939 – słowem wyjaśnienia – mizoginia

Czuję, że muszę napisać kilka słów wyjaśnienia do wczorajszych postów. Jak to jest z moją mizoginią?
Ona nie jest chyba u mnie w pełni rozwinięta. To nie tak, że nie cierpię kobiet i mam je za gorsze. Nie lubię kobiet jako ogółu i nie toleruję ich w roli psychiatry/psychoterapeuty, ale tylko w odniesieniu do mnie. Nie mam nic przeciwko kobietom na takich stanowiskach i nie uważam, że nie powinny podejmować się takiej pracy. Jeśli komuś to odpowiada, proszę bardzo. Tu chodzi tylko i wyłącznie o mnie. Nie akceptuję ich w moim procesie leczenia. I tylko w moim.
Moja mizoginia nie przeszkadza mi mieć przyjaciółkę i koleżanki, znajome płci żeńskiej. Więc jeśli jesteś kobietą, nie martw się, nie odrzucę Cię tylko ze względu na Twoją płeć.
Po prostu dla mnie relacja terapeutyczna lub z psychiatrą, to musi być relacja z mężczyzną, inaczej nic z tego nie będzie.

Ot, tyle. Proszę, nie obrażajcie się na mnie za mój stosunek do kobiet jako zbiorowiska. Sama nie akceptuję tego, że jestem kobietą (nie, nie czuję się facetem i nie zamierzam zmieniać płci).

1036 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

10 myśli w temacie “939 – słowem wyjaśnienia – mizoginia

  1. Dla mnie to jest dowód na to, że szukasz wymówki, bo jeśli masz tak nasilone objawy o których mówisz, to wybacz, ale nie mówi się wtedy że nie możesz się dalej leczyć bo nie ma dostępnego faceta terapeuty. Tkwi w tobie jakiś poważny problem. Przy tak nasilonych objawach po prostu człowiek szuka dobrego specjalisty a nie specjalisty mężczyzny. Mam BPD i nie wierzę w to co piszesz, bo człowiek który ma pętlę na szyi w ogóle nie rozkminia s kategoriach takich. To dziecinne.

      • Przeczytałam jedna twoja książkę pierwsza część o BPD i druga a trzecia w części miałam wtedy pozytywne nastawienie do ciebie i widziałam w nich szczerość i więcej pokory… Teraz już nie widzę w twoich postach tego…

      • Tę 3 książki wcześniejsze tchnęły nadzieja i optymizmem, a teraz jakby ten cały obraz legł w gruzach, miałam cię za przykład do wychodzenia z BPD a teraz jakby to wszystko było na samym początku… Nie rozumiem bo już sporo lat się leczę i mam inne spostrzeżenia…

    • Ja mam poczucie, że to nie jest takie proste. Jak byłem na terapii na oddziale, to znajdywały się tam też takie osoby, które miały swoje przeżycia i nie dość, że nie chciały słyszeć o terapii z mężczyzną, to jeszcze nie dały się zbadać przez lekarza odmiennej płci. To nie jest dziecinne IMHO. To w moim odczuciu kwestia przeżyć, traum i komfortu, który powinien być jak największy podczas takiej pracy.

      Inna sprawa, to jest to, że taka niechęć do osób tej samej płci najpewniej bierze się z relacji z obiektami bazowymi w dzieciństwie i – jeśli już Autorka będzie w stanie – warto byłoby nad tym popracować. Myślę, że tu kryje się bardzo duży ładunek emocjonalny i intelektualny, który należałoby odblokować i poddać terapii, bo to może być siedlisko nieokiełznanych mechanizmów…

      Anka, trzymam kciuki!

      • Oczywiście popracować w relacji z kobietą nad relacjami z kobietami. Bo wtedy odpalają się różne mechanizmy, nad którymi można się pochylić. O.

        • Owszem, nie wykluczam tego. Ale teraz mam ważniejsze problemy, niż to, że nie dogaduję się z kobietami. Na pracę nad tym przyjdzie czas, ale to nie jest właściwy moment.

          • Jest to dla mnie zrozumiałe. Trzymam za Ciebie kciuki, Anka. Żebyś odnalazła swoją przystań do pracy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.