965 – było świętowanie. I celebracja życia

Wczoraj mieliśmy wolne. Pojechaliśmy na Rynek. Mieliśmy iść do mojej ulubionej kawiarni literackiej, ale niestety nie było miejsc. Poszliśmy więc do innego baru. Było świętowanie. I była celebracja życia.
– Za życie! – Wzniosłam toast z uśmiechem na ustach i pełnym przekonaniem, że pragnę żyć i to życie kocham.
Rozmawialiśmy o planach wyjazdu na Sycylię jesienią. Nasz pobyt tam trwał ostatnio zbyt krótko. Zakochałam się w tej wyspie. A szczególnie w Katanii.
Wypiliśmy piwo, drugie trzecie i czwarte. A kiedy Mrówek wracał z toalety, przyniósł piąte. I to był błąd! Mój łeb nie jest już tak wytrzymały jak kiedyś. W efekcie nie pamiętam drogi do domu, hehe. Upił mnie mój własny facet! Ale było miło. Bez rozpaczania nad końcem relacji. To najważniejsze.
Dziś obudziłam się z ogromnym kacem, ale zadowolona. Z pozytywnym nastawieniem do życia i całkiem dobrym nastrojem. Czuję się trochę, jak dziecko, które właśnie wyprowadziło się z rodzinnego domu, by rozpocząć życie na własną rękę.
Zasiane tydzień temu zioła zaczynają wschodzić. Kiedy spryskuję ziemię i patrzę na te mikroskopijne roślinki, na moich ustach samoistnie pojawia się uśmiech. Uwielbiam opiekować się roślinami. A te, nie mogły wybrać lepszego momentu na rozpoczęcie swojej wegetacji. Jestem im wdzięczna, że właśnie teraz, kiedy zaczynam nowy etap, one zaczynają swoje życie. Ja też czuję się trochę taką maleńką roślinką, która metaforycznie stawia swoje pierwsze kroki. Razem będziemy rosnąć i razem rozkwitniemy, ciesząc oko pięknymi kwiatami.
I właśnie taką siebie lubię – uśmiechniętą, pewną siebie, pozytywnie nastawioną i chcącą od życia jak najwięcej. Także, chwilo trwaj! I pozwól mi cieszyć się jak najdłużej.

841 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

1 myśl w temacie “965 – było świętowanie. I celebracja życia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.