438 – uczę się

Ewoluuję. W żółwim tempie, ale jednak.
A może „Autoterapia” działa? Stałam się mniej kłótliwa. Zawsze szłam w zaparte, szukając powodu do utarczki. Teraz próbuję zrozumieć punkt widzenia rozmówcy. To bardzo ważna umiejętność społeczna, której do tej pory nie posiadałam.
A może jednak to terapia? Albo arypiprazol?

Psychiatra wezwał mnie na dywanik. Wizyta we wtorek.

Podziel się!

436 – terapia borderline: aktywność

Terapeuta wielokrotnie powtarzał mi, jak ważna jest aktywność w profilaktyce stanów depresyjnych. Zgadzałam się z nim, ale nic z tego nie wynikało. Nie miałam siły na nic.
– Ten arypiprazol aktywizuje. Wstaję skoro świt, cały czas coś robię. Dużo piszę. Kuchnia nigdy nie była tak czysta! Ale żeby nie było tak kolorowo, wciąż ten pieprzony smutek. Mam ochotę płakać, ale nie umiem. I to poczucie rozżalenia nie wiadomo czym.
– Myślę, że te emocje związane są z przeszłością. A to, że jest pani aktywna sprawia, że stan depresyjny się nie pogłębia.

Niby tak. Choć z drugiej strony te emocje są coraz silniejsze. Może to przez trzecią część Młodego boga? Napiszę pół strony i chcę tylko iść spać. Albo leżeć, słuchać smutnej muzyki i płakać. I ciąć, nade wszystko ciąć!
– A kiedy się pani ostatni raz pocięła?
– Bo ja wiem… W styczniu?
I nie chce tego robić. Nie chcę. Mam już wystarczająco oszpecone ciało…

Podziel się!

435 – hop, hop!

Chciałam wziąć na tapet „Majkę”. Ale to nie ten czas, nie te okoliczności.
Weno, hop, hop! Gdzie jesteś?

Myślami wciąż jestem w „Terapii u Doktorka”. Niecierpliwię się. Chciałabym już wydać kolejną książkę. Coś mi się wydaje, że znów zabiorę się za pisanie autobiograficzne. „Samobójstwo na raty” (trzecia część Młodego boga) jakby mnie wolała.
A przecież miałam teraz zająć się beletrystyką…

Podziel się!

434 – terapia borderline: pomocna dłoń

Chętnie szłam na sesję. Ostatnio dużo się dzieje.
– Wczoraj zrobiłam dobry uczynek – powiedziałam z uśmiechem i odrobiną dumy. – Byliśmy z Mrówkiem na spacerze. Kiedy wracaliśmy, przy wjeździe do lasu, na drodze leżały kluczyki do auta. Obok zaparkowane trzy samochody. Stwierdziłam, że nie możemy ich tak zostawić. Mrówek zasugerował, że mogą być tej dziewczyny, która mijała nas z psem. Podniosłam je i poszłam za nią. Szłam dobre dwieście metrów, zanim ją dogoniłam. Okazało się, że to jej kluczyki.
– Sprawiło to pani radość, prawda?
– Tak! Ja wbrew pozorom lubię pomagać.
– Ale tylko pisząc.
– Nieprawda! Na ulicy, w sklepie też.

Podziel się!