938 – oszywiście, długo czekać nie trzeba było

Na co? Ano na to, co robię najlepiej – gnojenie siebie, doszukiwanie się i myśli samobójcze. Siedzę i płaczę. Ten pierdolony świat chce, żebym się zajebała, cały czas rzucając mu pieprzone kłody pod nogi.

I tak myślę… Co za różnica, czy wyhuśtam się teraz, czy za miesiąc?

KURWA! Przecież ja nawet nie chcę się leczyć na koszt państwa. Chcę iść prywatnie. I chuj. Dostałam jedno polecenie na fb. Sprawdziłam – jak w przypadku poprzednich terapeutów, do konca roku nie ma zapisów do kolejki.

Rozmawiałam że znajomą z zarządu PTDBT. Mówi, że w moim mieście nie mają dostępnego mężczyzny po kursie DBT. No i ten kolejny, co odpisał mi, żebym poszła na grupową DBT. Ja nie potrafię być w kontakcie z jednym terapeutą, którego znam 6 lat, izoluję się i wycofuje co chwilę z relacji, bo jest to dla mnie zbyt lękotwórcze i męczące. Więc co dopiero na terapii grupowej… Której, tak na marginesie, na razie i tak nie ma, bo spotkania są zawieszone przez pandemię.

I tak sobie myślę, próbując upchać płynne cierpienie z powrotem do oczu, co za różnica? Co za różnica czy zdechnęjuz teraz czy przecierpię kolejny miesiąc? Z tej sytuacji nie ma żadnego wyjścia.

I nie piszcie mi swoich złotych rad, żebym poszła do kobiety. Bo do kobiety nie pójdę, nie ma takiej możliwości. Nie akceptuję ich w takiej roli, uważam za gorsze i pozbawione kompetencji. Nie otworzę się przed babą ani jej nie zaufam. Nie ma po prostu opcji, żebym mogła pracować z kimś, kto nie jest mężczyzną.

Jestem załamana. Na lorazepamie. Ze łzami w oczach i przymusami, żeby coś sobie zrobić. Tak bardzo chciałabym porozmawiać z Panem M. na ten temat, a sesja dopiero tydzien…

Nic, tylko odciąć się od nich wszystkich. Zostać sama już w tej chwili. I czekać aż zdechnę. Cierpienie rozwali mnie na kawałki, których nie będzie się dało posklejać. Ból, złość i rozżalenie sprawią, że resztki nadziei zgniją.

Nie mam już siły na to wszystko. Serio. Mało tego, że nieustannie szarpię się sama ze sobą, to jeszcze z tym pierdolonym systemem ochrony zdrowia psychicznego.

Kładę się na bruku. Niech jadą po mnie czołgi. Mam to już gdzieś. Z tego życia i tak już nic nie będzie.

773 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

1 myśl w temacie “938 – oszywiście, długo czekać nie trzeba było

  1. Skoro pomoc masz na wyciągnięcie ręki a z niej nie korzystasz to niczyja wina.. tak jak byś chciała na siłę trzymać się swojego złego stanu bo wszystko musi być na twoich zasadach… Może boisz się że kobieta terapeutka bardzo szybko dowie się co leży u podłoża twoich zaburzeń… Mam BPD i uważam że na własne życzenie trzymasz się tego stanu żeby wyrzucać swoje zale zamiast zmienić coś w swojej głowie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.