900 – to nara

To ostatni wpis na blogu. Nie mam już siły i cierpliwości do tych wszystkich wiader pomyj jakie wylewają się na mnie, pana M. i przy okazji jeszcze psychiatrę.

Nie macie, kurwa, prawa wypisywać takich rzeczy. Gówno wiecie, ale do komentowania pierwsi. Ja najgorsza i dramatyzuję, pan M. łamie Kodeks Etyki i traktował mnie jak bankomat, sesje nie były terapią tylko spotkaniami towarzyskimi, a ja mam obsesję na jego punkcie. Serio? Na tyle Was stać?

Pierdole to już.

Znów siłą zabrali mnie na wieś. Jestem, kurwa, bezwolną marionetką, którą można przestawiać z kąta w kąt.

Znikam stąd. Więcej o mnie nie przeczytacie. Od teraz pisanie tylko offline. Z dala od wścibskich oczu.

Nara.

807 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

7 myśli w temacie “900 – to nara

  1. I like the valuable info you supply on
    your articles. I’ll bookmark your blog and take
    a look at again here regularly.
    I’m rather certain I’ll be informed lots of new stuff proper right here!

    Best of luck for the following!

  2. „Nie macie (…) prawa wypisywać takich rzeczy.” „Gówno wiecie” – odbieram to jako próbę stawiania granic, jednak nie mogę Ci przyznać prawa do odbierania mi prawa do wypisywania czegokolwiek.
    Nie musisz się identyfikować z tym, co piszą inni ludzie na Twój temat. Prezentują oni jedynie swój punkt widzenia, które może się różnić od Twojego i nie są odpowiedzialni za to, co czujesz, ponieważ możesz zinterpretować ich słowa w dowolny sposób, często niezgodny z intencją nadawcy, który naprawdę nie ma wpływu na to, co sobie do tego przekazu dopowiesz na podstawie swoich wcześniejszych przeżyć, uczuć, doświadczeń, o których możemy nie mieć pojęcia, bo po prostu nie jesteśmy Tobą. Nawet po dokładnym zapoznaniu się ze wszystkimi Twoimi wypowiedziami, książkami i innymi tekstami.

  3. Nie wiem, czego oczekiwałaś od czytelników bloga. Kim dla Ciebie są czytelnicy/komentatorzy, czego od nich potrzebujesz? Jakbyś miała siłę odpowiedzieć na to pytanie, tak serio, nie w afekcie, byłabym szczerze ciekawa. Czy je sobie zadawałaś, czy do czegoś ci komentujący się przydawali, czemuś (oprócz zwiększania zasięgów) służyli?

    Mnie też ciężko czytać komentarze pełne pouczeń, rad, rozliczeń, ocen i umoralnień, zwłaszcza w tak trudnym i delikatnym momencie. Jest dokładnie tak, jak piszesz: nikt nie ma prawa oceniać, ani Ciebie, ani twojej terapii, ani twoich terapeutów/lekarzy, ani twoich/ich decyzji. Nawet jeśli towarzysząc ci codziennie czuje się twoim dobrym kumplem, to przecież nim nie jest. Przecież Ciebie i Twojego życia jest dużo więcej, niż to, co pokazujesz na blogu.

    Jeśli przestaniesz tu pisać, będzie mi tego brakować, ale doskonale to zrozumiem. Masz oczywiście pełne prawo ochronić prywatność cierpienia twojego i twoich bliskich i nie dawać do niego ludziom dostępu w czasie rzeczywistym. Posyłam ciepłe myśli i trzymam kciuki za ten trudny czas.

    Jeśli zdecydujesz się jednak wrócić, będę dalej zaglądać. Można też wyłączyć opcje komentowania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.