918 – trzymaj głowę na powierzchni!

Kolejne dni mijają, jeden za drugim, zlewają się w jedno. Wstaję przed siódmą. Od razu siadam do książki i piszę do dziesiątej. Następnie włączam programy wykorzystywane w celach zarobkowych i pracuję do wieczora. Później szybkie zakupy, jakiś obiad. Potem film lub serial i spać. A rano znów od nowa.
Ale nie narzekam. Jestem wdzięczna organizmowi wspieranemu przez trzysta miligramów bupropionu i sto miligramów amisulprydu za to, że jakoś funkcjonuje. Że wystarcza mu pięć, sześć godzin snu, dzięki czemu mam czas na swoją pasję. A i umysł jest w ostatnim czasie łaskawy i nie gnębi mnie złym nastrojem ani kryzysem emocjonalnym.
Choć co jakiś czas zalewa mnie fala smutku, tęsknoty, pustki i poczucia straty, z całych sił próbuję utrzymać głowę na powierzchni. I owszem, czasem ochleję się tych emocji, ale mimo wszystko wciąż nie poszłam na dno.

Sroki odbudowują gniazdo na akacji, która rośnie koło naszego balkonu. W tym roku idzie im to opornie. Choć pracują codziennie od jakichś trzech tygodni, efektów jakoś nie widać. Czy to ta sama parka, która w zeszłym roku straciła jajo? Trudno stwierdzić, wszystkie wyglądają tak samo.

Nasz blok położony jest w stosunkowo niewielkiej odległości od rzeki. Od jakiegoś czasu na osiedlu słychać krzyk ptaków. Myślałam, że to rybitwy, ale nagrania znalezione na internecie obaliły tę tezę. To zdecydowanie odgłosy wydawane przez mewy. Doprawdy nie wiem, skąd się tu wzięły, bo mieszkamy daleko od morza. Niemniej jednak, zamykając oczy, można się poczuć jak nad Bałtykiem i chwilę pofantazjować, że jest się na wakacjach.

Wracając do pisania… pozwala mi ono na uporządkowanie sobie całej wiedzy, którą przekazał mi pan M. Sprawia, że przypominam sobie to, o czym zapomniałam. I tak sobie myślę, że gdyby nie te wszystkie notatki, to wszystko przepadłoby raz na zawsze w mojej niepamięci. A wtedy tak bardzo szkoda by mi było tych sześciu lat. Pisząc, cały czas się zastanawiam, czy mój były terapeuta przeczyta tę książkę. Choć w sumie na jego miejscu zeżarłaby mnie ciekawość, gdyby ktoś mnie opisał, a ja bym się z tym nie zapoznała. A jeśli przeczyta, to czy mu się spodoba? Czy uzna, że jest wartościowa? Że coś za sobą niesie? I nie, nie tworzę laurki dla niego. Po prostu uważam, że jest znakomitym specjalistą, który pomógł mi w znacznym stopniu, choć początkowo tego nie dostrzegałam. Dopiero nabierając dystansu zaczynam widzieć, ile dla mnie zrobił i jak zmieniłam się pod wpływem jego słów. Setek tysięcy słów, które wypowiedział przez te wszystkie lata po to, żebym nauczyła się żyć, przestała siebie zabijać i mogła zacząć doceniać to, co mam.

Tak więc ze wszystkich sił utrzymuję głowę na powierzchni i trwam. I staram się żyć, jakby miało nie być jutra, lecz dziś nie kończyłoby się nigdy.

1283 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

2 myśli w temacie “918 – trzymaj głowę na powierzchni!

  1. Wiem, że masz na nazwisko Witwinowska.
    Czemu ty w ogóle wydajesz książki pod fejkowym nazwiskiem i imieniem? Przecież to absurdalne XD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.