617 – spotkanie z psychiatrą

Bardzo sie denerwowałam przed wizytą. Nie wiem, dlaczego. Spodziewałam się krytyki albo odrzucenia, choć znam pana T. ponad 4 lata i nigdy nie zrobił nic, co sprawiłoby, żebym się tak poczuła.
– No i co to za tragedie się ostatnio dzieją, pani Aniu? – zaczął, gdy usiadłam w fotelu wpatrzona w swoje paznokcie.
– Znowu wszystko się posypało. Dwa miesiące latałam szczęśliwa, a teraz znów myśli samobójcze, przymus cięcia…
– Stało się coś w pani życiu?
– No skąd. Jak zwykle, samo się zjebało. Mam już tego dość. Dwa, trzy miesiące jest zajebiście, a potem znów…
– Pani Aniu, ale jest lepiej niż kiedyś. Kiedyś było albo źle, albo bardzo źle. Nie było takich długich okresów dobrego samopoczucia. Ten dół też minie. Zawsze to mija. Odwaliła pani kawał dobrej roboty na terapii.
Cóż na to mogłam powiedzieć. Może i miał rację?
– A kiedy wraca pani mistrz słowa? – zapytał, mając na myśli terapeutę.
– Za tydzień.
– No dobrze, to co, jakieś mózgotrzepy piszemy?
Pokiwałam głową.
Oprócz benzo zwiększył mi dawkę arypiprazolu do 15mg, czyli dwukrotnie. Wypisał też recepty na trzy różne antydepresanty. Mam pokombinować.
– I proszę następnym razem nie czekać aż tak pani zjedzie z nastrojem. Jak tylko coś się zaczyna dziać, proszę dawać znać. Lepiej wcześniej niż później – uśmiechnął się. – To będzie moja maksyma. Lepiej wcześniej niż później.
Wyszłam z gabinetu spokojniejsza. Mam być z nim w kontakcie, jak zwykle zresztą.
Zastanawiał się nad szpitalem, ale odmówiłam. Nie jest aż tak źle. Chyba…

Podziel się!

616 – psychiatra

Chcę już jutra popołudniu i wizyty u psychiatry. Pan T. zawsze potrafił poprawić mi nastrój i tchnąć we mnie nadzieję.
Boję się jednak krytyki z jego strony. To coś, co by mnie teraz dobiło.
Potrzebuję Lorafenu. Bo nie daję już rady.
Pan M. z kolei cały sierpień ma mieć wyjazdowy. Sesje więc będą w kratkę. Dopiero od września wszystko się unormuje. Zastanawiam się nad powrotem do dwóch spotkań w tygodniu. Chyba tego potrzebuję…

Podziel się!

615 – emocjonalna nawałnica pustki

Trwa we mnie nawałnica emocji. Nie wiem, co czuję. Nie wiem, co myślę. Czuję i myślę wszystko i nic. Nawałnica emocji, a jednak przeraźliwa pustka.
Jestem małym dzieckiem, zagubionym we mgle. Wołam mamę, ale odpowiada tylko echo. Przytulam się do zimnej ziemi. Biegnę na oślep, tuż nad przepaścią.
Czarna otchłań pochłania mnie. Woła to, co było. Nie chce przyjąć to, co będzie.
Nie potrafię skupić się na pracy.
Znalazłam w Internecie zdjęcie z oddziału psychiatryka, w którym byłam. Fotografia mojej sali, mojego łóżka. Tego drzewa, na którego gałęzi siedział wróbel, o którym pisałam w „Psychiatryku”, gdy zazdrościłam mu wolności. I skrzydeł. To wszystko sprawia, że chcę powrotu tam. Powrotu za kraty. Poczucia bezpieczeństwa, które tam zyskałam. Choć bezpieczna nie byłam – sama z sobą.
Dziwny to stan. Poczucie zagrożenia – z własnej ręki.

Podziel się!

614 – z górki na pazurki

Przez miesiąc byłam w doskonałym nastroju. Cytując Zeusa, byłam jak ptak, latałam. Ze szczęścia. Nic nie mogło mnie powstrzymać. Byłam niepokonana, nieśmiertelna. Spałam po sześć godzin. Nie mogłam się doczekać, kiedy rano wstanę i będę pisać.
Od dwóch tygodni było coraz gorzej. Wrócił przymus cięcia. Od wtorku jest źle. Równia pochyła. Lecę z górki na pazurki. Wprost w dawne szambo. Najchętniej leżałabym cały dzień w łóżku. Łzy w oczach. Bagno w głowie.
Wczoraj pisałam z psychiatrą. Uważa, że przymus cięcia to moja kara dla terapeuty. Żeby, cytuję, wysilił się po powrocie wakacyjny zdrajca.
Nie zgadzam się z nim. To nie ma nic wspólnego z terapeutą. Owszem, jestem na niego trochę zła, że zostawił mnie w trudnym dla mnie momencie, ale bez przesady. Na przełomie maja i czerwca, gdy nie było go miesiąc, też byłam zła. A nic takiego nie miało miejsca.
We wtorek idę do psychiatry. Poprosiłam o wizytę, by dotrwać do sesji ósmego sierpnia.
Jestem załamana. Jestem smutna. Jestem nieszczęśliwa. Jestem znowu pusta. Nie potrafię pisać.

Podziel się!

613 – SMS do terapeuty

Długo się wahałam, czy napisać do pana M. W końcu nie wytrzymałam i wysłałam SMS o treści:
„Panie M, ja już nie daję rady. Nie wiem, co robić. Nie mogę przestać myśleć o żyletce. Nie mogę się skupić na pracy ani na pisaniu. A kiedy śpię, śni mi się, że się tnę. Nie chcę tego robić, nie wybaczyłabym sobie tego. Czuję się zupełnie bezradna wobec tego przymusu.”
Sekundę później tego żałowałam, mając poczucie, że się wygłupiłam.
Po chwili odpisał, żebym starała się wytrzymać. I żebym rozważyła pójście do psychiatry, skoro tak źle się czuję.
Ale psychiatra nic na to nie poradzi. Wiem, bo leczę się u niego cztery lata.
Chce mi się płakać. Czuję się, jak maleńkie dziecko zostawione samo sobie.

Podziel się!