977 – chyba na coś przydała się klasa dziennikarska

Dzisiejsza pobudka nie była tak bolesna jak wczorajsza. Wciąż mam problem z ciągłością snu. Pierwszy raz budzę się po jakichś trzech godzinach, a potem już co godzinę albo i częściej. Ten przerywany sen trwa jakieś sześć godzin i muszę już wstać, bo się niecierpliwię. To chyba skutek uboczny bupropionu i amisulprydu, ale jeśli to ma być ceną za siłę do podejmowania się różnych aktywności w ciągu dnia, nie będę narzekać.
Wiecie, co jest wyznacznikiem mojego stanu? Gary w zlewie. Jeśli zaczyna ich przybywać, znaczy to, że nie jest najlepiej. W depresji potrafię ich nie myć przez tydzień. Kiedy jestem w formie, na bieżąco opróżniam zlew. Teraz zrobiła się górka, więc…

Wydrukowałam materiały otrzymane po szkoleniu „Psychoterapia pacjenta z borderline”. To na podstawie tego wykładu będę pisała artykuł. Na niedawno zakupionym stoliku podręcznym postawionym przy sofie leżą wydruki i moje odręczne notatki robione podczas szkolenia. Zamierzam zabrać się za pisanie jeszcze dzisiaj. No, najpóźniej w weekend.
Cały czas zastanawiam się, gdzie umieścić dział z merytorycznymi artykułami. Tu, na blogu, na stronie autorskiej czy może założyć osobną subdomenę? Jestem całkowicie niezdecydowana.

Jakoś mi dziwnie ze świadomością, że za sześć miesięcy będzie premiera. Że ruszył proces wydawniczy. Długo nic nie wydawałam i odzwyczaiłam się od tego. Ale to dobrze. Lubię, kiedy dzieje się coś związanego z moim pisarstwem.

Biorąc pod uwagę to, co dzieje się ze mną od trzech tygodni, czyli od zakończenia terapii, tak sobie myślę… że całkiem dobrze znoszę tę żałobę po relacji. Jest ciężko, jest smutno, jest boleśnie. To fakt. A jednak obywa się bez większych dramatów, nie mówiąc już o kryzysie. Co prawda nie miałam ani jednego dobrego dnia w tym czasie. Dnia, w którym miałabym dobry nastrój, ale to przecież normalne. Normalne są tęsknota, smutek, złość, rozżalenie, poczucie straty, do pewnego stopnia poczucie pustki po ważnej relacji. Przecież przeżywanie tych emocji jest całkowicie zdrowe. Tym bardziej, że nie mają one natężenia tajfunu.
Dużo nad tym myślałam i doszłam do wniosku, że dobrze zrobiło mi przerwanie terapii na początku roku. Ten miesiąc próbnego rozstania. Wprawdzie wpadłam przez to w kryzys samobójczy, ale przeżycie tak silnych emocji i możliwość przepracowania tego po powrocie do pana M., sprawiło, że teraz jestem o wiele spokojniejsza. Że nie targają mną tak silne emocje, z którymi nie potrafiłabym sobie poradzić. Jest mi ciężko, ale nie na tyle, żebym nie dawała sobie rady. Wiem, że to po prostu trzeba przeżyć, trzeba dać sobie czas na przetrawienie tego, na nabranie dystansu i pogodzenie się z tym faktem.
Biorąc pod uwagę moją emocjonalność i silny lęk przed opuszczeniem, wydaje mi się, że całkiem dobrze sobie radzę.

1229 Ogółem 1 Dziś
Podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.