930 – przekaz?


To będzie gorzki wpis. Bardzo gorzki.

Długo się nad tym zastanawiam i… jaki przekaz ma płynąć z „Poskromić borderline”? Że warto się leczyć? Że warto się przełamywać, ufać, wierzyć, że będzie lepiej? Że warto wydać kilkadziesiąt tysięcy złotych, nie mówiąc już o setkach godzin życia? Że warto w siebie ładować tony chemii? Tylko po co? Żeby ostatecznie cierpienie było na takim samym poziomie, a do tego doszło poczucie opuszczenia? Zdradzenia? Pozostawienia samemu sobie? Naprawdę? Najpierw masz wiarę, ufasz w pomoc, angażujesz się. A potem zostajesz sam, jak na początku. I nikogo już nie obchodzą twoje łzy, ani krzyki rozpaczy. Nikogo nie obchodzi twoje cierpienie i to, że już nie masz siły żyć. Jesteś sam. Jak na początku. Z tą tylko różnicą, że poznałeś, jak to jest, kiedy kogoś obchodzi twój los i ktoś otacza cię opieką.

Jakie świadectwo ma dać ta książka? A co ja mam odpowiadać tym wszystkim ludziom, którzy o to pytają z nadzieją w głosie, że potwierdzę, iż ma to sens? Mam kłamać?

Jestem sama. Tak, jak na początku. Ból wcale nie jest mniejszy. Nienawiść do życia również. Póki trwała terapia, miałam nadzieję. Często czułam się lepiej. Ale tylko po to, by po jej zakończeniu wszystkie demony wróciły. Silniejsze, sprawiające większe cierpienie.

Znów piję, tnę się, łykam lorazepam garściami, żeby choć przez chwilę poczuć ulgę. Inaczej nie umiem. Inne sposoby nie działają. I z wielką tęsknotą myślę o śmierci.

673 Ogółem 23 Dziś
Podziel się!

3 myśli w temacie “930 – przekaz?

  1. ,,A potem zostajesz sam, jak na początku. I nikogo już nie obchodzą twoje łzy, ani krzyki rozpaczy. Nikogo nie obchodzi twoje cierpienie i to, że już nie masz siły żyć. Jesteś sam. Jak na początku.”. No. Skądś znam..
    A teraz palnę tu frazes jakich mało : i tak warto żyć. Dla CHWIL ulgi po długim szlochu, dla oddechu na łące, dla otwarcia oczu na piękno, usłyszenia dotykającej naszej duszy melodii, zobaczenia jak rozkwitają zawilce. Cholera. Warto. Warto odwlekać w czasie pomysł, chęć, potrzebę, postanowienie by odejść. Choć życie nas boli tak niewyobrażalnie, tak nie-do-nazwania. Przytulam Cię mocno 🌻

  2. „lorazepam garściami” – lekarz Ciebie porzucił, czy Ty złamałaś zasady?
    alkohol…
    Aniu Twoja książka ma wielki sens, ale oprócz tego co czujesz w tej chwili, musi zawierać i spojrzenie Twoim okiem spokojnym; Wiesz co Ci dawała terapia, ceniłaś to i chyba dziś nadal doceniasz; Przecież chciałabyś wrócić do tego co było – do lekarza, do terapii? – ceniłaś tych ludzi za profesjonalizm i szacunek do Ciebie, za cierpliwość; Nie odbieraj SOBIE tego co zbudowałaś dzięki ich wiedzy; Może ja się mylę, może nie było tak jak pisałaś wielokrotnie, może jest tak jak piszesz teraz – serio oni zlekceważyli lata terapii i leczenia i postawili Cię w sytuacji bez wyjścia? oni złamali zasady i odcięli Cię od pomocy?
    miałam wrażenie, że rozumiałaś wszystko co Ci wyjaśniali;
    to mogło stać się zbyt trudne – ale czy oni mieli/mają na to wpływ? czy na pewno to oni powinni się zmienić – być może tak;
    jesteś pewna jakie zmiany powinni wprowadzić w pracy z pacjentami – po pierwsze z Tobą?
    to chyba nie jest dobry moment na takie pytania, ale może to jest jakaś droga do odnalezienia siebie w sytuacji, którą próbujesz rozwiązać; tu chyba nie da się przechytrzyć na skróty siebie samej;

    Być może kiedyś uznasz fragmenty książki napisane dziś, jutro za najważniejsze rozdziały, dziś 100% terapii leży w Twoich rękach – masz wielką wiedzę, mnóstwo umiejętności i miotasz się między alkoholem, lekami garściami i cięciem a tym wszystkim co wymaga zaufania sobie i rozpoznania swojej wielkiej siły; Twoje ksiązki mają pokazywać jak się podnosić, jak sobie radzić – jest niebywała okazja, by powstało coś bardzo prawdziwego, z samego dna i bólu nie do zniesienia i walki o siebie z samą sobą; na ile tworzenie jest silniejsze niż alkohol …? chyba chciałabyś by było zdecydowanie silniejsze;
    trzymam za Ciebie, znajdziesz siebie bezcenną w tym strasznym zamieszaniu; może uda Ci się napisać o tym ze środka swojego piekła do życia, do wiosny;

    • Słońce rani moje czerwone od łez oczy.
      I myślę, że ja już nigdy się nie podniosę. Nie mam na to siły. Ani chęci. Po co? Żeby cierpieć z wyprostowanymi plecami i podniesioną głową? Nie potrafię. Umiem się tylko zwinąć w kulkę i czekać na śmierć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.