955 – powrót do żywych?

No, dobra. Trzy dni z dupy, w większości przespane. Cięcie było, plany powieszenia również. Była wiadomość do pana M. i chęć rezygnacji ze wszystkiego. Było morze łez. Dziś pobudka o piątej rano, by znów zacząć żyć.

Siedzę nad tekstem wystąpienia na spotkaniu ze studentami psychiatrii WUM. Mam na razie dziesięć stron A4 na komputerze i nie ma najmniejszej szansy, żebym to wszystko powiedziała z pamięci. Mam nadzieję, że zerkanie na kartki nie zostanie źle odebrane.

Próbuję się jakoś uspokoić. Pogodzić się z tym, że relacja z panem M. dobiega końca. Dzwoniłam w piątek do poradni. Pan T. pracuje w niej tylko do końca maja i odchodzi. Będzie przyjmował tylko w prywatnej praktyce. Nie chcieli mi jednak podać żadnych szczegółów. Pomyślałam sobie „okej, napiszę do niego”. Oczywiście nie odpisał. Także zostaję bez lekarza. Mam leki na miesiąc a potem… Jestem na siebie tak okropnie wściekła. Że doprowadziłam do ostateczności tak wspaniałego lekarza, po, kurwa, siedmiu latach nie wytrzymał. I nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Straciłam wspaniałego lekarza i zostałam bez żadnego.

Wczoraj wzięłam ostatnią tabletkę lorazepamu. Naprawdę próbuję się jakoś ogarnąć, ale mam wrażenie, że choć idę pod górę, w statecznym rozrachunku szybciej jednak zjeżdżam.

Mój drogi umyśle, daj mi trochę wytchnienia. I pozwól wywiązać się z obowiązków, których się podjęłam.

876 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

1 myśl w temacie “955 – powrót do żywych?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.