919 – maniana odwalona, można iść dalej

Ależ wczoraj odwaliłam manianę. Bo jakże by inaczej? Raz na jakiś czas odpierdolić trzeba, bo życie byłoby nudne, prawda?

Wczoraj coś się stało, mniejsza o to, co. Trzy tygodnie poprawnego prowadzenia się, poszły się jebać. Z punktu płacz, rzucenie się na łóżko i „nienawidzę życia! Chcę się pociąć! Chcę się powiesić! Chcę zdechnąć!”. I już, pisać książki nie będę. Na święta jechać nie będę, choć dzień wcześniej wykupiliśmy pobyt. W jednej chwili wszystko straciło sens, a ja poszłam spać o dwudziestej, nie jedząc nawet obiadu.
Skutek był taki, że wstałam dziś przed piątą. Powertowałam trochę zdjęcia z dzieciństwa i powzruszałam się na myśl, jaka byłam kiedyś szczęśliwa, radosna i beztroska, bardzo kochana przez rodziców.
Następnie zabrałam się za pisanie książki.
Wczoraj nieźle podniosłam ciśnienie Mrówkowi.
– I tak się wyleczyłaś, tak? Gratulacje. Sześć lat psu w dupę! – Zirytowała go moja postawa.
Ehh, muszę go przeprosić, jak wstanie.
Z pozytywów muszę odnotować to, że nie zrobiłam nic głupiego. Jedyne co, to łyknęłam dwa i pół miligrama lorazepamu, czyli jedną tabletkę dawki, którą biorę. To chyba niewielki koszt, prawda?

Nie byłabym sobą, a tym bardziej sobą po zakończeniu terapii, gdybym od razu nie zaczęła analizować swoich emocji oraz reakcji. Czy mieściły się w granicach tak zwanej normy? Czy miałam prawo i mogłam sobie pozwolić na takie zachowanie? No, dobra, wiem, że nie było to zbyt dojrzałe. Ale czy było chore? Normalnie zapytałabym o to na sesji, a tak… muszę żyć w niepewności i świadomości, że teraz sama wyznaczam standardy. Tylko czemu to musi być tak trudne i nieść za sobą tyle niepewności?

P.S. Dobrze, że ostatnio kupiłam klawiaturę odporną na zalania. W przeciwnym razie nie miałabym na czym pisać. Przed chwilą (jak to się, kurwa, stało?!) wylałam pół kubka kawy na rzeczoną klawiaturę. Taa… nie ma to jak machać przeszczepami w niekontrolowany sposób.

763 Ogółem 2 Dziś
Podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.