936 – fazy samopoczucia

Ostatnio mam niezły zapieprz w pracy zarobkowej i zupełnie nie mam czasu dla siebie. Nie mam kiedy pisać ani czytać. Póki co, jeszcze aż tak nie daje mi to w kość, ale obawiam się, że jeśli ten gorący okres będzie się przeciągał, w końcu znów popadnę w poczucie beznadziei. A mam do tego dużą skłonność. Kiedy nie tworzę, zaczyna ogarniać mnie poczucie bezsensu życia. Obecnie jest z tym o tyle gorzej niż w przeszłości, że kiedyś w trudnych stanach emocjonalnych pisałam wiersze. Moja poezja karmiła się cierpieniem i na nim wzrastała. Z prozą jest inaczej – by powstawała, potrzebne jest mi zazwyczaj dobre samopoczucie i energia.
Całe szczęście, że udaje mi się wygospodarować kilkadziesiąt minut, żeby napisać coś na blogu, bo, gdyby nie to, nie wiem, czy już nie popadłabym w rezygnację.

Ale ja dziś nie o tym.

W każdej wolnej chwili, jaką udaje mi się znaleźć – myślę. A mam nad czym. Próbuję rozgryźć mechanizm działania mojego nastroju i mam już pewne wnioski. Otóż, przyglądając się zmianom w samopoczuciu można zauważyć pewien schemat – cztery wyraźne fazy nastroju.

Normalność
Coś na kształt remisji.
W tej fazie jest normalnie, tak zwyczajnie. Nie ma zbyt wysokich wzlotów ani bolesnych upadków. Nastrój jest wyrównany, a myślenie racjonalne. Wtedy funkcjonuję w granicach normy – śpię, jem, pracuję, tworzę, czytam.
Ale to nie może trwać wiecznie. I w końcu znajduję jakiś powód do zmartwienia.
Często wydawało mi się, że kryzys przychodzi znikąd, po prostu uderza jak grom z jasnego nieba. Ale kiedy się nad tym głębiej zastanowić, okazuje się, że jego początkiem jest jakaś myśl.
Może to być totalna pierdoła, która dla normalnego człowieka nie byłaby nawet powodem do zwykłego zmartwienia, a w moim umyśle urasta do rangi problemu nie do rozwiązania. Problemu, który przekreśla dalsze życie. Czasem jest to dewaluacja mojej twórczości lub poczucie odebrania możliwości tworzenia. Innym razem są to pobudki egzystencjalne.
W moim umyśle powstaje zalążek, który zaczyna nakręcać spiralę. Nie potrafię sobie odpuścić. Nieustanne myślenie o tym sprawia, że z każdą godziną wzrasta on jak śniegowa kula. Przy każdym powrocie zataczając coraz szersze kręgi.
I pojawia się on…

Kryzys
Dochodzę do punktu, w którym mam poczucie, że dłużej żyć nie mogę. Samoświadomość staje się bardzo niewygodna i trudna, dlatego zaczynam uciekać w sen. Śpię coraz dłużej i częściej. Spędzam w łóżku każdą wolną chwilę. Zaczynam tracić poczucie panowania nad sobą. W konsekwencji czego, w końcu pojawiają się myśli, a następnie tendencje samobójcze. Wraz z nimi zalewa mnie tak wielka fala cierpienia, że odbiera mi możliwość racjonalnego myślenia. Ból wewnętrzny jest nie do zniesienia i tworzy złudzenie, że nie ma możliwości dalszego życia. Że zawsze było źle i już nigdy nie nastąpi poprawa. Że jedyną nadzieją na przerwanie tego szaleństwa jest śmierć.
Próbuję jeszcze chwytać się ostatniej, w moim mniemaniu, deski ratunku, czyli autoagresji i autodestrukcji. Zaczyna się chlanie, zapijanie benzodiazepin alkoholem, cięcie – wszystko to, co, wydaje mi się, może pomóc złagodzić wewnętrzne cierpienie, a tak naprawdę tylko je podsyca, bo sprawia, że tracę kontrolę nad swoim życiem. Pan M. często nawiązuje do poczucia kontroli i zwraca mi uwagę na to, że w kryzysach najczęściej właśnie o nią chodzi. Bo mam wtedy poczucie, że nad niczym nie panuję. Płynę z prądem beznadziei, zalewana falami bólu, topię się w cierpieniu. To jest nie do wytrzymania. Do tego stopnia, że chcę odebrać sobie życie.
I z jednej strony chcę się zabić, a z drugiej rozpaczliwie szukam możliwości pomocy. Wypisuję desperackie wiadomości do terapeuty i psychiatry, mając nadzieję, że pomogą mi uzyskać stan, choć chwilowej, ulgi.
Jednak wbrew temu, co wtedy myślę, w końcu emocje nieco cichną. Już nie są tak intensywne, jak wcześniej i powoli przechodzę do kolejnej fazy.

Pustka
Intensywność przeżywanych emocji i desperackie zachowania doprowadzają w końcu do poczucia wyczerpania. Jestem tak zmęczona przeżytym kryzysem, że ogarnia mnie całkowita pustka. Nie odczuwam żadnych emocji, a i myśli gdzieś ze mnie ulatują. Nie mam na nic siły. Patrzę przed siebie tępym wzrokiem i pogrążam się w niebycie.
Wtedy wciąż jest ze mną źle, ale już nie tak niebezpiecznie. Bowiem ta pustka pochłania i unicestwia wszystko. Autodestrukcję, a nawet tendencje samobójcze. I znów mam wrażenie, że ta niemoc jest tak rozciągnięta w czasie, iż zawsze trwała i trwać będzie. Wszystko jest mi całkowicie obojętne. Ta apatia i bierność sprawiają, że przestaję myśleć o samobójstwie. Jest we mnie brak chęci poprawy swojego losu, co w kryzysie jest tożsame z radykalnym przerwaniem cierpienia za pomocą śmierci.
Lecz, wbrew moim oczekiwaniom, i ta faza okazuje się mieć swój koniec. A po niej przychodzi…

Wesołkowata górka
Zjawia się znikąd. Jednego dnia nie czuję nic, a następnego już wszystko mnie śmieszy. Nagle wraca siła i nie potrzebuję kilkunastu godzin snu na dobę. Wręcz przeciwnie – śpię po pięć godzin na dobę, zrywam się z łóżka bladym świtem, bo przecież mam tyle do zrobienia! Podejmuję się każdej możliwej aktywności i nie potrafię usiedzieć na miejscu. Energia ze mnie kipi, co sprawia, że szuka ujścia nawet w ciągłym mamrotaniu do siebie. Cokolwiek robię, komentuję to na głos. Co chwilę wybucham śmiechem. Wieczorem nie potrafię nic obejrzeć w spokoju, bo cały czas coś gadam do Mrówka. No i wszystko wydaje mi się zabawne. Mam wrażenie, że mnie rozsadzi od środka. Ogarnia mnie hurraoptymizm, którego nic nie jest w stanie zakłócić, nawet racjonalne przesłanki. Bo wtedy też nie myślę racjonalnie i funkcje poznawcze są zakłócone, tyle że w drugą stronę. Jestem panią swojego losu, mam poczucie kontroli nad wszystkim. Wszystko mogę, jeśli tylko zechcę. Wszystko mnie zachwyca i wzrusza (nawet reklamy).

Oczywiście te fazy niekoniecznie następują po sobie w tej kolejności. Czasem się mieszają, czasem przechodzą jedna w drugą w innym porządku. Z normalności potrafię wpaść w górkę lub z górki wprost w kryzys, ale po kryzysie zawsze następuje pustka.
Generalizując jednak, zazwyczaj mechanizm wygląda właśnie tak, jak opisałam.

825 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.