120 – osiem lat wcześniej

Piszę codziennie. To właściwie jedyne zajęcie, na którym jestem w stanie się skupić.
Choć to wyczerpuje emocjonalnie. Opisuję wydarzenia sprzed ośmiu lat. Początki znajomości z Mrówkiem. To jeszcze czas, gdy szalenie kochałam pewnego Marka.
To zaskakujące, jak wiele faktów zapomniałam. Jak wspomnienia z biegiem lat stają się mniej bolesne.

Zastanawiam się, co by było, gdyby…
Błagałam o pomoc. Głośno mówiłam, że sobie nie radzę. Nikt mi nie uwierzył…

Podziel się!

119 – przymus niszczenia

Wstałam dziś wcześnie. Pełna energii.
Zaprojektowałam wstępnie okładki do drugiej i trzeciej części Młodego boga.

Ba! Zaczęłam pisać trzecią część pod roboczym tytułem „Młody bóg z pętlą na szyi. Samobójstwo na raty”.
Powstały trzy strony tekstu. I co? Zrezygnowana wyłączyłam komputer.

Tak, wiem, panie M. Odezwał się przymus niszczenia tego, co dla mnie dobre. Chora część mnie nie chce pozwolić na dobre samopoczucie i zdrowienie.

Niby to wiem. I co z tego?
Tendencje samobójcze wciskają się w szpary między myślami. Przymus autodestrukcyjny w świadomości rozpycha się łokciami.
Jak z tym walczyć? No jak?!
Pierdolę. Idę spać.

Podziel się!

117 – przymus autodestrukcyjny

Dziś cały dzień siedziałam nad książką. Zrobiłam wstępne poprawki.
Wydrukowałam.
Pięćdziesiąt kartek czeka aż Mrówek je przeczyta. Wyrazi swoją opinię.

Mam zeszyt A4. Z czerwoną okładką. Leży na oparciu kanapy. Czarnym długopisem zapisuję w nim pomysły i fragmenty dialogów do Julki.

Mam ochotę od jutra zacząć pisać trzecią część Młodego boga.

A jednak.

Skąd ten smutek? Skąd ten przymus skrzywdzenia siebie? Tak, panie M. Niby wiem, że to ta chora część mnie chce uciekać w stare schematy. Nie chce się leczyć. Ale dlaczego?
Gdy się dobrze czuję, jestem twórcza. W końcu znowu jestem twórcza. Nie tak, jak pisząc wiersze. Do weny nie jest mi już potrzebne cierpienie. Pragnienie śmierci. Proza wymaga dobrej kondycji. No, może to zbyt odważne stwierdzenie. Raczej… prozie nie przeszkadza dobra kondycja.

Więc skąd ten syf? Dlaczego chcę się skrzywdzić? Może nie zabić. Nie powiesić. Nie pociąć. Ale zeszmacić lekami.

Odstawiłam Ketrel. Byłam po nim nie do życia. Odcięta od rzeczywistości.

Ostatnio łyknęłam sto miligramów. Przez chwilę zachciało mi się spać, ale szybko przeszło. Tylko okropny ból nóg pozostał. Jak po Rispo. Co mi to dało? Przecież nic. Więc dlaczego mam ochotę znów to zrobić? Tym razem łykając więcej…

Podziel się!

116 – druga część „Młodego boga”

W końcu nadszedł ten sądny dzień!
Etap pisania drugiej części Młodego boga (dla przypomnienia „Młody bóg z pętlą na szyi. Terapia u Doktorka”) uważam za oficjalnie zamknięty!
To sto stron moich dialogów z terapeutą.

Teraz czas na wielokrotne czytanie, poprawianie, dopisywanie, skreślanie, szlifowanie. Jednym słowem redagowanie, korekta i bla, bla, bla. Nie lubię tego etapu.

Niemniej… można uznać, że dziś skończyłam pisać swoją trzecią książkę.

Hip, hip! Hura!

Podziel się!