych. Z choroby. Gdyby była pani zła, potrzebowałaby pani księdza a nie terapeuty. We wtorek rozmawialiśmy o tym, że od dłuższego czasu jest lepiej. A dziś przychodzi pani i mówi, że nie widzi sensu terapii. Czyli pojawiło się coś dobrego i zaczyna to pani niszczyć. Ma pani pomysł dlaczego tak może być?
– Nie.
– Być może boi się pani tego, co dobre.
– Może…

Podziel się!