722 – rozejm

Wczoraj wieczorem długo rozmawialiśmy. Doszliśmy do wniosku, że oboje nie chcemy tego rozstania.
Obiecaliśmy sobie, że będziemy się szanować. Tego szacunku nie było z obu stron. Oboje bluzgaliśmy na siebie i wyładowywaliśmy na sobie swoje złości i frustracje.
To ma się zmienić.
Zobaczymy, jak będzie…

Podziel się!

721 – terapia borderline: rozstanie

O tym, że rozstałam się z Mrówkiem, pan M. dowiedział się od razu w sobotę, z SMS-a. Jednak chyba nie spodziewał się, w jakim nastroju przyjdę na sesję. Byłam rozpromieniona.
– Widzę, że nastrój się pani zmienił – zaczął.
Opowiedziałam mu o cierpieniach zeszłego tygodnia, pijaństwie i cięciu. Potem o tym, jak się rozstaliśmy.
– Chyba pani ulżyło, że w końcu zostało to nazwane, prawda?
– Bardzo!
– Ja tak myślę, że te ostatnie problemy w terapii to była zapowiedź tego. Że chciała się pani rozstać, ale nie ze mną, tylko z Mrówkiem.
Przyznałam, że jest to całkiem możliwe. A więc znowu projekcja!

Cóż mam Wam napisać. To było burzliwe jedenaście lat. Ale tak będzie lepiej dla nas obojga.

Podziel się!

720 – terapia borderline: autodestrukcja

Na sesji mówiłam. W końcu. Nie było czarnych dziur i pustki w głowie. No, chwilami.
Tym razem rozmawiałam. A o czym? O autodestrukcji, rzecz jasna. Przecież o tym mogę nawijać godzinami, nie?
Problem w tym, że znów wrócił przymus powieszenia się. Ale nie, nie po to, by się zabić. A skrzywdzić. Poczuć ból i mieć śmierć na wyciągnięcie ręki. Poczuć w końcu kontrolę.
Pan M. nie wezwał policji ani nie odesłał mnie do psychiatry. Zna ten stan tak samo, jak ja. Wie, że nie chcę się zabić.
– A co panią powstrzymuje przed tym? – Zapytał w którymś momencie.
– Nie chcę robić sobie krzywdy – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Co nie powstrzymało mnie przed pocięciem się po powrocie do domu…

Podziel się!

719 – terapia borderline: brak przełomu

Dziś nie wzięłam Lorafenu przed sesją. Stwierdziłam, że muszę to przeżyć bez znieczulaczy. Efekt? Nie przeczytałam listu.
Kiedy siadłam w fotelu, znów nie potrafiłam się ruszyć ani nic powiedzieć. Jednak nie przemilczałam całej sesji. Coś tam mówiłam, choć z wielkim trudem. Pan M. zadawałam pytania, a ja próbowałam na nie odpowiadać, choć szło mi różnie.
Przełomu nie było. Niemniej jednak, spotkanie nie należało do całkiem nieudanych.

Podziel się!