840 – SMS-owa pogawędka z psychiatrą

Mój psychiatra-pracoholik zazwyczaj nie ma czasu odpisywać na SMS-y. Czasem jednak zdarza się nam SMS-owa pogawędka. Tak było na początku września, po sesji, na której pan M. zasugerował wyznaczenie daty zakończenia terapii. Od tej fatalnej sesji cały czas myślę. Rozum podpowiada mi, że powinnam iść w poniedziałek i porozmawiać z terapeutą. Ale z drugiej strony nie wiem, czy emocjonalnie dam radę. Na samą myśl, że mam wejść do gabinetu, usiąść koło niego i mówić… robi mi się niedobrze, łzy napływają mi do oczu i mam ochotę uciec jak najdalej. W jednej chwili z zaufanego i lubianego specjalisty stał się obcym … Czytaj dalej

Podziel się!

839 – terapia borderline: to nigdy pani nie przejdzie

W tym tygodniu miałam sesje dzień po dniu – wtorek i środa. Wtorkowe spotkanie niemal w całości poświęciłam mojej relacji z Mrówkiem. Jednak zahaczyłam również o problem chwiejności emocjonalnej. – Cały piątek byłam na petardzie emocji z konferencji. I pół soboty. Siedzieliśmy sobie nad rzeką, piliśmy piwo i nagle jeb, zrobiło mi się tak okropnie smutno, wszystko straciło sens. Mam dość tych wahań nastroju. Jeszcze rozumiem, jakbym o czymś pomyślała, coś sobie przypomniała albo zinterpretowała na swoją niekorzyść jakąś pierdołę. Ale nic takiego nie miało miejsca – żaliłam się panu M., a wtedy on powiedział coś, co sprawiło, że poczułam … Czytaj dalej

Podziel się!

837 – pierwsze wystąpienie publiczne

Nie uwierzycie. W piątek miałam pierwsze wystąpienie publiczne! Mało tego, po początkowej ogromnej tremie, nieco się wyluzowałam i całkiem dobrze rozmawiało mi się z Magdą (Magdalena Skuza-Singh, szefowa Polskiego Towarzystwa Terapii Dialektyczno-Behawioralnej). Rozmawiałyśmy o moich autobiograficznych książkach. Miało to trwać dwadzieścia minut i poruszyć jeszcze inną problematykę, a wyszło na to, że rozmowa objęła połowę zakładanych tematów i wydłużyła się do ponad pół godziny. Nie bez znaczenia dla mnie było, że Magda prowadziła mnie niejako za rękę, zadając odpowiednie pytania. Prawie nie musiałam zaglądać do konspektu. Jestem jej za to wdzięczna. Planujemy również nagrać rozmowę, w której poruszymy wszystkie zagadnienia, … Czytaj dalej

Podziel się!

836 – terapia borderline: 28 maja 2021

Właśnie wróciłam z sesji i doświadczam całej gamy emocji. Od smutku, przez poczucie straty, rozpacz po wzruszenie, radość i poczucie bycia z siebie dumnym. A co to spowodowało? Ano już wyjaśniam. Weszłam do gabinetu znowu spóźniona pięć minut. Szlag by to, im wcześniej zaczynam się zbierać, tym bardziej się spóźniam. Wyjaśni mi ktoś ten paradoks? Ale do rzeczy. Gdy już wyjaśniłam panu M., skąd to dzisiejsze spóźnienie, zapytał mnie, jak się czuję, z racji tego ostatniego kryzysu. Stanowczo podsumowałam tamte dziesięć dni. – Wróciłam z dalekiej podróży. Dziesięć dni od poniedziałku dwa tygodnie temu do wtorku w zeszłym tygodniu mam … Czytaj dalej

Podziel się!

835 – terapia borderline: to kara!

Minął tydzień, a ja wciąż nie napisałam nic o zeszłoponiedziałkowej sesji. A działo się, oj, działo. Jeszcze przed wyjściem z domu zatankowałam jakieś dwieście mililitrów białej Żubrówki. Na wyjście wzięłam ze sobą jeszcze setkę zmieszaną z colą. Zwykle droga do gabinetu zajmuje mi kwadrans. Tym razem jednak szłam o wiele wolniej, więc mogło mi to zająć kilka minut więcej. Kiedy usiadłam na ławce przed klatką, w której mieszkaniu przyjmuje pan M., było około pięciu minut do początku sesji. Popijałam swojego drinka i paliłam papierosa. Z klatki wyszedł pan M. i witając się ze mną, gdzieś poszedł. Nie odpowiedziałam mu. Po … Czytaj dalej

Podziel się!

834 – przememłane emocje lub ukrzyżowanie terapeuty

No, dobra. Dziś odniosłam mały sukces. Pierwszy dzień od półtora tygodnia nie ryczałam. Od zeszłego poniedziałku było to jedyne zajęcie (oprócz spania), któremu poświęcałam zdecydowaną większość dnia. Ale nie, to nie tak, że przetrawiłam emocje. Przez dziesięć dni je memłałam, żeby w końcu przegryźć i przełknąć. Dopiero teraz zaczyna się etap trawienia. Jestem dużo spokojniejsza. Na tyle, że również pierwszy dzień nie wzięłam Lorafenu. A ostatnimi czasy leciałam na maksymalnej dawce albo i powyżej (przepraszam, Doktorze). Wczoraj po dwudziestej drugiej zadzwonił pan T. w odpowiedzi na moje wiadomości. Biedny pracoholik dopiero wrócił z pracy i właśnie wychodził z psem na … Czytaj dalej

Podziel się!

832 – terapia borderline: jeden wielki chaos

Chciałam opisać to, co działo się wczoraj na sesji. Ale nie mam siły. Nie mam siły na nic. Postaram się do tego wrócić. Może dam radę. Tymczasem znów nie daję rady. Jest we mnie taki chaos… Sama jestem chaosem. Nie wiem nic. Nie wiem, czego chcę. Nie wiem, co czuję. Nie wiem, kim jestem. Nie wiem, co dalej. Nie wiem, czy żyję. Nie wiem, czy w ogóle chcę żyć. Czy jeszcze zależy mi na zaczerpywaniu powietrza? Dotlenianiu płuc? A może by tak udusić ten durny mózg. Zasnąć. Więcej się nie obudzić. Nie wiem, czy jest we mnie cierpienie. Na pewno … Czytaj dalej

Podziel się!

831 – dwa słowa do hejtera

Nie mam siły żyć pod naporem takiego hejtu. Coraz więcej osób chce mnie zdeptać jak obrzydliwego robaka. Właśnie tym dla Was jestem? Nie rozumiecie, że moje, nazywane przez Szmiry (książki autobiograficzne) nie leżą już w kręgu moich pisarskich zainteresowań? Owszem, napisałam je 4. Ale to byłoby na tyle. Od dawna już zajmuję się beletrystyką. Wydalam jeden thriller, a 3 kolejne czekają na wydanie. Do tego zaczęłam pisać piąty dreszczowoec. Moim celem jest jak najszybsze wyleczenie się i zamknięcie tego rozdziału za sobą. Niestety, ostatnie wydarzenia sprawiły, że wystąpił u mnie regres. Także dzięki Wam, kochani hejterzy. Skoro nie lubicie moich … Czytaj dalej

Podziel się!