261 – rekomendacja „Młodego boga…” w „Charakterach”

Recenzja ukazała się w czasopiśmie „Charaktery” 8/2016, www.charaktery.eu Kolejką górską na kozetkę Katarzyna Szaulińska Jak wygląda zamknięty oddział psychiatryczny? Jak by to było wejść na chwilę w skórę osoby z zaburzeniem borderline? Anka Mrówczyńska odpowiada na obydwa pytania. Bez fikcji i wstydu. Jej książka to pamiętnik ze szpitala psychiatrycznego. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu. Emocjonalny rollercoaster, smutna szpitalna rutyna, małe radości, ocean rozpaczy. Lęk przed porzuceniem. Autodestrukcja. Czy to przyjemna lektura? Niekoniecznie. A mimo to trudno się od niej oderwać. Autorka swoją autentycznością hipnotyzuje i każe przewijać strony e-booka w oczekiwaniu: czy ona wyzdrowieje? Już wkrótce ukaże się drugi … Czytaj dalej

Podziel się!

260 – odlot w psychiatryku

Tak a propos Tisercinu. Podczas pierwszego pobytu w psychiatryku, a było to w niechlubnym roku 2008, byłam bardzo przerażona. Pomijając już całą otoczkę, na kogo pierwszego wpadłam, wzrok współpracjentek wiecznie utkwiony w dowodzie powieszenia, i tak dalej… nie miałam za grosz zaufania do personelu. Ta czarna jędza – ordynator – siała postrach na całym oddziale. Część pielęgniarek szła w te same ślady i to za jej przyzwoleniem. Nie wdając się w to, czym mnie straszyła, jak mnie traktowała, sama obserwacja jej poczynań, przyprawiała mnie o palpitacje serca. Przechadzała się po oddziale, wskazując ręką: – Tę w pasy, tej zastrzyk w … Czytaj dalej

Podziel się!

259 – psychiatra

Wczoraj rano terapia. Znów zaczęłam mówić. Przynajmniej próbowałam. Potem odwiedziny u mamy w szpitalu. Na 20:00 psychiatra. Wyszłam z domu przed 19:00. Część drogi pokonałam autobusem. Zamiast przesiąść się w tramwaj, wybrałam spacer. Nie wytrzymałam. Kupiłam browara i wlekłam się wolno, noga za nogą, paląc kolejne fajki i sącząc piwo. Cała droga wzdłuż ogromnego parku. Kilka kilometrów. Łzy nie opuszczały mnie ani na chwilę. Włosy na twarzy, głowa spuszczona. Ale i tak widziałam kątem oka, że tabuny mijajacych mnie ludzi, zwracają na mnie uwagę. Nie miałam siły się tym przejmować. Przyszłam ze dwadzieścia minut przed czasem. Siadłam w poczekalni zwinięta, … Czytaj dalej

Podziel się!

258 – terapia borderline: gdy nie mówisz o problemie, on znika

Gdy tylko weszłam do gabinetu, od razu zauważył, że coś jest nie tak. Burknięte pod nosem: – Dobry… Bez, nawet przelotnego, spojrzenia na niego. Włosy jeszcze bardziej na twarzy niż zazwyczaj. Skamieniałam na fotelu i patrzyłam na swoje ręce, zakrywające brzuch. Tak bardzo nie chciałam wchodzić w kontakt z terapeutą, że nawet potwierdzenia wyrażałam poprzez zaprzeczenie. – Denerwuje się pani? Wzruszenie ramionami. – Nie miała pani dziś ochoty tu przychodzić, prawda? Potwierdzenie przez zaprzeczenie głową. Co jakiś czas zadawał kolejne pytania. Tylko na jedno odpowiedziałam słownie. – O czym pani myśli? – O niczym. Więcej się nie odezwałam. – Wczoraj … Czytaj dalej

Podziel się!

257 – terapia borderline: wyrok

Na wczorajszej sesji, dwie minuty przed końcem, udało mi się wydusić z siebie to, co próbowałam całe czterdzieści pięć. – Pani Aniu, wrócimy do tego jutro, dobrze? Z ulgą skinęłam głową i pospiesznie wyszłam. Noc pełna koszmarów. Kolejna. Po której zerwałam się z łóżka i w pośpiechu robiłam kawę. Żeby się tylko rozbudzić. Nie chcę tam dziś iść. 11:45 – godzina rozpoczęcia obrad i ogłoszenie wyroku. Tak czuję.

Podziel się!

256 – pisanie najlepszym lekarstwem

Chcąc uporać się ze swoimi obawami dotyczącymi terapii i nabrać do nich dystansu, postanowiłam siąść do „Autoterapii”. Po napisaniu i przeczytaniu czterech stron zorientowałam się, że może i jest to zabawne, ale nie do końca dotyczy tematu tego rozdziału. Czyli co, mam dwie kartki wstępu. Hehe. Ja to rzeczywiście mam swój świat.

Podziel się!

255 – kac po sesji

Wczoraj na zmianę: rozpacz, ulga, pętla na szyi, bezbrzeżny smutek, bezkresna pustka. Amplituda sinusoidy emocjonalnej wprowadziła totalny chaos. Niedający się poskromić w żaden znany mi sposób. Myśli autoagresywne, autodestrukcyjne i te jeszcze bardziej radykalne. Uspokoiła mnie dopiero podjęta decyzja. Zjawienie się w poniedziałek w gabinecie, by zakończyć naszą współpracę. Należy mu się ten szacunek, by rozstać się osobiście, a nie za pomocą sms. Dziś została tylko pustka, po kolejnej koszmarnej nocy. Najpierw śnił mi się terapeuta. Oczywiście nie mogło zabraknąć elementów strzelaniny, śmiertelnego zagrożenia, lęku o życie Mrówka, i innych tego typu atrybutów koszmaru. Potem akcja przeniosła się do cioci … Czytaj dalej

Podziel się!

254 – terapia borderline: musi być gorzej, by mogło być lepiej?

Koszmarna noc. Po obudzeniu byłam bardziej zmęczona, niż się kładąc. – Ten sen to wyraz kłębiących się w pani emocji. Heh. Sesja rozjebała mnie do reszty. Do domu wracałam ścieżką za blokami, chcąc schować się przed wzrokiem przechodniów. Zupełnie olałam zakupy, które zawsze robię w drodze powrotnej – nie potrafiłam powstrzymać łez. Przygniótł mnie ogromny wstyd, wyrzuty sumienia i poczucie winy, że po początkowym milczeniu, otworzyłam się. Jakbym robiła coś bardzo złego chodząc na terapię. Chciałam zapaść się pod ziemię, gdy musiałam odwracać twarz w jego stronę, by sięgnąć po chusteczkę. – Wstyd, poczucie winy, to emocje z przeszłości. Terapia … Czytaj dalej

Podziel się!

253 – mówcie mi: motywacja!

Jako dziecko, byłam radosna, wesoła, pełna życia, bystra, rezolutna, ambitna, głodna świata, wiedzy, głodna nowych przeżyć i doświadczeń. Tak bardzo kochałam życie! Nadal je kocham. To prawda, sześć razy próbowałam je sobie odebrać, ale nigdy nie straciłam do niego sentymentu. Pozwoliłam, by zaburzenia zapanowały nade mną. Uwierzyłam, że to prawdziwa ja. Zaczęłam się niszczyć. Odrzuciłam to, kim byłam. Dałam się stłamsić objawom chorobowym. Muszę. Muszę odzyskać kontrolę nad swoim życiem! Chcę być tym, kim miałam być. Myślę, że uratowało mnie pisanie. Największa pasja mojego życia. Nawet w najgorszych chwilach, ze stryczkiem na szyi, z tyłu głowy miałam myśl, że chcę … Czytaj dalej

Podziel się!

252 – terapia borderline: praca, praca i jeszcze raz praca

Powróciłam do świata żywych. Po raz kolejny się podnoszę i zaczynam swoją walkę od nowa. Terapeuta zauważył, że mój nastrój i nastawienie zmieniły się diametralnie od wczorajszej sesji. – Skoro czuje się pani lepiej, mogę znów zacząć mówić o rzeczach dla pani trudnych? – No ja! Chce pan wszystko zepsuć? – roześmiałam się. – Jest w pani ogromny lęk przed bliskością. Ostatnio poczuła pani, że się do mnie zbliża i poszła lawina, prawda? Przytaknęłam głową. – Tak, jakby ta bliskość miała panią w jakiś sposób skrzywdzić. I broni się pani przed tym, odcinając się od kontaktu. Co nie znaczy, że … Czytaj dalej

Podziel się!