876 – zawenowanie

Wena mnie nie opuszcza. Wczoraj, mimo soboty, o ósmej rano miałam napisaną już stronę A4 Guru. Przed południem, bo zrobiłam sobie drzemkę, dołączyła do niej druga.
Teraz zapełniam elektronicznymi literami dwudziestą piątą stronę powieści. Wykorzystując algorytm otrzymany z wydawnictwa obliczyłam, że pagina Guru wskazuje już sześćdziesiątkę.

Z nastrojem bardzo różnie. Niby nie jest zły, ale fakt kończenia terapii skutecznie go obniża. Mija siedemnasty dzień bez analogowej fajki, a ja przyłapuję się na tym, że mam ochotę zapalić tradycyjnego papierosa. Ale nie dlatego, że mnie ciągnie. Czuję przymus zniszczenia czegoś. Czegoś dobrego i ważnego dla mnie.

Wciąż nie potrafię wyzbyć się nadziei, że uda mi się przekonać pana M., abyśmy nie kończyli w maju. Że uda mi się wydrzeć choć jeszcze kilka miesięcy. Terapeuta uważa, że nigdy nie będę czuła się gotowa na zakończenie, ale ja się z nim nie zgadzam. A na pewno nie w pełni. Czuję po prostu, że to jeszcze nie czas. Że ilość problemów i konfliktów wewnętrznych, które jeszcze w sobie mam, nie pozwoli mi na samodzielne życie. Że prędzej czy później, a raczej prędzej, wrócę do tego, co było. Że bez wsparcia z jego strony popłynę.
Na co dzień nie jest to takim problemem, bo całkiem dobrze sobie radzę, gdy jest w miarę normalnie. Ostatnia trzytygodniowa przerwa minęła bezboleśnie. Jednak kiedy pojawia się kryzys… nie potrafię nawet wytrzymać bez pisania do terapeuty. A mam przecież świadomość, że dwa razy w tygodniu idę do gabinetu i mogę z nim porozmawiać. A tak? Będę sama. Całkowicie sama.

Pan M. chce, żebym nawiązała naturalne relacje, które będą dla mnie wsparciem. Ale ja mam Mrówka i przyjaciółkę B. Nie chcę, nie potrzebuję nikogo więcej. Nie wyobrażam sobie, że miałabym zbliżać się do kolejnej osoby. To zbyt niebezpieczne, zbyt bolesne i zbyt zagrażające. Niepotrzebne z mojego punktu widzenia. Nie chcę tego!

652 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.