948 – terapia borderline: drugie konsultacje u pana K.

Tak na szybko, bo padam na twarz.

Jestem po drugich konsultacjach u pana K. Początkowo mnie wycięło ze dwa-trzy razy i, nie powiem, zestresowałam się tym. Jednak potem zaczęłam przedstawiać cele terapii, jakie zapisałam sobie przez ten tydzień w notatniku (tak, tak, odczytywałam to, co zapisałam, a pan K. powiedział, że jest to jak najbardziej w porządku). Rozmawialiśmy na temat każdego punktu, próbując go wspólnie doprecyzować. Pod koniec musieliśmy przyspieszyć, bo kończył się czas. Tak na marginesie, spotkania u niego trwają godzinę. W każdym razie stres zszedł, a ja byłam zaangażowana w rozmowę i kontakt. Na koniec zapytał mnie, jak się czułam podczas tego drugiego spotkania. Odpowiedziałam, że mniej się stresowałam niż za pierwszym razem. On z kolei przyznał, że odczuł to i dzięki temu czuł się swobodniej.
Dowiedzialam się, że pracuje też z elementami DBT. Myślałam, że tylko ten drugi terapeuta (którego nie wybrałam) sięga po ten nurt. Także pan K. pracuje w CBT z elementami terapii schematów, DBT i ACT. Cóż, od namiaru głowa nie boli, hehe.

Powiem tak, jeśli nie zjebie tego odgrywaniem scenek albo tonami tabelek, chyba spodoba mi się ta terapia. Podczas pierwszego spotkania zaznaczył, że ważna jest dla niego relacja i dialog, czyli coś, co jest w terapii istotne również dla mnie.
Tylko ta godzina… Mam na dwudziestą, a w domu jestem chwilę przed dwudziestą drugą. No, ale jakoś to przełknę.
Tak czy inaczej, na razie jestem zadowolona.

Podziel się!

947 – wydaję „Dwa słowa”!

No, dobra, mogę Wam już powiedzieć. Otóż… wydaję „Dwa słowa”! Dogadałam się z Wydawnictwem.

Planowana data premiery: przełom października i listopada 2021

Założyłam zbiórkę na wspieram.to. Wspomożecie? Nagrodami dla darczyńców są oczywiście egzemplarze „Dwóch słów”. Zapraszam!

Opis książki:

Kiedy zauroczenie przeradza się w obsesję, miłość staje się destrukcyjna, a nadzieja może zabić.

Kinga, początkująca piosenkarka, po zerwaniu z wieloletnim partnerem, postanawia odezwać się do dawnej, nieszczęśliwej miłości. Kiedy dowiaduje się, że Piotr, obiekt jej nieodwzajemnionych uczuć, jest szczęśliwie żonaty i ma dzieci, mimo wszystko postanawia o niego zawalczyć.

Trzydziestokilkulatka podstępem zdobywa jego adres i bezpardonowo wdziera się do spokojnego życia małżeństwa. Jej uczucie staje się obsesyjne i nie zamierza cofnąć się przed niczym, by osiągnąć swój cel – zdobyć Piotra.

Do czego doprowadzi jej zaborczość? Czy tragedii uda się uniknąć? Odpowiedź na te pytania znajdziesz w najnowszym thrillerze psychologicznym „Dwa słowa”.

Jeśli lubisz silny dreszcz emocji, analizę psychiki bohaterów i lawirowanie między jawą a snem, ta książka jest dla Ciebie!

https://wspieram.to/dwaslowa

Podziel się!

946 – płaczliwie

Dzisiejsze nastawienie do wszystkiego jest tak złe, że mam ochotę pizdnąć robotą i iść spać. Przespać to, nie czuć tych wszystkich przykrych emocji, które kłębią się we mnie i otuliły mój umysł jak pieprzona mgła. Która klei się do mnie i nijak nie da się jej rozwiać.
Znów tak bardzo chce mi się płakać. Wczoraj wieczorem było dużo łez. Nie bezpodstawnych.
Tak cholernie boli mnie to, że bliscy nie czują mojej miłości. Że istnieje tak duży rozdźwięk między tym co myślę i czuję, a moim zachowaniem. Że mam w sobie miłość do rodziny, a na zewnątrz wyglądam jak oziębła emocjonalnie sucz. Tyle godzin przegadaliśmy z panem M. na ten temat. A mimo wszystko nie potrafię zachowaniem okazać, że ktoś jest dla mnie ważny. Dlaczego w myślach zależy mi na kimś, a nie zapytam, jak się czuje? Dlaczego martwię się o kogoś, a nie zapytam, jak mogę mu pomóc? Dlaczego czuję do kogoś miłość, a nie przytulę go? Stać mnie tylko na słowa „kocham cię”. Ale nie idą za nimi czyny, co sprawia, że wydają się być one czcze.
Czuję się taka beznadziejna. Chce mi się nad sobą płakać. Usiąść, załamać ręce i płakać.
Za oknem szaro, buro i ponuro. Tak samo w moim wnętrzu. Z chmur co chwilę lecą krople. Jak łzy toczące się po moich policzkach. Co jakiś czas. W niedużym natężeniu.
Bliskich martwią moje wahania nastrojów. Moje skrajności. Dobry nastrój traktują jak objaw, nie remisję. Ale, kurwa, przecież ja tego nie chcę! Nie robię tego specjalnie, bo nie mam wpływu na tę chwiejność nastrojów.
Dziś jest mi tak bardzo źle…

Podziel się!

945 – terapia borderline: konsultacje u pana K.

Wczoraj o dwudziestej miałam konsultacje u drugiego z nowych terapeutów – pana K.
Kiedy usiadłam w fotelu, spodziewałam się, że zacznie, jak wszyscy specjaliści. On mnie jednak zaskoczył.
– Pani Aniu, ja zaczynam zawsze inaczej. Czy ma pani do mnie jakieś pytania?
Zatkało mnie. Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam, że chyba nie.
– Nie chce pani zapytać o wykształcenie, doświadczenie? – Dopytywał.
– Kiedy do kogoś idę, najpierw szukam informacji o nim w internecie – odparłam.
Pan K. się uśmiechnął.
– No, dobrze. W takim razie ja panią popytam – rzekł i zaczął rozmowę od chęci dowiedzenia się, co robię w życiu. Zdziwiłam go swoją otwartością. Wciąż powtarzał, że jeśli nie jestem gotowa o czymś mówić na pierwszym spotkaniu, to jest to jak najbardziej w porządku i on to rozumie. Ale nie było takich tematów, których nie chciałabym poruszać.
Potem rozmawialiśmy o mojej autodestrukcji, autoagresji, tendencjach samobójczych. Chciał wiedzieć również, co udało mi się wypracować na obecnej terapii, a czego nie. Zapytał także, czy już zastanawiałam się nad celami terapii u niego. Ale trudno było mi je sformułować, dlatego też mam się nad tym zastanowić i omówimy to na kolejnym spotkaniu.
– Rozmawiamy już prawie pięćdziesiąt minut. Jak się pani czuje?
– Jestem zestresowana, ale ogólnie dobrze i swobodnie, jeśli o to pan pyta. Bo nie ma pan kija w dupie – zaśmiałam się i opowiedziałam mu, jak bardzo nie lubię spiętych i sztywnych ludzi. Takich, jak pan S. z „Terapii u Doktorka”. Pan K. przyjął tę wiadomość z uśmiechem.
Podczas rozmowy z nim pojawiały się chwile pustki w głowie, a raz wycięło mnie na dłuższą chwilę, gdy wpatrywałam się w dywan. Opowiadałam mu wcześniej o tych odcinaniach się od kontaktu i zamykaniu we własnym świecie.
– Teraz tak panią wycięło? – Zapytał po chwili mojej mentalnej nieobecności.
Przytaknęłam, otrząsając się.
– Ale, kiedy zapytałem, wróciła pani do mnie.
Wyjaśniłam mu, że to dzięki ogólnemu dobremu nastrojowi.
– Przewiduje pani, że na tej terapii też będzie się zdarzać, że pani nie dotrze albo będzie się odcinać od kontaktu?
– Żebym miała nie przyjść, to raczej nie. Ale jeśli chodzi o to zamykanie się w swoim świecie… raczej tak – przyznałam szczerze.

Kiedy wyszłam z gabinetu, miałam niezłą zagwozdkę. Którego terapeutę wybrać? Pana Z. czy pana K.? Długo nad tym myślałam i ostatecznie zdecydowałam się na pana K. Osobowościowo oboje mi pasują, ale przeważyło chyba to, że pan K. pracuje w CBT z elementami terapii schematów, którą to chciałam podjąć. Pan Z. natomiast, wzbogaca CBT elementami terapii dialektyczno-behawioralnej. Zachowam sobie kontakt do tego drugiego. W razie, gdyby coś nie wyszło z terapeutą, którego wybrałam.

Widzę się jeszcze raz z panem K., w przyszłą środę, ale terapię chcę podjąć dopiero od czerwca, gdy zakończę tę u pana M. i wszystko sobie poukładam w głowie.

Podziel się!

944 – iście zajebiste nastawienie, brawo

Znów przyszłam się pożalić. Jest we mnie tyle negatywnych emocji, że muszę spuścić parę, bo chyba wybuchnę. I to nie przepełnionym złością krzykiem.

Jak pisałam wczoraj, po początkowym optymizmie, zalała mnie fala zwątpienia. Myślałam, że to prześpię i obudzę się w lepszym nastroju. I co? Jest jeszcze gorzej niż w nocy.

Najchętniej poszłabym wyżalić się panu M., a potem wróciła do domu i poszła spać w pizdu. Ale nie mogę, bo o trzynastej przychodzi facet od okien. Mam ochotę go odwołać.

Siadłam do książki, ale nie napisałam ani jednego zdania. Wyłączyłam komputer. Nawet pisanie wydaje mi się pozbawione sensu.

Chce mi się płakać. Ryczeć wręcz. I ciąć. I zniknąć. Chyba muszę wziąć benzo, bo jest coraz gorzej, a nie chcę doprowadzić się do stanu, w którym nie będę wstawać z łóżka.

Dziś tak bardzo nie chce mi się żyć. Nie wierzę w to, że ta nowa terapia jakkolwiek mi pomoże. Że uda mi się wyeliminować kryzysy samobójcze czy cięcie. Nie potrafię uwierzyć, że może być lepiej.

Myśl, że za miesiąc kończę terapię u pana M., sprawia, że robi mi się niedobrze. I dodatkowo nakręca spiralę negatywnych myśli.

Chcę się położyć do łóżka, zwinąć w kłębek i płakać. Tak długo, aż zasnę z wyczerpania. Nie mam siły na życie. Nic mnie nie cieszy i nic nie potrafi sprawić, żebym uśmiechnęła się choćby przelotnie. Na myśl o remoncie, który ma się odbyć w ciągu dwóch tygodni, robi mi się słabo. Czy wspominałam już, że lubię stabilizację i nie znoszę zmian oraz zamieszania? A rewolucji w domu to już w ogóle. Panowie mają podobno uwinąć się w jeden dzień, ewentualnie na drugi obrabiając wymienione okna. Ale dla mnie to i tak za dużo.

Opadłam z sił i mam ochotę usiąść dupą w swoim bagienku i narzekać, jak mi w nim źle. Ash… mam dość.

I co? Myślałam, że wyżalenie się we wpisie mi pomoże. A guzik dało. Wcale nie jest mi lżej. Dupa, dupa, dupa.

Podziel się!