976 – nie ból, a prawdziwe cierpienie

Wstałam prawie jedenaście godzin temu. Od początku nie było dobrze, ale teraz jest naprawdę źle. Dziś już kilka razy uciekałam w sen. To, co czuję, nie jest bólem w wyniku smutku czy tęsknoty. To prawdziwe, pełnowymiarowe cierpienie. Udało mi się uronić tylko kilka łez. A mam ochotę drzeć na sobie szaty i krzyczeć, jak bardzo jest mi źle. Jak to cierpienie odbiera mi wszelkie siły.
Ze trzy razy złapałam się na tym, że miałam ochotę sięgnąć po żyletkę. Przebijało się to stare, chore myślenie. Że niby przerwanie ciągłości skóry, ból fizyczny, upuszczenie nieco krwi, mogłoby pomóc. Oczywiście pomogłoby mi tylko stoczyć się jeszcze niżej. Nic więcej.
Kiedy tak leżałam w łóżku, pozbawiona wszelkich nadziei i sił, przyszedł do mnie Mrówek. Zmotywował do zwleczenia dupy i zabrania się za jakąś robotę. Mówił, żebym chociaż poczytała książkę albo zaczęła pisać artykuł. Ale mam to dzisiaj gdzieś. Poza tym, są w robocie poprawki na cito. Które mi totalnie nie idą. W trzy dni przepracowałam dwanaście godzin. A przecież skarbówka nie będzie czekać, trzeba zapłacić pieprzone podatki, ZUSy, czynsze, prądy, internety i ten cały majdan.
Tak bardzo chciałabym napisać do pana M. Spotkać się z nim chociaż raz. Choć jeszcze raz, ostatni, porozmawiać. Dziś tęsknota i dojmujące poczucie straty nie dają mi funkcjonować. Chcę zapaść w kilkunastogodzinny sen z nadzieją, że, gdy się obudzę, cierpienie zniknie.
Dziś nie potrafię sobie pomóc.

962 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.