945 – terapia borderline: konsultacje u pana K.

Wczoraj o dwudziestej miałam konsultacje u drugiego z nowych terapeutów – pana K.
Kiedy usiadłam w fotelu, spodziewałam się, że zacznie, jak wszyscy specjaliści. On mnie jednak zaskoczył.
– Pani Aniu, ja zaczynam zawsze inaczej. Czy ma pani do mnie jakieś pytania?
Zatkało mnie. Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam, że chyba nie.
– Nie chce pani zapytać o wykształcenie, doświadczenie? – Dopytywał.
– Kiedy do kogoś idę, najpierw szukam informacji o nim w internecie – odparłam.
Pan K. się uśmiechnął.
– No, dobrze. W takim razie ja panią popytam – rzekł i zaczął rozmowę od chęci dowiedzenia się, co robię w życiu. Zdziwiłam go swoją otwartością. Wciąż powtarzał, że jeśli nie jestem gotowa o czymś mówić na pierwszym spotkaniu, to jest to jak najbardziej w porządku i on to rozumie. Ale nie było takich tematów, których nie chciałabym poruszać.
Potem rozmawialiśmy o mojej autodestrukcji, autoagresji, tendencjach samobójczych. Chciał wiedzieć również, co udało mi się wypracować na obecnej terapii, a czego nie. Zapytał także, czy już zastanawiałam się nad celami terapii u niego. Ale trudno było mi je sformułować, dlatego też mam się nad tym zastanowić i omówimy to na kolejnym spotkaniu.
– Rozmawiamy już prawie pięćdziesiąt minut. Jak się pani czuje?
– Jestem zestresowana, ale ogólnie dobrze i swobodnie, jeśli o to pan pyta. Bo nie ma pan kija w dupie – zaśmiałam się i opowiedziałam mu, jak bardzo nie lubię spiętych i sztywnych ludzi. Takich, jak pan S. z „Terapii u Doktorka”. Pan K. przyjął tę wiadomość z uśmiechem.
Podczas rozmowy z nim pojawiały się chwile pustki w głowie, a raz wycięło mnie na dłuższą chwilę, gdy wpatrywałam się w dywan. Opowiadałam mu wcześniej o tych odcinaniach się od kontaktu i zamykaniu we własnym świecie.
– Teraz tak panią wycięło? – Zapytał po chwili mojej mentalnej nieobecności.
Przytaknęłam, otrząsając się.
– Ale, kiedy zapytałem, wróciła pani do mnie.
Wyjaśniłam mu, że to dzięki ogólnemu dobremu nastrojowi.
– Przewiduje pani, że na tej terapii też będzie się zdarzać, że pani nie dotrze albo będzie się odcinać od kontaktu?
– Żebym miała nie przyjść, to raczej nie. Ale jeśli chodzi o to zamykanie się w swoim świecie… raczej tak – przyznałam szczerze.

Kiedy wyszłam z gabinetu, miałam niezłą zagwozdkę. Którego terapeutę wybrać? Pana Z. czy pana K.? Długo nad tym myślałam i ostatecznie zdecydowałam się na pana K. Osobowościowo oboje mi pasują, ale przeważyło chyba to, że pan K. pracuje w CBT z elementami terapii schematów, którą to chciałam podjąć. Pan Z. natomiast, wzbogaca CBT elementami terapii dialektyczno-behawioralnej. Zachowam sobie kontakt do tego drugiego. W razie, gdyby coś nie wyszło z terapeutą, którego wybrałam.

Widzę się jeszcze raz z panem K., w przyszłą środę, ale terapię chcę podjąć dopiero od czerwca, gdy zakończę tę u pana M. i wszystko sobie poukładam w głowie.

676 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.