907 – wizyta u psychiatry

W poczekalni siedziałam ponad półtorej godziny. U doktora T. zawsze są obsuwy, ale tyle chyba jeszcze nie czekałam.

Bardzo stresowałam się tym spotkaniem. Po niedawnym SMS-ie od niego, ograniczającym mi kontakty z nim poza poradnią, czułam się nieswojo.
– Pani Aniu, żeby była jasność. Nie jestem na panią zły, nie ma we mnie żadnych negatywnych emocji w stosunku do pani. Po dwudziestu latach w psychiatrii i dwunastu w pogotowiu, proszę mi uwierzyć, że pani nawet nie zna takich słów, które mogłyby mnie dotknąć. Okej? – Wyjaśnił.
Kiwnęłam głową.
– To po prostu było… męczące. Jasne?
Potwierdzenie ruchem głowy.
– To co, żółwik na zgodę? – Wyciągnął rękę w moim kierunku.
Znów skinęłam głową, ale się nie poruszyłam.
– Aha, no dobra. Żółwik bez żółwika, rozumiem – skomentował mój brak ruchu.
Przez całą wizytę prawie nic nie mówiłam. Tylko kiwałam głową albo wzruszałam ramionami. Jeśli już coś wychodziło z moich ust, było dla niego niezrozumiałe.
– Mówi pani bardzo cicho, a dodatkowo ta szmata na ustach i mój PESEL, sprawiają, że nie słyszę, co pani mówi.
Zmuszanie się do wyraźniejszego i głośniejszego mówienia było dla mnie nie lada wyzwaniem.

Zdziwił się, że rodzina nie wezwała do mnie pogotowia, coby pod przymusem zabrali mnie do psychiatryka. Oczywiście sam też chciał mnie wysłać do szpitala, ale stanowczo się nie zgodziłam.

Stanęło na tym, że zwiększył mi dwukrotnie bupropion (ze 150 do 300 mg). Amisulpryd bez zmian – 100 miligramów.

Następna wizyta za dwa miesiące.

859 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

3 myśli w temacie “907 – wizyta u psychiatry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.