910 – słomiana wdowa

W niedzielę rano Mrówek pojechał na urlop. I tak oto zostałam słomianą wdową. Ale ciocia przywiozła mi moją ulubioną Fizię, cobym nie była sama jak palec.

To dziwne, ale mam wrażenie, że rozmawiamy z Mrówkiem więcej i więcej mamy sobie do powiedzenia, odkąd nie ma go w domu. Nie świruję z powodu jego fizycznej nieobecności. Tłumaczę sobie, że ma prawo ode mnie odpocząć, nabrać sił i naładować baterie.

Właśnie mijają dwa tygodnie od zakończenia… Gdyby nie moja decyzja, siedziałabym teraz w gabinecie pana M. Jak sobie o tym pomyślę, to… Jednak zauważyłam, że pies bardzo dużo zmienia. Nie skupiam się tak na sobie i swoim bólu. Jestem pogodniejsza, jest we mnie więcej pozytywnych emocji. Czuję się odpowiedzialna za żywą istotę i muszę trzymać się w kupie, żeby się nią opiekować. Chciałabym taka być na co dzień.

Wczoraj udało mi się dokończyć pisanie pierwszego rozdziału „Walcząc o życie”, bo taki roboczy podtytuł nadałam wspomnieniom z terapii u pana M.

A tak się wczoraj relaksowałyśmy.

721 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.