953 – zaczyna się. Równia pochyła.

Weszłam na równię pochyłą. To początek końca. Rozpędzam się w stronę przepaści. Nikt i nic nie może mnie uratować. Samotna jak palec, niedojrzała jak dziecko, cierpiąca do granic możliwości. Odzywa się mój organiczny, bezbrzeżny smutek, który niepostrzeżenie przeradza się w niemające początku i końca cierpienie.

Jak dam radę wystąpić w czwartek? Czy w ogóle do tego spotkania dotrwam?

Tak bardzo mi źle. Tak bardzo nie widzę w niczym sensu. Przeżywam to tak, że po piątym spotkaniu skończy się wszystko. Możliwość dalszej egzystencji, też.

Moje myśli zaprząta jedynie autoagresja i autodestrukcja. Ileż bym dala za żyletkę!

155 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.