920 – moja osobista wojna

Kiedyś myślałam, że to, co wypracuję na terapii, będzie mi dane raz na zawsze. Rzeczywistość jednak okazała się mniej optymistyczna niż moje założenia. Pan M. często powtarzał mi, że chwiejność emocjonalna będzie mi towarzyszyć zawsze, a i kryzysy nie przestaną się pojawiać. Leczenie miało nauczyć mnie z tym funkcjonować i odpowiednio reagować, chociażby poprzez powstrzymywanie się od działań autodestrukcyjnych.

Wiele lat nie potrafiłam się z tym pogodzić, bo zaczynając terapię, oczekiwałam, że uwolni mnie ona od wszelkich złych pokus, przymusów krzywdzenia i niszczenia siebie aż do całkowitej anihilacji. W końcu jednak musiałam uznać, że to, co napisałam w opisie tego bloga, będzie ze mną do końca moich dni.

Borderline, depresja, autoagresja, tendencje samobójcze – z tym walczę na co dzień. Wygrana? Życie.

Bo choćby nie wiem, jak długo było dobrze, to zawsze wróci. I ja wiem, że wracać będzie.

Często wyznawałam terapeucie, że mam silne myśli samobójcze. Że czuję przymus powieszenia się lub podcięcia sobie żył. Ale jeszcze częściej przyznawałam, że nie chcę umierać. Ta wisząca nade mną śmierć i oplatająca szyję pętla to moje przekleństwo. I choć tak bardzo pragnęłam zostać uratowana, zrozumiałam, że nikt tego za mnie nie zrobi. To moja walka. Moja osobista wojna na wielu frontach. Wojna na śmierć i życie, w której stawką jest kolejny dzień. I tak długo jak będę walczyć, będę wygrana. Bo trzymam się tego życia kurczowo, wbijając pazury w jego kruche ciało. I choć ucieka ode mnie nieustannie, ja niestrudzenie biegnę za nim, próbując wyszarpać z niego, ile się da. Bo tak naprawdę, kocham to życie. Tylko czasem nie potrafię o tym pamiętać.

789 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.