547 – powrót do pracy

Świata, święta i po świętach. Urlop minął. Przynajmniej odpoczęłam. Siadam dziś rano do kompa chcąc zacząć pracować. Zrobiłam kilka zadań i komp postanowił odmówić posłuszeństwa. Grzebanie w nim, zmiany ustawień pod okiem Mrówka. Dupa. Komp nie działa. I jak ja mam pracować?
Oczywiście Lorafen poszedł w ruch i krąży już w krwioobiegu.

Podziel się!

546 – codzienność

Śpieszę donieść, że napisałam trzy rozdziały Uśpionej. Nie ma nic wspanialszego niż sunący po kartce długopis. Kratki zeszytu wypełniają się powoli drobnym, jak mak pismem. Kocham ten stan!
W przerwach lektura mitologii słowiańskiej.
Jutro Sylwester. Ten rok minął niesamowicie szybko.
Oby kolejny był lepszy i równie twórczy!

Podziel się!

540 – refleksja okołoświąteczna

W okresie dojrzewania znienawidziłam Święta. Składanie życzeń, atmosfera – wszystko zdawało mi się sztuczne. Nie czułam więzi rodzinnych, nie miałam ochoty rozmawiać.
Od kilku lat jest inaczej. Boże Narodzenie zupełnie mi się odczarowało. Polubiłam choinkę, świąteczne przygotowania – gotowanie, pieczenie. Kupowanie prezentów i ich pakowanie. W tym roku nawet choinkę ubraliśmy tydzień wcześniej.
Cieszę się na spotkanie z rodzinami. To będą dobre trzy dni!

Podziel się!

535 – listopad

Taki to ci listopad. Na zmianę skąpi i leje. Chmury zawieszone nisko. Jakby chciały zstąpić na ziemię.
Siedzę otulona ciepłym kocem i chłodnym smutkiem. Przede mną czarna kawa. Na kolanach wydruk „Samobójstwa na raty”. Wróciłam do korekty. Choć na siłę.
Za godzinę sesja. A w głowie pustka. Nie wiem, o czym mówić. Nie wiem, kim jestem. Nie wiem.
Obcość siebie.
Łzy utknęły gdzieś głęboko. Wypłakać ich nie sposób.
Byle do wiosny…

Podziel się!

523 – weekend na wsi

Było cudownie. W piątek wolne i wyjazd do moich rodziców. Ich dom jest na skraju lasu. Wróciliśmy wczoraj z trzema wiaderkami własnoręcznie zebranych grzybów.
Przez te wszystkie lata zdążyłam zapomnieć, jak to jest przedzierać się przez dwumetrowy młodnik sosnowy. I te piękne podgrzybki, kozaki, prawdziwki, kanie.
Do czwartej nad ranem czyściliśmy je i gotowaliśmy sos ze świeżych grzybów.
Dziś dzień przetworów – marynowanie, obgotowywanie, mnożenie i suszenie, jak za dawnych lat (kawałki zawieszane na nici i podwieszone pod okap kuchenny). Przypomniały mi się dawne lata, lata dzieciństwa. Wspólne robienie przetworów na zimę. Uwielbiałam to. A jak potem smakowały ogórki, grzybki, kompoty i powidła, gdy otwierało się je w zimie!

Podziel się!