230 – rozsądku, gdzie jesteś?

Chyba jakoś powoli zaczynam się oswajać z myślą, że nikt mi pracy na piękne oczy nie da. Że nie podczepię się pod Mrówka i nie będziemy pracować w jednej firmie.
CV prawie napisane. Ociągam się z tym – boję się rozmowy z rekruterem. Boję się, że go nie zrozumiem. Choć Mrówek poradził, żeby wyłapywać słowa-klucze.
W tym CV o swoim angielskim napisałam semi-communicative, hehe. Tak chyba zostać nie może…
Codziennie uczę się angola i jQuery. Może coś z tego będzie.

Kwartalnik PSYCHIATRA wysłał w poniedziałek egzemplarz magazynu na adres mojego Wydawnictwa. Czekam z niecierpliwością, aż będę mogła przeczytać recenzję.
Ostatnio śniło mi się, że owszem, zamieścili info o Młodym bogu, ale była to maleńka rameczka z miniaturką okładki i podpisem „Polecamy tę książkę”. Tyle, że nie dało się z tego nic rozczytać – ani tytułu, ani autora. Taki psikus.

Tak bardzo boję się tego wyjazdu. Choć bardzo go pragnę. Przed oczami wciąż przewijają mi się scenki, jak wszystko idzie nie tak. Jak nie dostaję pracy lub jak ją tracę. Jak nie umiem sobie poradzić w obcym kraju. Jak znów zaczynam się niszczyć. Zawsze tak było. Gdy czegoś bardzo chciałam, sama sobie to obrzydzałam – żeby mi się odechciało. Bierna agresja i stagnacja przede wszystkim! Nic, tylko wytrzaskać się po tym głupim pysku.

Podziel się!

229 – emigracja?

I co? I co? I gówno!

Dziś rano na sesji gadałam z terapeutą o wyjeździe.
– Cieszy się pani z wyjazdu?
– W zasadzie tak. Tylko, wie pan, jak zwykle szukam problemów.
– Jakich na przykład?
– Choćby z tym angielskim. Czytanie i pisanie jeszcze w miarę, ale mówienie… ni cholery.
– Jeszcze do niedawna nawet z mówieniem po polsku miała pani ogromny problem.
– W zasadzie tak…
Zaczął się ze mnie śmiać. Co miałam zrobić? Dołączyłam do niego.

Od wczoraj do Mrówka wydzwaniają headhunterzy. Dziś napomknął o mnie jednemu z nich. Mam mu dosłać CV po angielsku. Mrówek wspominał mu, że chcemy pracować w jednej firmie.
– It will be difficult, but I try – odpowiedział.

I zaraz się zaczęło. Łzy w oczach. Myśli samobójcze. Bo jak ja się dogadam z rekruterem? Bo co będzie, jak umówi rozmowę na Skype z potencjalnym pracodawcą? Bo ja w CV boję się wpisać nawet to, co umiem.
A jeśli dostanę pracę? O matko! To się dopiero zacznie!
Bo ktoś mi powie, co mam zrobić, a ja przecież nie zrozumiem!
I już przed oczami scenki, jak wyrzucają mnie z pracy, wracam do domu z płaczem i się tnę, a potem wieszam.
I będzie, że wyszło na moje, bo przecież mówiłam Mrówkowi, że nie dam sobie rady!

Mam siebie dość. I kropka.

Podziel się!

228 – o wydaniu

Wczoraj Redaktor prowadząca z Wydawnictwa przygotowała umowę. Wystarczy ją podpisać i wysłać.
Zaczęłam też wypełniać formularz: opisy książki, nota o autorze, artykuły, streszczenie – różne takie potrzebne do promocji książki.
Zupełnie zapomniałam, że nie naniosłam ostatnich poprawek! Muszę się tym zająć po powrocie od rodziców.

Cały czas mnie martwi, że porzuciłam pisanie. Ale ostatnio też tak było. Zabrałam się za to dopiero po wydaniu książki.

Podziel się!

227 – pozytywnie

Będąc u mamy na wsi, nauczyłam się wcześnie wstawać. Po powrocie do domu nie zmieniłam tego przyzwyczajenia.
W weekend zaczęłam naukę angielskiego na duolingo.com, naukę cholornego javascriptu, do którego przymierzałam się od lat.
Od kilku dni znów biorę zwiększoną dawkę wenlafaksyny. Tym razem mnie nie zamula, a dodaje energii.
Schudłam sześć kilo (po czym przytyłam kilogram, ale to przemilczmy), nie chleję, zdrowo się odżywiam.
Z optymizmem patrzę w przyszłość. Wiem, że mój los i samopoczucie zależą tylko ode mnie. Czuję, że mam realny wpływ na kształt swojego życia. Już nie płynę bezwolnie z prądem rutyny i beznadziei.
Wiem, że nie mogę się poddać. Że muszę walczyć o siebie i komfort wspólnego życia z Mrówkiem. Mam dużą motywację do dalszego leczenia. Nie chcę zmarnować tej jednej jedynej szansy, jaka została mi dana w chwili, gdy komórka jajowa matki połączyła się z plemnikiem ojca. To jest mój czas. I drugiego nie będzie.

Martwi mnie tylko, że znów przestałam pisać. A to zawsze kończyło się źle. Bardzo źle…

Podziel się!

226 – terapia borderline: nauka zdrowej relacji interpersonalnej

Psychoterapia, poprzez rozmowę, pomaga nam uświadamiać sobie niezdrowe mechanizmy, korygować szkodliwe postawy i schematy myślowe, wykształcić prawidłowe reakcje. Ale nie tylko.
Długotrwały kontakt z psychoterapeutą uczy zdrowych relacji interpersonalnych.
Osoby z pogranicznym zaburzeniem osobowości mają duży problem ze stabilnością związków, utrzymywaniem kontaktów społecznych na dobrym poziomie. Ich znajomości często są intensywne i kończą się z wielkim hukiem, a jeśli trwają, są bardzo obciążające emocjonalnie dla obu stron.
Terapeuta, będąc cierpliwym, niekrytykującym towarzyszem w dobrych i złych chwilach, pokazuje, że relacja między ludźmi może trwać niezależnie od okoliczności.
Zawsze byłam uległa w związkach z ludźmi. Czy to z rodzicami, czy znajomymi, chłopakami, czy w pracy. Kontakt i bliskość z drugim człowiekiem kojarzyła mi się z utratą siebie. Z koniecznością wyrzeczenia się swoich potrzeb i pragnień. Wciąż podświadomie spodziewam się ataku i często tak interpretuję rzeczywistość, by przyjąć rolę ofiary.
Stabilna, głęboka relacja z terapeutą uczy mnie, że nie muszę uciekać w swój świat wewnętrzny. Uczy mnie, że o złym samopoczuciu, negatywnych emocjach można rozmawiać i przynosi to ulgę. Że upadki i porażki nie spowodują opuszczenia mnie.
Pierwszy terapeuta posługiwał się groźbą: jeśli podejmę próbę samobójczą – zakończy terapię, jeśli się potnę – mam nie przychodzić na sesję. Źle to wpłynęło na moje zaufanie do niego. Moja interpretacja?
– Jeśli zrobi pani coś nie po mojej myśli, ukarzę panią i opuszczę.
Poza tym wywołało to negatywne skojarzenia z wymuszaniem, zakazami i nakazami że strony rodziców – ojca najbardziej. Potem była już tylko równia pochyła i gwałtowne zakończenie tej relacji.
Obecny terapeuta nic na mnie nie wymusza. Pozwala mi na zmianę we własnym tempie. Wpływa to bardzo pozytywnie na zaufanie i poczucie bezpieczeństwa.
Powoli przekonuję się, że kontakt z drugim człowiekiem może być rozwijający. Że można być ze sobą nie tylko na dobre, ale i złe. Że przyznając się do słabości nie stracę w oczach kogoś bliskiego. Że nie muszę nic udawać. Że najlepsze kim mogę być, to być sobą.

Podziel się!