962 – przygotowania do najgorszego rozstania

No, dobra. Zmieniłam trochę podejście do jutrzejszego rozstania. Wciąż jest mi bardzo ciężko, ale postanowiłam ugryźć problem od innej strony – celebrować zakończenie terapii (za radą pewnej osoby).

To było bardzo trudne sześć lat. Pełne wzlotów i upadków. Dumy i pogardy dla siebie. Górek i kryzysów. Sukcesów i porażek. Przez cały ten czas, mimo popełniania wciąż tych samych błędów, zapominania o tym, czego się nauczyłam, setek desperackich wiadomości, zrywania relacji, pan M. wciąż przy mnie niestrudzenie trwał. Pozwalał mi na potknięcia i nigdy nie dał odczuć, że stracił cierpliwość albo czuł złość na mnie. Jestem mu za to niesamowicie wdzięczna. Ale! Przecież to ja wykonałam największą pracę. Tytaniczną pracę, by znaleźć się tu, gdzie jestem. Z błądzącego we mgle dziecka stałam się dojrzałą kobietą, która wie, kim jest (zazwyczaj) i czego pragnie. Metaforycznie ta terapia pozwoliła mi się narodzić na nowo. Pozwoliła mi dorosnąć. Okiełznać objawy borderline, choć nie wyeliminowała ich zupełnie. Wciąż ciągnie mnie do starych schematów, ale przez większość czasu jestem w stanie wytrzymać te impulsy i im nie ulec.
Tak więc mam okazję do świętowania – kończy się etap pewnej zależności i rozpoczyna nowy. Symbolicznie zakończenie terapii jest jak osiemnastka, osiągnięcie pełnoletności. Tylko w tym przypadku, jest to osiągnięcie samodzielności. Bo przecież od jutra, odkąd wyjdę z gabinetu, będę musiała radzić sobie sama. Choć nie osamotniona. Przecież zostanie ze mną to wszystko, co osiągnęłam. Zostaną wspomnienia, do których zawsze będę mogła powrócić. Pan M. będzie funkcjonował w moim świecie wewnętrznym, jak każda ważna osoba w życiu.
Nie chcę wpadać w kryzys. Nie chcę rozpaczy i myśli samobójczych. Przecież to nie pasuje do nowego obrazu mnie. To było. Taka byłam. Takie miałam objawy. A teraz chcę patrzeć tylko w przyszłość i skupić się na „tu i teraz”. Pragnę przeżyć swoje życie najlepiej, jak potrafię i wycisnąć z niego, jak najwięcej.

Jutro robię sobie wolne. Ale zmieniłam plany. Nie będę znieczulać się lorafenem ani leżeć godzinami w łóżku i płakać. Będę świętować osiągnięcie samodzielności i celebrować życie. Zamierzam zabrać Mrówka na piwo w ulubionej literackiej kawiarni. Wzniosę toast piwem lub dobrym drinkiem i będę z siebie dumna. Dumna, bo przetrwałam. Bo mimo tylu kryzysów i bezpośrednich zagrożeń swojego życia, wciąż tu jestem. Bo udało mi się wytrwać do ostatniej sesji i pożegnania. I właśnie to dzisiaj czuję – dumę.

1194 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

4 myśli w temacie “962 – przygotowania do najgorszego rozstania

  1. Ja także życzę Ci powodzenia w tym ważnym momencie.
    Fajnie, że masz konstruktywne nastawienie.
    Trzymam kciuki!

  2. Wspieram mocno w tym waznym dla Ciebie dniu. To trudne, napewno ale Twoje nastawienie jest pięknym ukoronowaniem terapii:) celebruj to i celebruj zycie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.