959 – końcówka terapii, szkolenie i urlop

Wczoraj miałam sesję, a po niej zrobiło mi się tak bardzo chujowo. Świadomość, że został mi tylko tydzień, dwie sesje. Że w przyszły czwartek spotkam się z panem M. po raz ostatni… chce mi się płakać. I wiem, rozumiem, że ten smutek, złość, poczucie końca, straty, to naturalne emocje. Że ich pojawienie się jest zdrowe i świadczy tylko o tym, że nasza relacja była udana i ważna dla mnie. Ale tak trudno jest mi je wytrzymać. Pokusa zagłębiania się w ten stan jest ogromna. Bo przecież to koniec naszej relacji, rozstanie. Pozostałości po zaburzonej części mnie, szepczą do ucha, że moim obowiązkiem jest kryzys. Bo przecież to koniec wszystkiego, poczucie sensu nie ma racji bytu, a co za tym idzie, dalsze życie nie jest możliwe. Więc trzeba zatracić się w cierpieniu i autodestrukcji. Bo inaczej będzie to oznaczać, że pan M. nie był dla mnie ważny. Próbuję być głucha na ten wewnętrzny głos, który podpowiada tak chore wnioski. Ale jest mi trudno nie identyfikować się z tym sposobem myślenia. Owszem, jestem świadoma tego, że jest zaburzony. To już coś, a nawet ogromna zmiana. Ale zupełnie czym innym jest niepodążanie za nim.
Pan M. uprzedzał, że po zakończeniu terapii najprawdopodobniej nastąpi chwilowe pogorszenie. W końcu trzeba przejść przez etap żałoby po relacji. Ostatnio nawet mu mówiłam, że wiem, iż to, co dała mi ta relacja, zostanie ze mną. To nie tak, że wraz z jej końcem wszystko zniknie. Ale świadomość, że po tych sześciu latach, kilkuset przegadanych (i przemilczanych) godzinach, więcej się z nim nie spotkam… A z drugiej strony pojawia się we mnie nieśmiało nostalgia. Dawno nie gościłam u siebie tej emocji. A do tego jakieś dziwne rozrzewnienie. Ten przyjemny smutek każe mi spoglądać wstecz, na minione lata i wspominać to, co dobre. To chyba dobry objaw. Tylko bardzo boję się, co będzie za tydzień. Obawiam się kolejnego kryzysu samobójczego. Takiego jak dwa tygodnie temu, gdy uświadomiłam sobie, że zostało nam pięć spotkań. Wtedy ten kryzys był bardzo intensywny, ale nie poszłam w autodestrukcję, mimo jednorazowego, lekkiego pocięcia, i wygrzebałam się z niego po trzech dniach. Jak będzie tym razem?

Ze spraw bardziej przyziemnych – wczoraj miałam trzygodzinne szkolenie „Psychoterapia pacjenta z borderline – szkolenie dla psychoterapeutów” organizowane przez Centrum Terapii DIALOG. Pilnie robiłam notatki, które zajęły mi dziesięć stron. Pytałam organizatorów i mogę napisać artykuł na jego podstawie. Pracę nad tekstem zacznę po napisaniu artykułu dla magazynu „Trening umiejętności społecznych”, bo termin oddania tekstu powoli się zbliża.
Postanowiłam rozszerzyć bloga o dział z treściami merytorycznymi, zawierającymi dawkę wiedzy. Zamierzam pisać dla Was artykuły na podstawie książek czy webinarów. Tak, żebyście mogli też coś wynieść z mojej strony, a nie tylko czytali o tym, co się ze mną dzieje.

A trzynastego czerwca jedziemy z Mrówkiem na tygodniowy urlop! Przyda mi się oderwanie od codzienności i nabranie jakiegoś dystansu.

Spotkania z panem K. chcę rozpocząć w drugiej połowie czerwca, po powrocie z wyjazdu. Może te trzy tygodnie bez terapii pozwolą mi choć częściowo przeżyć żałobę po relacji z panem M.

738 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.