885 – terapia borderline: roztopy

Można by pomyśleć, że dziś we mnie nastąpiły roztopy. Jak zaczęłam płakać dwie godziny przed spotkaniem z terapeutą, przepłakałam caluteńką sesję i skończyłam dopiero w domu, gdy wyczerpana, zasnęłam.

Od trzech dni biorę bupropion. Dwie ostatnie noce nieprzespane. Pierwszej udało mi się przedrzemać może trzy godziny. Dzisiejsza to był prawdziwy dramat. Mało tego, że w sumie oko zmrużyło mi się w sumie może na dwie godziny, to jeszcze dręczyły mnie okropne, realistyczne i drastyczne koszmary dotyczące moich bliskich. Nie wchodząc w szczegóły, bo na samą myśl o nich znów czuję się roztrzęsiona, w jednym z nich na ciocię spadł słup wysokiego napięcia. Jeden z elementów konstrukcji wbił jej się w głowę. Wszędzie krew, mózg na wierzchu i ona – jeszcze niewiedząca, że zostały jej sekundy, może minuty życia.
W drugim Mrówek podciął sobie żyły, krew lała się jak z kranu, a ja nie mogłam niczym zatamować krwawienia. Nie potrafiłam też znaleźć telefonu, by wezwać pomoc. Kiedy się obudziłam, przed dobrą chwilę byłam całkowicie sparaliżowana, nie mogąc się poruszyć.

A co spowodowało płacz?
Rozpadłam się dziś na tysiąc kawałków. Jednocześnie pełno konfliktów wewnętrznych, jak:
– pragnienie bliskości – lęk przed nią,
– jestem wartościowa – jestem zerem,
– kocham – nienawidzę,
– nie potrafię okazywać uczuć – składam się tylko z nich,
– poczucie pokrzywdzenia – poczucie winy,
– chcę tylko dawać – chcę tylko brać,
– pragnienie braku cierpienia – nieumiejętność życia bez cierpienia,
– nadzieja na lepsze jutro – brak wiary w lepszą przyszłość,

Kryzys tożsamościowy.
Znów nie mam pojęcia kim jestem. W mojej głowie krążą triady:
– pragnę żyć – pragnę umrzeć – boję się, że się zabiję,
– jestem dobrym człowiekiem – jestem bez znaczenia – jestem bardzo złym człowiekiem,
– nienawidzę ludzi – boję się ich – coś mnie do nich ciągnie.

————– EDIT
Do tego brak akceptacji cielesności, seksualności, własnej płci, mizoginia, a nawet mizantropia. Brak akceptacji terminowości życia. I życia jako bytu o najwyższej wartości dla większości. Samobójstwa dookoła, które kłują mnie, że to nie ja. A jednocześnie ta naiwna miłość do życia. Płacz, pustka, ból, cierpienie, nienawiść, żal, poczucie winy.

————– EDIT

Ten chaos w mojej głowie. Ta przerażająca niepewność, co do tego, kim jestem i czego chcę. Mieszający w zdrowym rozsądku ból wewnętrzny. Ziejąca lodowatym chłodem i wszystko unicestwiająca pustka. A to tego dojmujące poczucie osamotnienia w taj walce. Mimo Mrówka, mimo bliskich, mimo terapeuty. I choć mam wrażenie, że tylko ten ostatni próbuje mnie zrozumieć i jest częściowo w stanie to zrobić, nic nie osłabia tej lodowatej, przerażającej samotności. Samotności w cierpieniu. Osamotnieniu w walce. Z samą sobą.

808 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

5 myśli w temacie “885 – terapia borderline: roztopy

  1. Więcej pracy nad sobą, mniej leków. W borderze na nic ci te leki, jak widać brałaś ich już wiele i nic ci nie pomagają. Chcesz leczyć zaburzone swoje „ja” lekami? Musisz chcieć się zmienić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.