975 – nie mogę odpuścić, nie pozwolę sobie

Jest coraz gorzej. Do smutku doszło rozżalenie i poczucie beznadziei. Powiedziałabym, że również rezygnacja, ale na nią akurat sobie nie pozwalam. Nie dopuszczam możliwości pierdolnięcia wszystkim i pójścia spać. Choć na to właśnie mam największą ochotę. Ale nie, nie odpuszczę. Mam za dużo do zrobienia. I za dużo do stracenia.

Wydawało mi się, że zakończenie terapii już na mnie nie wpływa. Że pogodziłam się z nim, mogę odciąć grubą kreską to, co było i pójść dalej. Ale tak nie jest. Choć o tym w ogóle nie myślę, nie wspominam, nie nakręcam się myślami, to widać wpływ przerwania tej relacji na samopoczucie. A jednocześnie pilnuję się, by ten nastrój nie rzutował na to, jak jest w domu. Na moje podejście do Mrówka. Żeby się na nim nie odbijało to, że jest mi źle.

Stan psychiczny odbiera mi siły fizyczne. Nie chodzę, a snuję się. Powłóczę nogami, z ramionami opuszczonymi, ciągnącymi w kierunku ziemi.

Łudziłam się, że mogę odstawić leki. Ale na to jest chyba za wcześnie. Nie poradzę sobie bez nich. Zamierzam jeszcze raz napisać do doktora T. Może, jeśli mu obiecam, że więcej nie będę go zamęczać SMS-ami, zgodzi się mnie dalej prowadzić? Nie chcę szukać nowego psychiatry…

Nie mam siły pracować, a mimo wszystko codziennie siadam do komputera, włączam zawodowe programy i znak po znaku piszę kod. Może nie pracuję zbyt dużo, ale nie pozwalam sobie na całkowite odpuszczenie.

Chyba muszę się wspomóc benzo. I co? I nie mogę. A jak nie mogę, to przez nogę i dalej mogę. Nie mam wyjścia. Muszę żyć. I dawać z siebie wszystko.

788 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.