124 – święta

Długo mnie tu nie było.
Od niedzieli spędzałam całe dnie w kuchni, żeby przygotować tradycyjne jedzenie na święta.
W tym roku spędzamy je sami – Mrówek, ja i nasze dwa szczurasy.

Jako dziecko uwielbiałam święta. Potem mi przeszło. A gdy zostałam ateistką i antyklerykałem, wojowałam z rodziną o ich obchodzenie. Chciałam się wyłamywać.
– W moim domu nigdy nie będę robiła świąt! Nie jestem katoliczką!
Na nic zdawały się tłumaczenia ateistycznego ojca, że to tradycja. Że nikt nie każe mi wierzyć, ale Wigilię trzeba obchodzić uroczyście.
Była i druga strona medalu – siedzenie przy stole z rodziną, kiedy siedzieć się z nimi nie chciało. Wysłuchiwanie opowieści z dzieciństwa. Jaka to kiedyś byłam śmieszka, a teraz taki zamknięty w sobie gbur. Zawsze siedziałam w milczeniu, ewentualnie zdawkowo odpowiadając na pytania. Nerwowe odliczanie do końca dnia, do końca świąt, kiedy wszystko wróci do normy. „Normy” hehe.

W tym roku postanowiliśmy zostać sami. W Wigilię obchodziliśmy trzecią rocznicę zaręczyn.
Prawdę mówiąc, gdyby Mrówkowi na tym nie zależało, spędziłabym święta jak zwyczajne dni.
Ale Mrówek lubi atmosferę świąt. Dlatego przez tydzień siedziałam w kuchni i gotowałam.

Co się okazało?
Święta mi się odczarowały. Już nie kojarzą się z zakłamaniem i sztucznymi uśmiechami.

Może i kiedyś polubię swoje urodziny?

Podziel się!

123 – wypalenie

Wypaliłam się. Dodałabym, że zawodowo, ale nie utrzymuję się z pisania. Niestety.
To, co do tej pory stworzyłam wydaje mi się bezsensu. Deprecjonuję wszystkie trzy książki oraz zaczątek czwartej.
Jedynym sensownym pomysłem zdaje się być „Majka”, na pomysł której wpadłam lata temu. Ale żeby pisać? Nie bardzo…
Smutno mi. Tak po ludzku smutno.
Najchętniej bym się uchlała i poszła spać.
Dziękuję Ci, moja „ukochana” niestabilności.

Podziel się!

122 – absurd

– Zastanawia mnie powód twojego wczesnego wstawania.
– Co?
– Czemu wstajesz od kilku dni z samego rana.
– Budzę się koło szóstej. Leżę godzinę albo i dłużej. Nie mogę zasnąć i chuj mnie zaczyna strzelać. Dlatego wstaję.
– Nie wierzę.
– No to niby o co chodzi twoim zdaniem?
– Nie wiem. Ale coś jest na rzeczy.
– Niby co?
– Nie wiem. Ale nienawidzę jak ściemniasz.
Aha… Poziom absurdu jego zarzutów osiągnął apogeum. Przeszedł sam siebie.
Czy w ciągu tej, spędzonej razem, dekady nie zauważył, że okresowo zmieniają mi się cykle snu? Jakiś czas śpię po kilkanaście godzin na dobę, a potem po pięć. Tak jest od lat! Ale nie, oczywiście. Ona ma borderline, wiec na pewno coś ma na sumieniu i kłamiąc to ukrywa!
Ehh…

Podziel się!

121 – pisanie

– I co, znowu będziesz pisać jakieś głupoty? O jakichś przymusach?
Mrówek się unosi za każdym razem, gdy widzi, że mam włączony panel bloga.
– Pokaż, co tam znowu popisałaś.
Zabiera mi telefon, gdy już opublikuję notatkę.

No, ale co ja poradzę, że mnie ciśnie? Od kilku dni silny ból w lewym nadgarstku. Tak, przymus podciecia żył się kłania. Czemu? No przecież znam odpowiedź. Tyle razy to wałkowałam z terapeutą. Co nie zmienia faktu, że nie mogę przestać o tym myśleć. Ten żądny urzeczywistnienia ból na to nie pozwala. Przecież nie może być za dobrze… Ja-autodestrukcyjna na to nie pozwoli. Ale mam to gdzieś. Łapa pozostanie cała.

– Nie pisz za dużo. Powoli. Nie wszystko na raz.
Zmienił front.
– Ale dlaczego? Przecież dopiero mnie namawiałeś, żebym pisała więcej.
– Bo wtedy to była książka o terapii. A teraz wracasz do przeszłości. Przypominasz sobie fakty, które wyparłaś z pamięci. Znowu ci się pogorszy.
Czy ja wiem? Tamten rozdział jest zamknięty. Mam dystans. Chyba…
Choć dziś robię sobie przerwę. Chyba dobrze mi to zrobi.

Podziel się!