911 – odrealnienie

Trudno mi dziś trzymać odpowiedni poziom kontaktu z rzeczywistością. Derealizacja i depersonalizacja zaglądają do mnie zza rogu. Nie wpadały w odwiedziny przez całe lata. Czasem tylko machając z ukrycia. Przez uchylone okno owiewa mnie zimny wiatr. Ale i on nie jest w stanie sprowadzić mnie na ziemię. Próbuję pracować i niby robota powoli idzie do przodu, ale nie mogę powiedzieć, że jestem na niej skupiona.

Fiźka śpi na posłanku przy biurku. Cichutko chrapie. Pokochałam tego psa.

Codziennie po pracy piszę wspomnienia. Myślałam, że emocjonalnie będzie to dużo trudniejsze. Okazało się jednak, że dominującą emocją podczas pisania jest nostalgia, a nie rozpacz, nie poczucie straty i opuszczenia. Dobrze robi mi ten proces twórczy. Pozwala uporać się z tym, co czułam po zakończeniu terapii. I po raz kolejny okazuje się, że pisanie to dla mnie najlepsza forma autoterapii. Coś czuję, że to będzie moja najlepsza książka autobiograficzna.

Dziś, co prawda, pojawiła się tęsknota za relacją z panem M. Dziś fakt jego odejścia z mojego życia daje mi w kość. Ale nie pociąga za sobą żadnych działań ani przymusów autodestrukcyjnych czy autoagresywnych. Łzy cisną mi się do oczu, ale czyż płacz nie jest zdrowy i oczyszczający? Wolno mi płakać i tęsknić, pozwoliłam sobie na to.

Brakuje mi Mrówka. Dzwoni codziennie kilka razy, przysyła zdjęcia, opowiada. Chcę, żeby był już w domu, ale czekam cierpliwie. Wiem, że potrzebuje tego wyjazdu i cieszę się, że jest mu tam dobrze.

Jest spokojnie. Smutno, lecz spokojnie.

1002 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

3 myśli w temacie “911 – odrealnienie

  1. Smutno i spokojnie. Jak po burzy i walce.
    Jak po deszczu i gradzie. Spokojne dojście do odrodzenia znów i znów i znów.
    Trzymaj się <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.