387 – na przekór!

– Zrób to – ktoś mnie poprosi. Nie umiem. Nie potrafię. Nie dam rady. Nie poradzę sobie. Nie chce mi się. Bierna agresja wychodzi ze mnie, jak olej podczas pierwszego tłoczenia. Ale spróbuj powiedzieć, że sobie z czymś nie poradzę. Ooo… Choćbym się skichać miała – zrobię to! Od małego – wszystko na odwrót. Czy to w wersji: na złość mamie uszy sobie odmrożę. Czy też: mam marzenia i cokolwiek byście nie mówili, nie zawaham się ich spełnić. Zawsze na przekór. Mając trzy latka poszłam z rodzicami do obuwniczego po sandały dla mnie. Spodobały mi się jedne, ale nie było … Czytaj dalej

Podziel się!

386 – osiwienie

– Widzisz, mówiłem, że kiedyś przez ciebie osiwieję – stwierdził Mrówek oglądając w lustrze swoje pierwsze siwe włosy. – No… A ja przez ciebie – dziś zauważyłam pierwszego siwulca u siebie. – To nie przeze mnie. Przez samą siebie osiwiałaś. Hehe, no może i tak! Starość nie radość. Trójka z przodu coraz bliżej. Ojejejej, moja młodość wchodzi na ostatnią prostą. Całe szczęście, że emocjonalnie jestem dzieckiem. Piotruś Pan – do grobowej deski.

Podziel się!

385 – terapia borderline: cisza po burzy

– Czyli co, kolejna burza za nami – skomentował terapeuta. – Chyba można tak powiedzieć… Choć nie do końca jestem o tym przekonana. Mówienie na sesji dalej stanowi problem. – Te tendencje autodestrukcyjne tu w gabinecie objawiają się pani milczeniem. Jest pani obojętna na kontakt. Wiem. W jednej chwili mówię, a w drugiej zupełnie się odcinam. Nie odpowiadam na pytania. Ignoruję wypowiedzi terapeuty. Znikam. Ciemno przed oczami. I nie ma mnie tam. Nie ma mnie w ogóle. Pustka. – O czym pani myśli? – Nie wiem… – Jak to pani nie wie? Nie rozumiem. – To tak, jakby… Jakbym to … Czytaj dalej

Podziel się!

383 – dupny dzień

Co za z dupy dzień. Nigdy nie lubiłam niedziel, ale ta przeszła samą siebie. Trochę ponad cztery godziny snu. Wstałam skoro świt, bo sen najwyraźniej się na mnie obraził. Siadłam przed kompem i co? Ano właśnie nic. No, prawie. Poprawiłam zaczęty ostatnio rozdział „Majki”. Zmieniłam wydarzenia i nabrało to sensu. Jednak, gdy zaczęłam opisywać morderstwo ojca pewnego młodego redaktora, straciłam wenę, poczucie sensu, a i skupienie odeszło w niepamięć. Dobrą godzinę gapiłam się w monitor, nie wiedząc, co zrobić. Potem było już tylko gorzej. Mdłości, zawroty głowy, osłabienie. Przez ostatnie psychiczne i emocjonalne jazdy oraz powrót do fluoksetyny, spóźnia mi … Czytaj dalej

Podziel się!

382 – z pola bitwy

Najnowsze doniesienia z pola bitwy o siebie. Znów zaczęłam wstawać o ludzkiej porze. To zasługa Prozacu, który rano wybudza ze snu i nie daje na powrót zasnąć. I dobrze. Wieczorem padam, jak mucha. Przymusy autoagresywne osłabły. Myśli samobójcze – też. Nastrój rozczarowująco nie chce współpracować – twardy zawodnik z tego smutku i poczucia bezsensu. Cóż, i z tym w końcu sobie poradzimy. Pisanie. Na razie moje pisanie ogranicza się do researchu i czytania o prokuraturze PRL. Ble, że też musiałam sobie wymyślić taką postać… Słońce za oknem dodaje sił. Znów pojawiają się strzępki wiary, że będzie dobrze. Choć samo się … Czytaj dalej

Podziel się!

381 – mozolnie, ale pod górę

Wczorajsza próba spektakularnego wejścia w rejony położone wyżej wyszła połowicznie. Pisanie „Majki” – było. Marne 664 wyrazy, 4238 znaków wątpliwej jakości, dyskusyjnej treści, która po przemyśleniu zdaje się pasować do całej historii, jak pięść do nosa. Ale nie, nie będę się wściekać na siebie. Już jakiś czas temu powiedziałam sobie: – Mrówczyńska, lepiej napisać rozdział, który się potem skasuje, niż nie napisać nic. Hmm, chyba dobre postanowienie? Nie oczekuję od siebie gwałtownej poprawy nastroju. A raczej konsekwentnej pracy, mozolnego wspinania się pod górę. Powoli. Krok po kroku. Noga za nogą. Wzrok jeszcze odwraca się w stronę łóżka: – Pierdol to! … Czytaj dalej

Podziel się!

380 – rozpisanie

No dobra. Sprawa wygląda tak: Postanowiłam wstać. Dość mam leżenia i kwękania, jak mi źle. Takie wylegiwanie się na dłuższą metę męczy, a i odleżyn można się nabawić. Znam tylko jeden sposób na powrót do życia: pisanie. Plik „Majki” otwarty. I co? No właśnie jedno, wielkie gówno. Przewijam strony w górę i w dół. Zawieszam wzrok na losowych zdaniach. Nie mam weny. Wiem, jak ma wyglądać najbliższa przyszłość bohaterów. Kto, co będzie robił, co się stanie. Ale żeby ubrać to w rozdziały? Nie… mowy nie ma. Może rozpiszę się przy tym wpisie? A może… może nie. Znęcałam się fizycznie i … Czytaj dalej

Podziel się!

379 – dość żółci

Tak bardzo chciałabym napisać, że się podniosłam. Mam dość zalewania Was żółcią z trzewi. Jak kiedyś, na pierwszym blogu. Gdy żyć nie potrafiłam bez użalania się i desperackiego szukania pocieszenia. Bywają momenty, że się uśmiecham. Ba! Czasem nawet szczerze się śmieję. Przypływ siły, nadziei, pragnienie zmian. To wszystko bywa, nawet teraz. Lecz przychodzi noc. Przemyślenia. Ale obiecuję: Podniosę się. Otrzepię. Pójdę dalej swoją ścieżką. Jeszcze chwila. Dzień. Tydzień. Miesiąc. Aż w końcu się otrząsnę. Znów będę śmiać się do słońca. Wdychać noc. Gubić duszę na wietrze. I z wdzięczności za życie będę krzyczeć: – Jestem!

Podziel się!

378 – pozdrowienia z dna

Czwarta czterdzieści cztery. Dookoła cisza i mrok. Natłok myśli wyprowadził mnie w taki kozi róg, że musiałam wstać. Jeszcze chwila, a… Kiedyś myślałam, że kryzys to taki czas, w którym się spada. Aż na samo dno. Potem wystarczy się odbić i wszystko wraca do normy. Może i tak było. Nie pamiętam już lepszych czasów. Kiedyś wystarczyło poleżeć na tym dnie. Popłakac. Dać się pocieszyć. Nabrać sił na powrotną wspinaczkę. Z biegiem lat coś się zmieniło. Dno już nie jest momentem zwrotnym. Coś we mnie odkryło, że da się spadać jeszcze niżej. Jeszcze boleśniej. Jeszcze destrukcyjniej. Teraz leżąc, drapię w nim … Czytaj dalej

Podziel się!