530 – sesja

W weekend napisałam do terapeuty. Musiałam się z nim spotkać jak najszybciej. Nie byłam już w stanie funkcjonować. Bałam się o swoje życie. Na sesji na zmianę płacz i łamiący się głos. Całe 45 minut. -Nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałem panią w tak złym stanie. Chyba wtedy, gdy Mrówek był za granicą. Opowiadałam o wszystkim, co przyszło mi do głowy zakrapiając to solidną dawka łez. – A może jednak pójdzie pani do szpitala? Nie chciałam. Nie chcę. Wytrzymam. Na pewno. Chyba…

Podziel się!

527 – terapia borderline: martwica

Nie widziałam sensu w czwartkowej sesji. Szłam tam, jak na ścięcie. Jak miałam cokolwiek powiedzieć, skoro nie żyłam? Siadłam w fotelu, jak zwykle wpatrując się w swoje dłonie i skubiąc paznokcia małego palca prawej ręki. Cisza. – Nie ma pani ochoty rozmawiać? – odezwał się po kilku minutach. Zawahałam się. – To nie tak… – udało mi się w końcu z siebie wydusić. – A jak? A w moich oczach, jak na rozkaz, łzy. Mnóstwo łez. Nie płakałam. Same leciały. – Nie wiem, co powiedzieć. Ja… Nie myślę. Czuję się martwa w środku… Do końca sesji płakałam. Próbowałam odpowiadać na … Czytaj dalej

Podziel się!

526 – kim jestem?

Nicością jestem. Nie ma we mnie nic. Otchłań unicestwiająca wszystko. Zarabianie, żeby wydawać. Choć bez wydawania też się żyło. Tworzyło się… Chwycić za żyletkę i wyrwać się z tej pustki. Choć na chwilę. Od dawna już nie piszę. Niechaj pasie brzuchy nędzny filistrów naród! Choć ciało wciąż oddycha, ja umarłam.

Podziel się!

525 – terapia borderline: niemoc

To była kolejna z milczących sesji, podczas których z bezsilności i poczucia beznadziei stawały mi łzy w oczach. – Nic dziwnego, że się pani źle czuje – powiedział w końcu terapeuta. Po chwili wahania, zapytałam dlaczego. – Bo odcina się pani od świata. Ma rację. Wiem. Ale nie jestem w stanie powrócić do rzeczywistości. To zbyt boli. Nie mam siły żyć. Nie mam siły pisać ani czytać. Cały czas wypełnia mi praca zawodowa, która też jest ucieczką. Ja, komputer i wirtualni ludzie na służbowym czacie. Tylko pieniądze realne. Przez 45 minut powiedziałam w sumie może ze trzy zdania. Miałam ochotę … Czytaj dalej

Podziel się!

534 – terapia borderline: przyjemność

Wstałam po dziewiątej. Dokończyłam czytać jedną książkę i zaczęłam drugą. Pierwsze piętnaście minut opowiadałam o bieżących wydarzeniach, a potem cisza. – Minął kwadrans, a pani znów zaczęła milczeć. Przytaknęłam głową, wciąż nie otwierając ust. – Pani Aniu, znów ma pani pustkę w głowie? – Tak… – potwierdziłam nieśmiało. Zaleceniem terapeuty jest zwiększenie przyjemnych doznań, których ponoć mój mózg się domaga – choć takiej potrzeby zupełnie nie odczuwam.

Podziel się!

523 – weekend na wsi

Było cudownie. W piątek wolne i wyjazd do moich rodziców. Ich dom jest na skraju lasu. Wróciliśmy wczoraj z trzema wiaderkami własnoręcznie zebranych grzybów. Przez te wszystkie lata zdążyłam zapomnieć, jak to jest przedzierać się przez dwumetrowy młodnik sosnowy. I te piękne podgrzybki, kozaki, prawdziwki, kanie. Do czwartej nad ranem czyściliśmy je i gotowaliśmy sos ze świeżych grzybów. Dziś dzień przetworów – marynowanie, obgotowywanie, mnożenie i suszenie, jak za dawnych lat (kawałki zawieszane na nici i podwieszone pod okap kuchenny). Przypomniały mi się dawne lata, lata dzieciństwa. Wspólne robienie przetworów na zimę. Uwielbiałam to. A jak potem smakowały ogórki, grzybki, … Czytaj dalej

Podziel się!