970 – benzo, piwo, wydanie książki i kolejne konsultacje u pana K.

Wczoraj przespałam praktycznie cały dzień i całą noc. Benzo plus piwo utuliło mnie do snu. Nie dałam rady się powstrzymać od tego autodestrukcyjnego mechanizmu. Cóż, zdarza się…

Dziś mam nieco lepsze nastawienie. Szczypta optymizmu pojawiała się w moim myśleniu. Czy słusznie?

Udało mi się wczoraj skończyć artykuł, a dziś nanieść poprawki. Jutro wysyłam tekst Naczelnemu do akceptacji. A to oznacza, że nareszcie mogę się zabrać za przerwane poprawki „Dwóch słów”.

Kasa od dawna odłożona, przelew ze wspieram.to przyszedł, więc właściwie mogę zapłacić Wydawnictwu, ale czekam z tym aż doszlifuję tekst. Wyślę wszystko razem. Mam nadzieję, że nie zejdzie mi z tym zbyt długo.

Powinnam zająć się pracą, bo w trzy dni przepracowałam jedenaście godzin, ale jakoś nie mogę się zebrać. Wciąż chce mi się płakać, ciepnąć wszystko i mieć wyjebane. Tylko komu zrobię tym na złość? Przecież tylko sobie.

Miałam się skontaktować z panem K. po zakończeniu terapii. Zgodnie z umową napisałam więc.

Panie K., w zeszły czwartek zakończyłam terapię. Miałam napisać na początku czerwca, żeby się umówić na spotkanie. Ale mam straszny mętlik w głowie. Samo rozstanie z terapeutą tym razem przeżyłam w miarę dobrze. Ale wraz z upływem czasu czuję się coraz gorzej. Dodatkowo mam ojca w szpitalu, jest po dwóch operacjach i nie ma poprawy. No i mój partner rozstał się ze mną po 14 latach. Wiele razy się rozstawaliśmy na przestrzeni tych lat, ale żadne z nas nigdy się nie wyprowadziło i wracaliśmy do siebie. On teraz też jeszcze się nie wyprowadził, ale coraz bardziej boję się, że szuka sobie mieszkania i na dniach odejdzie. Ja tego nie przeżyję. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Czuję się coraz gorzej. Zaczęłam mieć mieszane emocje co do rozpoczynania nowej terapii. Może powinnam dać sobie więcej czasu? A z drugiej strony boję się, że zaczyna się kryzys. A kiedy w niego wpadam, robi się niebezpiecznie.

Po kilku godzinach dostałam długą odpowiedź. Pan K. przyznał, że obecnie dużo się dzieje w moim życiu. Wyraził jednak opinię, że przerwa od terapii może mi dobrze zrobić. I ma poczucie, że moje wątpliwości co do zaczynania całego procesu terapii od początku są jak najbardziej zdrowe. Zaproponował również pojedynczą konsultację, żeby omówić na niej, co oznaczałoby dla mnie odejście Mrówka i jak mogłabym reagować na ewentualne konsekwencje tego rozstania. Mielibyśmy się wspólnie zastanowić, co dalej.
Mam ogromną i szczerą nadzieję, że Mrówek mnie nie zostawi, jednak umówiłam się z panem K. na przyszłą środę. Może to pomoże mi sobie nieco poukładać w głowie pewne sprawy.

A dziś popołudniu jadę do szpitala po swoją pierwszą dawkę Pfizera.

1078 Ogółem 3 Dziś
Podziel się!

1 myśl w temacie “970 – benzo, piwo, wydanie książki i kolejne konsultacje u pana K.

  1. „Tylko komu zrobię tym na złość? Przecież tylko sobie.”
    od dłuższego czasu zastanawiałam się jak to ując w słowa i czy to Ci potrzebne; hm;
    przejdź się pomiędzy ludźmi, których MASZ i spójrz na siebie, jak często ich zostawiasz? do tego wystarcza depresja, smutek, by zamykać się w osobności (bywa agresywnej, wiadomo to synonimy prawie);
    spójrz jak stawiasz ponad wszystkimi, coś co wyznacza Ci tylko chwila, czasem? Dawno nie spojrzałaś tak na terapeutów, psychiatrę, bliskich, pochłania Cię bardzo ciasny krąg JA, ale sygnały wysyłasz do tych ludzi i masz oczekiwania? spójrz na ile „posiadasz” ich podmiotowo, informujesz ich i wspominasz o nich, oczekujesz od nich, czasem wspominasz co „z ich powodu” czujesz… a oni na półkach powinni czekać na Ciebie;
    czy to nadmiar emocji, czy rozwarstwienia, czy te cholerne mieszanki rygoru i luzu od leków i alkoholu?
    te zrywy – pracy bez umiaru i zapadania się;
    a jeśli są ludzie wkoło, którzy czują bardziej niż Ty? może tak czasem bywać? – nie wiem czy to nie zepchnie Cie z krawędzi, NIE WIEM, ale mam wrażenie, że coś Ci się wymknęło tym razem bardziej, na dłużej i może coś prawie amputowałaś z siebie? nadwrażliwość wymaga troski o siebie, ale znieczulanie wyprowadza na manowce?
    serio NIE WIEM – ale coś chyba przegapiasz i nie dziwisz się temu, albo tylko nie piszesz świadomie;
    Wydaje mi się, że to oczekiwanie wobec innych, jest źródłem cierpienia i to chyba niebezpieczny korkociąg?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.