810 – złość

Dziś nie umiem sobie poradzić ze złością. Z całą nawałnicą złości. Złości, która wręcz przeistacza się w agresję. Już obdarzyłam jednego z bohaterów Obłędu traumatycznych dzieciństwem pod postacią okrutnego i agresywnego ojca. Opisałam znęcanie się nad chłopakiem. To jednak pomogło tylko na chwilę. Patrzę na blizny na nadgarstku i mam ochotę pociąć się jeszcze mocniej. Ale nic z tego. Nie ma żyletek i nie będzie autoagresji. To postanowione. Znacie jakieś dobre sposoby na porażenie sobie z takim nawałem złości, kiedy to macie wrażenie, że zaraz wybuchniecie? Chodzi oczywiście o sposoby konstruktywne, nie autodestrukcyjne.

Podziel się!

809 – terapia borderline: zakończenie terapii

Dziś na sesji stało się dla mnie coś bardzo ważnego. Udało mi się powiedzieć panu M. o przeniesieniu, o którym pisałam w poprzednim poście. Dlaczego to tak ważne? Ano dlatego, że czuję ogromny lęk przed tego typu wypowiedziami. Często jest tak, że mam jakieś przemyślenia, o których nawet piszę na blogu, jednak nie jestem w stanie ich zwerbalizować w gabinecie. Panicznie boję się uznania moich przemyśleń za błędne i mnie za głupka oraz przyznania, że pan M. jest dla mnie bardzo ważną osobą. Ja to wiem, on to wie, ale nie potrafię tego przyznać na głos. Dziś jednak powiedziałam o … Czytaj dalej

Podziel się!

808 – przeniesienie

Fakt, że pan M. na ostatniej sesji nie odniósł się do mojej obawy, że straci do mnie cierpliwość, spowodował, że pojawił się silny lęk przed opuszczeniem. W reakcji na niego znów chciałam zrezygnować z terapii. Nie chciałam więcej do niego iść. Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym usiąść w gabinecie i mówić lub choćby spojrzeć na niego. Włączył mi się przymus ucieczki. Dziwnym trafem, lęk zniknął całkowicie, gdy pogodziłam się z Mrówkiem, z którym byłam bardzo pokłócona. Zaczęłam się nad tym zastanawiać i doszłam do wniosku, że miało tu miejsce przeniesienie. Bałam się, że opuści mnie Mrówek i przeniosłam te obawy … Czytaj dalej

Podziel się!

807 – terapia borderline: cięcie stoi w sprzeczności z terapią

Bałam się dzisiejszej sesji. W weekend narobiłam głupot. Pocięłam się we własne 33. urodziny. Napisałam do pana M., że rezygnuję z terapii. – Pojawił się we mnie lęk, że straci pan do mnie cierpliwość – udało mi się wyartykułować swoje obawy w pewnym momencie sesji. – Naszym celem jest to, żeby powstrzymywała się pani od działań autodestrukcyjnych – pan M. nie odniósł się do mojego lęku. – Cięcie stoi w sprzeczności z terapią. To działa na zasadzie uzależnienia. To tak, jakby pani ćpała i chodziła na terapię – poczułam, że chce mi dosadnie przekazać to, co ma na myśli. O … Czytaj dalej

Podziel się!

806 – artykuł: potrzeby osób z borderline na przykładzie własnym

Po sesji, na której rozmawialiśmy z panem M. między innymi o moich potrzebach, a raczej ich braku, postanowiłam samodzielnie zgłębić ten temat. Usiadłam na kanapie z moim terapeutycznym notesikiem i zaczęłam się zastanawiać. Czego mogłabym potrzebować? Bo czegoś na pewno. Sama nie wierzyłam, że mogę nie mieć żadnych potrzeb. One muszą być, tylko gdzieś głęboko ukryte. Jako pierwsza do głowy przyszła mi potrzeba poczucia bycia bezwzględnie i bezwarunkowo akceptowaną. To coś, czego brakuje mi całe życie. Coś, czego całe życie się domagam od innych, nawet od obcych, którzy pojawiają się w mojej rzeczywistości tylko na chwilę. Czasem robię to nieświadomie, … Czytaj dalej

Podziel się!

805 – terapia borderline: udawanie depresji

Sesję zaczęłam od stwierdzenia, że znów uleciała ze mnie energia i ogólnie wszystko jest do dupy. Rozmawialiśmy również o tym, że nie wyrażam swoich potrzeb, oczekując, że świat je odgadnie. Mało tego, sama nie wiem, jakie mam potrzeby, więc inni mieliby to odkryć. W trakcie sesji kilkukrotnie się ożywiałam, co nie umknęło uwadze pana M. I wtedy padło z jego strony stwierdzenie, które wbiło mnie w fotel i zszokowało. – Pani udaje depresję. Nastała chwila milczenia, podczas której miałam całkowitą pustkę w głowie. Zdziwiło mnie, że nie miałam ochoty wstać i wyjść, trzaskając drzwiami. Może to zasługa jego tonu, w … Czytaj dalej

Podziel się!

804 – autoagresywny rachunek sumienia

W tamtym tygodniu zrobiłam autoagresywny rachunek sumienia. Wypisałam „za” i „przeciw”. Nie ukrywam, że zdecydowana przewaga „przeciw” pomogła mi nie sięgnąć po żyletkę. Za: zaspokojenie przymusu, chwilowe, acz natychmiastowe poczucie ulgi, odwrócenie uwagi od cierpienia psychicznego. Przeciw: pogłębienie stanu depresyjnego, blizny, wzmacnianie psychopatycznej i sadystycznej części mnie, sprzeczność z celami: zdrowie psychiczne, dobre samopoczucie, umiejętność radzenia sobie z przeciwnościami i dyskomfortem psychicznym, przeżywanie emocji i umiejętność ich regulacji zamiast odreagowywania na sobie. wzmacnianie złości i poczucia winy, poczucie porażki, wpadanie w ciągi, ranienie bliskich. Autoagresywna abstynencja trwa.

Podziel się!