951 – tama puszcza, zalewa mnie syf

Wiedziałam. Wiedziałam, że tak będzie. Że to nieświadome odcięcie od emocji w końcu puści i zaleje mnie syf.

Smutek dokładnie oplótł mój umysł. Wżarł się we mnie niczym kwas. I boli. Przynosi nieznośny ból. Łzy cisną się do oczu. Ale płakać nie potrafię. Jest mi tak niewygodnie z tym smutkiem. Chciałabym wziąć lorafen i iść spać. Żeby nie myśleć. Żeby nie czuć.

Przed oczami cały czas mam cyfrę pięć. I rozkład sesji na kalendarzu, co wzbudza silny niepokój.

Do tej pory właściwie nie poruszałam z panem M. problemu poczucia opuszczenia. Byłam odcięta, nie pojawiały się w związku z tym żadne emocje dotyczące końca relacji. Ale teraz… jest źle. Obawiam się, że będzie jeszcze gorzej. Myślałam, że jestem gotowa. I racjonalnie jestem. Ale emocjonalnie wciąż jestem małym dzieckiem, które rozstanie jednoznacznie wiąże ze śmiercią. Śmiercią obiektu i, co za tym idzie, swoją własną. Nie chcę, tak bardzo boję się kolejnego kryzysu. Zaprzeczenia wartości życia i stwierdzenia, że ono nie jest już możliwe. Czy te pięć spotkań coś zmieni?

Czekam aż lorazepam zacznie działać. Położyć się nie mogę, bo muszę coś zrobić w pracy na już. Zresztą nie chcę uciekać w sen. Wczoraj to zrobiłam, przesypiając cały dzień. A potem było mi jeszcze gorzej.

Pozwalam sobie na smutek. Na tęsknotę, która już się pojawiła. Ale to niewiele daje. A na pewno nie przynosi ulgi. Pojedyncze łzy wypływają z oczu. Ciepłe krople na zimnych policzkach. Nie chcę tego… tak bardzo się boję.

775 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

1 myśl w temacie “951 – tama puszcza, zalewa mnie syf

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.