499 – blizny

W weekend byliśmy u rodziców. Czas niby spędzony miło – las, rower, poranna kawa na huśtawce. A jednak bardzo zmęczyły mnie te dwa dni.
Pierwszy raz nie miałam chustki na nadgarstku. Blizny przykrywał jedynie zegarek. Miałam wrażenie, że cały czas na nie patrzą. Czułam się naga. Sowicie ukarana za własną głupotę.
Lęki nie opuszczają mnie ani na chwilę. Ciągłe poczucie zagrożenia.
Znów kryzys.

Podziel się!

498 – zmiany, zmiany

Trochę mnie tu nie było, a to dlatego, że dużo się dzieje.
Pracuję zawodowo kilka godzin dziennie i to zdalnie. Kończę pracować nad „Majką”. Ogólnie niby jest dobrze, momentami ociera się to o szczęście. Ale jest przeplatanka z kryzysami. Czasem chwilowymi, czasem dziennymi.
Niby nie jest źle. Odstawiłam arypiprazol. Czasem sięgam po lorafen.
Może to ta trzydziestka?
Przekroczyłam ją dwa miesiące temu i dziwnie się to składa z życiowymi zmianami.
A może to trzy lata leczenia i dwa lata terapii u obecnego terapeuty?
Nieważne – co. Ważne – jak. A generalnie jest dobrze. Tylko to uruchamia mechanizmy każące to wszystko zniszczyć, ale to już inna bajka.

Podziel się!

496 – mój świat

Co to znaczy być jedna nogą w rzeczywistości a drugą w swoim świecie?
Graliśmy w państwa-miasta. Wylosowane było „N”. Więc wpisuję po kolei państwo, miasto, zwierzę. Zaczęliśmy odczytywać. Wszystko było dobrze, do czasu imienia i rośliny. Wpisałam kolejno „Waldemar” i „winorośl”.
To się nazywa być w swoim świecie!

Podziel się!

495 – codzienności

Premiera „Terapii u Doktorka” już za miesiąc! Ja tymczasem całe dnie poświęcam na pisanie „Majki”. Wydrukowałam każdy rozdział na osobnej kartce i rozłożyłam na podłodze. Nastąpiła dekonstrukcja i mieszanie rozdziałami. To było zabawne uczucie.
Mam tak wielką motywację do leczenia! Chcę wyjść za Mrówka. Chcę z nim stworzyć rodzinę. Tylko z rodzicielstwem gorzej. Ostatnio rozmawiałam o tym na sesji. Jak mogłabym chcieć mieć dziecko, skoro sama się nim czuję?
Ale… To i tak nie temat na teraz.

Podziel się!