516 – rekomendacja „Autoterapii” w magazynie „Charaktery”

Rozmawiała Autorka z Mrówczyńską

W świecie, gdzie coraz trudniej o bliskość, gubimy tę najważniejszą, podstawową – relację z samym sobą. Książka pokazuje, jak drogą starć, kłótni i przeprosin można tę relację odbudować.

Anka Mrówczyńska – lub po prostu Mrówka, jak pisze o sobie na swojej stronie – od lat boryka się z zaburzeniami osobowości borderline, z nasiloną autodestrukcją, nawrotami depresji i tendencjami samobójczymi, czego nie tylko nie ukrywa, ale wręcz czyni tematem swoich książek. Do tej pory ukazał się cykl Młody bóg z pętlą na szyi, a teraz Borderline: Autoterapia. Autorka pokazuje umysł osoby z zaburzeniem borderline jako gabinet psychologiczny.
Okładka W Borderline opiekuńczy „Psycholog” i spragniona ciepła „Mrówczyńska” prowadzą rozmowę terapeutyczną, którą sarkastycznie komentuje „Autorka”. Pojawiają się również poboczne postaci, obrazujące stany umysłu osoby z borderline. Każdy rozdział opowiada o innym aspekcie zaburzeń – o złości, smutku, niskim poczuciu wartości, autoagresji.
Dużą wartość książki jest język. Bywa on szorstki, np. „Łapiesz za żyletkę i heja! Chlastasz się jak idiotka!„. Jednak z mojej perspektywy lekarza psychiatry jest to adekwatne odzwierciedlenie sposobu, w jaki pacjenci z rozpoznaniem borderline wyrażają się i myślą na swój temat. Czytelnik z borderline może poczuć się w świecie książki Mrówczyńskiej swojsko i przy okazji dowiedzieć się czegoś na temat mechanizmów działających w tym zaburzeniu – samopotępienia, autoagresji, problemów z ekspresją złości, nadmiernej reakcji na krytykę. Wyjaśnienia oferowane przez postać „Psychologa” są wypowiadane łagodnie i ciepło, w sposób czytelny i zgodny ze współczesnymi teoriami psychologicznymi. Natomiast „Autorka” wrzeszcząca na „Mrówczyńską” dosadnie obrazuje to, co psychologowie nazywają kierowaniem złości na siebie albo krytycznym superego.
Czytelnik jest świadkiem samooskarżeń, zmiennych nastrojów oraz prób samoukojenia, które ścierają się ze sobą nieustannie. Żywość języka sprawia, że książkę czyta się lekko i szybko, a jej ogólny wydźwięk jest pozytywny. Mrówczyńska pokazuje bowiem, jak metodą starć, kłótni i przeprosin buduje się relację z samym sobą.
Jak dowodzą badania, głównym czynnikiem leczącym w psychoterapii – niezależnie od nurtu, w jakim terapeuta pracuje i jakich narzędzi używa – jest relacja z drugim, rozumiejącym człowiekiem – terapeutą. Jak pisze sama Autorka, książka nie zastąpi terapii, może jednak ułatwić zwrócenie się po profesjonalną pomoc terapeutyczną.

Autor: Katarzyna Szaulińska

Źródło rekomendacji: Magazyn psychologiczny „Charaktery” 9/2017, charaktery.eu

Podziel się!

515 – pierwsza sesja od prawie miesiaca

Okropnie się bałam. Paraliżujący lęk kazał nogom zawrócić. Nie dotrzeć do gabinetu.
A jednak. Nie było tak źle. Mówiłam. Opowiadałam, czasem robiąc dłuższe przerwy.
– Jest pani smutna?
– Tak, chyba tak.
– Pomyślała pani o czymś?
– Nie. Tak po prostu. Bez racjonalnego powodu.
Bałam się, że będzie, jak na początku spotkań. Że będzie skrępowanie, wstyd, blokada. Ale nie było. A przynajmniej nie o takim nasileniu, jakiego się spodziewałam.
– Czyli były to trudne trzy tygodnie?
– Oj, tak.

Nastrój poprawiła mi za to lektura rekomendacji mojej „Borderline: Autoterapia, czyli…” w magazynie „Charaktery”. Otrzymałam zgodę na zamieszczenie jej u siebie. Zrobię to na dniach, dziś padam na pysk po pracy.

Podziel się!

514 – powrót do sesji

Mam stresa. Tak dużego, że nie wiem, jak dać sobie z tym radę.
Ostatnio kipi we mnie złość i nienawiść.
Teraz jeszcze pojawił się lęk. Powrót po przerwie jest zawsze taki sam – jakbym szła do gabinetu kogoś, kogo w ogóle nie znam. Kogo się boję i wstydzę. Mam ochotę jutro nie dotrzeć na sesję. Ale wiem, jak bardzo byłoby to zgubne…

Podziel się!

513 – fajrant

Tak wspaniale jest rozłożyć koc nad rzeką w piątkowy wieczór i beztrosko napić się piwka. Po ciężkim tygodniu pracy, gdy człowiek już nie wie, jak się nazywa. Chillout. Spokój. Ukochana osoba obok. Kocham te chwile, gdy nic już nie muszę, a jedynym zajęciem jest odpoczynek i relaks. Choć wtedy demony budzą się z letargu. Chcą popsuć te chwile małego szczęścia.
Ale nie dam się. Mowy nie ma. I dalej będę z zachwytem obserwować pływającą obok wydrę.

Podziel się!

512 – wieczorową porą…

… gdy już nic nie muszę, odzywają się demony. Wołają, obiecując doskonałą zabawę. Jak za dawnych lat – autodestrukcyjnych. Oganiam się od nich, jak od natrętych much. Ale nic sobie z tego nie robią.
Ale wiem, że znów nadejdzie świt. Umownie przyjęty porządek znów zacznie obowiązywać. Wtedy autodestrukcja pasuje tu, jak pięść do nosa. Pozostawiając niesmak i poczucie porażki.
Trzymaj się, Mrówczyńska. Kolejny wieczór, z tysiąca takich. Nie daj się zbyć. Nie daj omamić. A jutro znów uśmiechniesz się do słońca…

Podziel się!