963 – coraz trudniej. coraz smutniej

Dziś obudziłam się ze łzami w oczach. Wczorajsze dobre nastawienie gdzieś uleciało. Trudno mi wykrzesać z siebie choćby krztynę optymizmu. Zupełnie zapomniałam, że są we mnie tak ogromne, niewyczerpane pokłady smutku. Chwilami przechodzi on w rozpacz. Nie chcę kończyć! Nie zdziwiło mnie to, że pojawił się przymus cięcia. Tak mnie ciągnie do żyletki… ale nie, nie okaleczę się. To już do mnie nie pasuje. Postanowiłam to sobie.
Okropnie się boję, że nie będę w stanie mówić na tej ostatniej sesji. Mam tyle do powiedzenia panu M., ale obawa, że zamilknę, jest duża.
Dziś znów nie potrafię sobie wyobrazić życia bez terapii i bez tej relacji. Czy życie bez dwóch godzin zwierzeń tygodniowo będzie w ogóle możliwe? Ehh, takie pytanie retoryczne. Trochę dramatyczne. Przecież wiem, że to nie koniec świata. Że początkowo będzie trudno i będzie mi ogromnie brakować naszych spotkań. Ale przecież z czasem do tego przywyknę. Na pewno się przyzwyczaję. Nie może być inaczej. Próbuję samą siebie przekonywać na siłę, że to była dobra decyzja. Że przecież udało mi się tyle osiągnąć. Tak bardzo się zmieniłam, dojrzałam, usamodzielniłam się. Przecież nie mogę wisieć na panu M. do końca życia. Choć tego właśnie pragnę.
Za godzinę wyjdę na terapię po raz ostatni i… nie potrafię opanować wzruszenia, rozpaczy, smutku. Coraz więcej łez staje w oczach, a niektóre już lecą po policzkach. Jest mi dziś tak piekielnie źle. Tak smutno. Tak trudno…

890 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

2 myśli w temacie “963 – coraz trudniej. coraz smutniej

  1. W końcu pozbędziesz się myśli, że pan M. był jedyną osobą w Twoim życiu, która Cię dobrze traktowała i że już nigdy więcej czegoś takiego nie doświadczysz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.